Niemcy deklarują nowy kurs w UE. Przydacz: Chcą stworzyć z Unii wehikuł uprawiania swojej polityki

"Niemcy w naturalny sposób chcą stworzyć z Unii Europejskiej wehikuł uprawiania swojej polityki, tylko że przy potencjale całej Europy" - mówił Marcin Przydacz w dzisiejszym programie #Jedziemy na antenie TVP Info. W rozmowie z Michałem Rachoniem, wiceszef MSZ odniósł się również do polegania na Komisji Europejskiej w sytuacji na granicy polsko-białoruskiej.

Marcin Przydacz
kadr TVPINFO

Rozmowa rozpoczęła się od tematu stosunków polsko-niemieckich oraz działań nowego rządu Niemiec. Według wiceszefa MSZ, środowiska lewicowe, które przejmują władze u naszych zachodnich sąsiadów, będą starały się zwiększać integrację państw członkowskich UE, co będzie skutkowało ograniczeniem ich suwerenności.

"Ten spór w ramach UE będzie, moim zdaniem, się zaostrzać. Niemcy, będąc najsilniejszą gospodarką, największym państwem, mają też wpływ na funkcjonowanie Brukseli (...) większość urzędników zajmujących stanowiska w KE to Niemcy, więc Niemcy, w naturalny sposób, chcą stworzyć z Unii Europejskiej wehikuł uprawiania swojej polityki, tylko że przy potencjale całej Europy"

- mówił Przydacz.

Zaznacza, że Polska, jak i inne konserwatywne państwa członkowskie nie zgodzą się na te działania. Jego zdaniem, nasz kraj nie powinien pozwolić na żadne zmiany w traktatach. Wiceszef MSZ mówił też, że reforma wymiaru sprawiedliwości, która jest kwestią sporną pomiędzy Polską a UE, jest jednym z przykładów ograniczenia suwerenności państw i pokazuje, że unijni politycy mogą starać się poszerzać swoje kompetencje.

W UE bez azylu

W rozmowie poruszony został również temat uprawiania przez UE polityki migracyjnej. Michał Rachoń zapytał, jak rozumieć głosy medialne, które wskazują, że KE zaproponowała w związku z atakiem hybrydowym na Polskę, żeby procedury azylowe zostały wydłużone, a nie jak wskazywał nasz kraj, zawieszone. Jak twierdzi Marcin Przydacz, UE pokazuje w tej kwestii dwa oblicza.

"Z jednej strony proszę pamiętać, że KE jest gotowa wesprzeć nas w obronie granicy, chociażby finansowo w budowie zapory. (...) Więc są też głosy w instytucjach europejskich, które mówią "nie można dopuścić do absolutnej swobody w dostawaniu się na terytorium UE" (...) Natomiast są też głosy, które każą wydłużać procedurę azylową, tak żeby dać szansę potencjalnym azylantom na uzyskanie tego statusu" - mówił Przydacz.

Jak dodał wiceszef MSZ, procedury azylowe są w dużym stopniu nadużywane ze względu na to, że osoby, które wyjeżdżają z kraju nieobjętego wojną, często używają argumentu azylu, żeby dostać się do UE. Później, w przypadku, gdy taka osoba azylu nie otrzyma, i tak zostaje na terenie Unii, bez względu na to, czy dostanie azyl. Właśnie aby rozwiązać ten problem, Polska chciała zawieszenia procedur azylowych.

"Nie ma z niektórymi państwami możliwości deportowania. Pomimo braku uzyskania azylu taki człowiek i tak pozostanie w Unii Europejskiej, bo nie ma jak go, bez jego woli, zawrócić do kraju pochodzenia" 

- podkreślił wiceszef MSZ.

 

Źródło: tvpinfo, niezalezna.pl

Mateusz Święcicki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo