Królowa płaszcza i szpady

Maria Austriaczka, pochodząca z Hiszpanii matka Króla Słońce, zaliczana jest do panteonu największych władców Francji. Jak powiedział jej syn Ludwik XIV – „nie tylko była wielką władczynią, ale zasługuje na to, by ją zaliczono w poczet wielkich królów”. Niemal od dziecka przygotowywana do objęcia tronu francuskiego: przyszły mąż urodził się miesiąc po niej, co dwór hiszpański i francuski uznały za znak. Czternaście lat później dzieci stanęły na ślubnym kobiercu.

Nie było to szczęśliwe małżeństwo, naznaczone najpierw silną władzą teściowej-regentki, podejrzliwym charakterem Ludwika XIII, licznymi poronieniami Marii i dworskimi intrygami. Już na samym początku jednak przyszła królowa wykazała się dyplomatycznym podejściem do otoczenia. Zachowała uległość wobec Marii Medycejskiej, co ujęło teściową, mąż co prawda unikał wspólnych nocy, ale chętnie szukał jej towarzystwa podczas codziennego odpoczynku, a kiedy chorowała czuwał przy jej łożu. Przyszły król-Słońce, pierwsze dziecko królewskiej pary, urodził się dopiero po 23 latach ich małżeństwa.

Cztery lata później Ludwik zachorował śmiertelnie, Maria opiekowała się nim czule do samego końca. Kiedy zmarł udało jej się przejąć władzę w imieniu syna, czekały ją wszakże kolejne trudne lata. Francja pogrążona była w nieustannej wojnie domowej i spiskach. Królowa musiała być silna, by obronić tron, a jednocześnie nie dopuścić, by państwo pogrążyło się w chaosie. Oddała władzę Ludwikowi, gdy ten osiągnął wiek naznaczony prawem, ale nadal wpływała na politykę dopóki król nie był gotów na samodzielne przejęcie sterów. Wówczas wycofała się do klasztoru, który ufundowali wraz z mężem w podzięce za urodzenie dziecka. Zmarła w 1666 roku w obecności swych synów, po ciężkiej wieloletniej walce z rakiem. Jej postać została unieśmiertelniona w literaturze dzięki powieści Aleksandra Dumas „Trzej muszkieterowie”.

Obecnie możemy oglądać na  Zamku Królewskim w Warszawie portret Marii Austriaczki namalowany przez Rubensa. Obraz pochodzi z prywatnej kolekcji europejskiej. Twarz, dekolt i ręce pochodzą spod jego ręki, natomiast tło i całe otoczenie królowej powstało przy udziale uczniów, malarzy współpracujących z warsztatem Rubensa.

Jak powiedział dyrektor Zamku, prof. Fałkowski:

Anna Austriaczka to osoba, która wzbudzała w swojej epoce, ale i późniejszych wiekach, wiele emocji, a nawet kontrowersji. Z jednej strony była bowiem piękną kobietą, robiącą wrażenie swoim wdziękiem, widocznym dobrze na tym portrecie, z drugiej jednak z jej oblicza, przedstawionego przez Rubensa, bije pewność siebie i chęć dominacji. Królowa bowiem z jednej strony musiała łagodzić starcia wojen religijnych we Francji początku XVII wieku, rywalizację frakcji i różnych partii politycznych – dworskich i nie tylko – a z drugiej strony musiała walczyć o zapewnienie schedy swojemu synowi Ludwikowi XIV. A więc była to piękna kobieta, która musiała udowodnić umiejętność działania politycznego. I to za sprawą Aleksandra Dumasa i jego powieści i o trzech muszkieterach, broniących honoru i czci kobiety i królowej, przeszło do legendy literackiej, do dziś powszechnie znanej.

Z kolei prof. Juliusz Chrościcki nawiązał do innego portretu monarchini pędzla Rubensa:

Pierwszy portret królowej znajduje się w Prado. Obraz ten, bardzo dobry pod względem techniki malarskiej, trochę mniejszy formatem od prezentowanego tutaj, pokazuje osobę bardzo zdenerwowaną i napiętą. Był to szczególnie trudny i dramatyczny moment  w życiu królowej, jeszcze za życia męża. Na prezentowanym dziś obrazie widnieje natomiast już inna postać, inaczej się uśmiechająca – był malowany dla Villiersa, który podobno był zakochany w królowej.

Dodać trzeba, że Georges Villiers, faworyt króla Anglii, był przyczyną kłopotów Anny, którą mąż zaczął podejrzewać o niewierność. Faktem jest, że zakochany Villiers robił rzeczy szalone, potrafił wtargnąć do sypialni królowej i całować jej prześcieradła. Wreszcie posunął się do czynnej napaści w ogrodach, ale Annie udało się wyrwać napastnikowi. Amant został odesłany do Anglii i został mu tylko portret, który woził wszędzie ze sobą, a gdy został admirałem zawiesił go w kajucie i palił przed nim świece. Historycy nie są jednak zgodni co do czystości jego uczuć i raczej przypisują jego zachowanie umiejętnym intrygom dworskim.

 

 

 

 

 

Źródło: niezależna.pl

#Peter Paul Rubens #Anna Austriaczka #Zamek Królewski w Warszawie #Aleksander Dumas

Magdalena Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo