Od czasu objęcia rządów przez PO–PSL mamy do czynienia ze złowrogą sekwencją zdarzeń: likwidowaniem niewygodnych świadków, próbami zastraszania, niszczeniem dowodów oraz wieloma innymi incydentami świadczącymi, iż mocodawcy zbrodni na Krzysztofie Olewniku czują się całkowicie bezkarni.

„Panie Premierze, nie ulega wątpliwości, że w porwaniu naszego syna, jego okrutnym i zwyrodniałym dręczeniu i w konsekwencji mordzie brały udział osoby z organów państwowych, które powinny służyć obywatelowi do ochrony jego bezpieczeństwa, a które to gwarantuje konstytucja. W tej chwili dzieje się wszystko odwrotnie, pomimo nagłośnienia medialnego naszej sprawy, pomimo wręcz szydzenia mediów oraz społeczeństwa, nawet wpływowych polityków, z naszej sprawy” (z listu Włodzimierza Olewnika do Donalda Tuska z 13.02.2010 r.).

Trudno oprzeć się wrażeniu, że od czasu, gdy ojciec zamordowanego Krzysztofa skierował do premiera list, w którym zawarł oskarżenia pod adresem obecnego układu, celem organów III RP i wspomagających je ośrodków propagandy stały się ataki na rodzinę Olewników. Od wielu miesięcy próbuje się narzucić fałszywą interpretację sprawy zabójstwa, reaktywuje skompromitowaną wersję samouprowadzenia i tworzy przeświadczenie, że ofiara miała być zamieszana w „zabójstwo prostytutki”, a rzecz dotyczy lokalnych porachunków. Ostatnim akordem były przeszukania domostw rodziny Olewników i postawienie prokuratorskich zarzutów „nielegalnego posiadania broni i amunicji” Włodzimierzowi Olewnikowi oraz Klaudiuszowi C. Ojca Krzysztofa próbowano już oskarżać w 2008 r., gdy publicznie oświadczył, że „za porwaniem syna stali wpływowi politycy. Ukarani zostali tylko wykonawcy, prawdziwi mordercy są wciąż na wolności”. Kilka miesięcy później prokuratura postawiła mu zarzut „naruszenia nietykalności cielesnej” prokuratora Grzegorza Pluto, którego Olewnik miał uderzyć.

Przypadki Mikołaja B.

Inicjatorzy obecnej kampanii mają świadomość, że Polacy nie posiadają rzetelnej wiedzy na temat sprawy i chętnie przyjmą miałką argumentację medialnych demiurgów. Zmierza ona do pozbawienia Olewników zaufania społecznego, skierowania na nich podejrzeń o matactwa, a w konsekwencji – zmuszenia ich do milczenia i kapitulacji. Rządowe media, korzystając z prokuratorskich przecieków, nie cofają się przed formułowaniem najbardziej absurdalnych hipotez lub wykorzystywaniem oświadczeń osób zamieszanych w sprawę. Tak było w przypadku Mikołaja B., podejrzewanego o wyłudzenie 13 tys. zł od Włodzimierza Olewnika i utrudnianie śledztwa. Ten poszukiwany od 2011 r. człowiek skarżył się na łamach jednego z tygodników, że „boi się” polskich służb i „ma ku temu konkretne powody”. Twierdził nawet, że jeśli trafi do więzienia, to na pewno z niego nie wyjdzie. Jednocześnie oskarżał Włodzimierza Olewnika i twierdził, jakoby ojciec zamordowanego „systematycznie ukrywał dowody mogące świadczyć o ciemnej stronie życia Krzysztofa”. Można przypuszczać, że kontakty Mikołaja B. z mediami zaowocowały zawarciem jakiejś formy ugody z prokuraturą. Zatrzymany, przesłuchany i wypuszczony na wolność w listopadzie 2012 r. Mikołaj B. w cudowny sposób odzyskał „wiarę w prawo i w polskie sądy” i zadeklarował współpracę z prokuraturą. Podobnie media traktują słowa Jacka K., dawnego przyjaciela Krzysztofa Olewnika, którego rodzina zamordowanego oskarża o udział w porwaniu i zabójstwie. Przebywający na wolności i brylujący w programach telewizyjnych Jacek K. chętnie atakuje Olewników i opowiada, że ojciec zamordowanego to „bardzo wyrafinowany człowiek i w interesach bezwzględny”.

Awanse dla nieudolnych policjantów

Aktywność organów państwa i rządowych mediów nie jest skierowana na wyjaśnienie prawdziwych okoliczności mordu lub wskazanie mocodawców. W relacjach z rozpoczętego właśnie procesu policjantów wskazuje się np. na „nowe ustalenia” prokuratury, podważające wersję sądową z 2007 r. Nowość tych ustaleń polega jednak na tym, że prokuratura za „szczególnie niewiarygodne” uznaje przebieg zdarzeń z nocy zaginięcia Krzysztofa i forsuje tezę, jakoby porwanie miało związek „z innym zdarzeniem o kryminalnym charakterze”. Nie ma też wątpliwości, że śledztwo podlega uwarunkowaniom politycznym i jest obiektem szczególnego zaangażowania „nieznanych sprawców”.

Warto pamiętać, że od czasu objęcia rządów przez PO–PSL mamy do czynienia ze złowrogą sekwencją zdarzeń: likwidowaniem niewygodnych świadków, próbami zastraszania, niszczeniem dowodów oraz wieloma innymi incydentami, świadczącymi, iż mocodawcy tej zbrodni czują się całkowicie bezkarni:

- w kwietniu 2008 r. samobójstwo popełnił Sławomir Kościuk – jeden ze skazanych za zabójstwo Olewnika;

- w maju 2008 r. splądrowano dom Danuty Olewnik. Włamanie zostało odebrane jako próba zastraszenia rodziny;

- 12 czerwca 2008 r. w magazynie olsztyńskiego CBŚ, gdzie przechowywano dowody ze sprawy, doszło do „awarii sieci kanalizacyjnej”, przez co zniszczeniu uległo 46 pudełek i kopert, w których przechowywano istotne dla sprawy dowody. O tym fakcie poinformowano dopiero w 2009 r.;

- w styczniu 2009 r., w celi więziennej w Sztumie, popełnił samobójstwo Robert Pazik – kolejny skazany w procesie Olewnika. Brat Pazika twierdził, że więźnia zmuszono do odebrania sobie życia;

- 17 lipca 2009 r. samobójstwo popełnił strażnik więzienny, który w czerwcu 2007 r. pełnił dyżur w olsztyńskim więzieniu, gdy w celi powiesił się rzekomy „mózg” siatki porywaczy Wojciech Franiewski (prawdopodobnie wieloletni tajny współpracownik służb PRL). Prokuratura uznała, że śmierć strażnika nie ma związku z czynnościami służbowymi;

- w lipcu 2009 r. doszło do włamania w domu adwokat Jolanty Turczynowicz-Kieryłło – obrońcy policjantów podejrzanych o zaniedbania w sprawie Olewnika. Sprawcy ukradli m.in. laptopy, w których były informacje dotyczące sprawy i niepublikowany wywiad z Remigiuszem M., szefem policyjnej grupy poszukującej porwanego. Jednocześnie dokonano włamania do skrzynki e-mailowej męża prawniczki. Znajdowały się tam te same materiały, co w skradzionych laptopach;

- w październiku 2010 r. „Gazeta Polska” ujawniła, że z Komendy Policji w Sierpcu zginęły dowody, które mogły pomóc w ustaleniach związanych z Ireneuszem Piotrowskim, skazanym w procesie o zabójstwo Olewnika.

Ojciec zamordowanego w liście do premiera przypominał zaś, że za czasów obecnego układu awansowano policjantów oskarżonych o niedopełnienie obowiązków i utrudnianie śledztwa, a jednym z szefów CBA uczyniono Janusza Czerwińskiego, „nieudacznika nad nieudacznikami, a być może nawet jednego z decydentów w uprowadzeniu i zamordowaniu mojego syna” – jak określa tę postać Włodzimierz Olewnik.

Jak pracowała komisja Biernackiego

Przez pewien czas nadzieje na wyjaśnienie sprawy dawała sejmowa Komisja Śledcza, powołana w 2009 r. dzięki determinacji rodziny Olewników. Działając w ramach zakreślonych przez marszałka Komorowskiego i kierowana przez Marka Biernackiego z PO, nie wyszła jednak poza analizę błędów policji i prokuratury. Ujawniła tylko to, co można było bezpiecznie odsłonić, nie narażając głównych decydentów i mocodawców. Koronna konkluzja została sprowadzona do tezy, że szefostwo policji i MSWiA było wprowadzane w błąd przez policjantów niższego szczebla, a zatem wykluczona została nawet odpowiedzialność zwierzchników i polityków odpowiedzialnych za nadzór nad służbami. Konsekwencji nie ponieśli również prokuratorzy prowadzący śledztwo. Końcowy raport nie zawierał żadnych wątków politycznych, a wręcz starannie omijał kwestię odpowiedzialności najwyższych przedstawicieli państwa.

Pisząc przed laty o tej sprawie, nadałem jej miano „kręgów piekła”. Rodzina Olewników ma prawo doznawać podobnych odczuć, jakich doświadczał autor „Boskiej komedii”, gdy wchodząc do Piekła, przeczytał nad bramą napis: „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate” (Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie).

Stojący za tą zbrodnią ludzie wiedzą, że ujawnienie prawdy groziłoby rozbiciem mafijnego układu III RP. Dlatego Krzysztof Olewnik i prawda o jego śmierci umiera na naszych oczach po raz drugi.