„Wstydziłbym się coś takiego mówić”, „szkodzi nam”. Lecą gromy na Trzaskowskiego

Siły polskiej dyplomacji będzie trzeba skierować na odszczekanie tego, co on powiedział. [...] Ten człowiek może sobie powiedzieć, co chce, ale jego odpowiedzialność za słowo jest żadna. Teraz my, poprzez dyplomatów, musimy pokazywać prawdziwe oblicze naszej ojczyzny - mówi portalowi Niezalezna.pl poseł PiS Piotr Kaleta, pytany o wystąpienie prezydenta Rafała Trzaskowskiego przed podkomisją Kongresu USA.

Fot.Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

Trzaskowski wystąpił podczas wirtualnego wysłuchania podkomisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów ds. Europy, energii, środowiska i cyberbezpieczeństwa. Wydarzeniu nadano tytuł "Innowacyjne przywództwo miejskie w Europie Środkowej". Oprócz prezydenta stolicy, w wysłuchaniu udział wzięli burmistrzowie Budapesztu, Pragi i Bratysławy - założyciele Paktu Wolnych Miast.

Populistyczny rząd, autoryaryzm, pole bitwy, deptanie praw kobiet i społeczności LGBT - to główne filary, na których prezydent Trzaskowski oparł swoje przemówienie.

O to, jak włodarz stolicy poradził sobie na forum podkomisji Kongresu USA, zapytaliśmy posła Prawa i Sprawiedliwości Piotra Kaletę.

- Wydaję mi się, że Rafał Trzaskowski ma problem. Od długiego czasu nikt nie chciał z nim rozmawiać, nikt nie chciał go słuchać. To oczywiście z powodu powrotu Donalda Tuska, który pogonił go z polityki krajowej. Facet zamknął się w swoich gabinetach i nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Jak manna z nieba spadło mu to zaproszenie. Chciał się wykazać. Zrobił to w stylu, w jakim zawsze to robi - to człowiek zakompleksiony, ma słabe wyniki w tym, co robi. Chciał zaistnieć na arenie międzynarodowej. Człowiek, który mógł pokazać przykład dobrego gospodarza, wyłącznie pluje na swój kraj. Jest miernym politykiem, ale też beznadziejnym Polakiem

- nie przebiera w słowach poseł.

Dołożyć roboty dyplomacji

Zdaniem Kalety, przemówienie może poskutkować tym, że „siły polskiej dyplomacji będzie trzeba skierować na odszczekanie tego, co on powiedział”.

- Mamy pootwierane fronty z innymi krajami, ale właśnie przez opozycję. To oni pokazują nas w złym świetle. Ten człowiek może sobie powiedzieć, co chce, ale jego odpowiedzialność za słowo jest żadna. Teraz my, poprzez dyplomatów, musimy pokazywać prawdziwe oblicze naszej ojczyzny

- słyszymy dalej.

Polityk koalicji rządzącej kontekst sytuacji uzupełnia o zagrożenia na wschodzie kraju. - W momencie, kiedy jesteśmy w takim zagrożeniu, a ten człowiek wychodzi na zagraniczne forum i ad hoc rzuca takie rzeczy, „bo może”, musimy uderzyć się we własne piersi. My żeśmy postawili tego człowieka na takim stanowisku - mamy jak mamy. Niech to będzie mementi dla nas na przyszłość, jak ważne są nasze wybory, żeby tacy ludzie nie paprali naszego polskiego gniazda. Niestety tacy się też znajdują. Takich też Bóg kocha - mówi poseł PiS.

- W stolicy jest bałagan. To piękne polskie miasto jest tak brudne i rozbabrane, bo ma takiego gospodarza, który w ogóle o tym nie myśli. Nie myśli o byciu dobrym samorządowcem. Marzą mu się bzdurne wypowiedzi - mówi nasz rozmówca i dodaje zaraz:

„wstydziłbym się coś takiego mówić i wystąpić przed podkomisją Kongresu Stanów Zjednoczonych”.

Tylko hejt?

Prezydentowi Trzaskowskiemu trzeba oddać, że poruszył na forum podkomisji Izby Reprezentantów kwestię strategiczną z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego. - Próżnia zostanie wypełniona negatywnymi wpływami Chin i Rosji. Silne relacje z USA są gwarancją niezależności - mówił prezydent Warszawy, nawiązując do Nord Stream 2.

- Niech pan nie żartuje. Coś trzeba było wrzucić. Było to wystąpienie szeroko zapowiadane u nas w kraju. Zdawał sobie sprawę, że posłuch znajdzie w Polsce, nie w Stanach Zjednoczonych. Te słowa są spóźnione, a ich adresaci jest tutaj, na miejscu. Tutaj jest Angela Merkel, tutaj jest Donald Tusk. Tutaj są politycy, którzy o tym decydują. Nie Amerykanie - kontruje Kaleta.

Polityk koalicji rządzącej dodaje, że prezydent Trzaskowski „jest politykiem nieznaczącym w tych sprawach”. - To rola i kompetencja polskiej dyplomacji. Zastanawiam się, czy nie powinno być jakiegoś paragrafu, że sam podejmuje takie rozmowy, do których nie ma jakichkolwiek uprawnień. Raz, że się do tego nie nadaje; dwa - szkodzi nam - słyszymy dalej.

Pytany na koniec, czy w całym wystąpieniu nie dostrzegł czegokolwiek, co byłoby korzystne dla Polski, zaprzecza.

- A wystarczyło powiedzieć, w jakim jesteśmy zagrożeniu. Że potrzebujemy wsparcia, zarówno werbalnego, jak i konkretnego, merytorycznego. Pomijam, że nie powinien się w tych sprawach wypowiadać. Jeśli jednak zabrał głos, mógł iść w tym kierunku

- konkluduje Kaleta.

 

Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo