Polityka małych dzieci

Pewnie już setki tekstów napisałem o tym, że z opozycją nie da się rozmawiać. Rzeczywiście wydaje się to bardzo trudne, bo niestety zwykle politykierzy z lewej strony sceny politycznej nie mają po prostu nic do powiedzenia.

O nic im nie chodzi, poza bieżącym sporem politycznym. Nie oznacza to jednak, że można zamknąć dialog. Podstawą polityki, chciał nie chciał, są właśnie dyskusje i debaty. Zapominaliśmy o tym przez ostatnią dekadę. Dzisiaj, gdy pojawiają się istotne problemy, chęć rozmowy nie jest więc odbierana jako norma, ale jako wyraz słabości. Oto PiS, rozdarte między biznesmenami, ideowcami a oszołomami, nie jest w stanie samodzielnie przepychać każdego pomysłu. Niemal zawsze będzie potrzebować sojuszników i pomocy innych partii. To sytuacja w jakimś sensie tragiczna dla państwa. W obliczu zagrożenia bowiem Polacy zyskiwali, gdy mieli silny ośrodek decyzyjny, który nie wahał się podejmować decyzji. Robimy odwrotnie. Mam wrażenie, że nawet gdzieś to słyszałem. „Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse” – kołacze mi w głowie.

 

Źródło:

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo