Polski Instytut Rodziny i Demografii - dziś pierwsze czytanie ustawy w Sejmie

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii. Zakłada ona utworzenie nowej instytucji publicznej, która będzie zajmowała się kompleksowymi studiami nad procesami zachodzącymi w sferze demografii w jej społeczno-kulturowym kontekście.

Zdjęcie ilustracyjne
Pexels / CC0

W imieniu wnioskodawców projekt przedstawił poseł Bartłomiej Wróblewski z (PiS).

Autorzy projektu o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii podkreślają, że osiągnięcie celów demograficznych jest możliwe jedynie w oparciu o rzetelne i wszechstronne badania naukowe oraz wielowymiarowe działania prowadzone w sposób ciągły i konsekwentny. Wskazują na potrzebę bieżącego monitorowania trendów związanych z szeroko pojętą demografią oraz wypracowywania odpowiednich rekomendacji w celu przeciwdziałania występowaniu negatywnych zjawisk w tym obszarze.

Projekt ustawy zakłada powołanie nowej instytucji publicznej – w formie państwowej osoby prawnej – odpowiadającej na wskazane powyżej wyzwania, zwłaszcza w zakresie prowadzenia badań naukowych nad demografią oraz wypracowywanie odpowiednich rekomendacji z nich wynikających, jednocześnie wyposażonej w duży stopień niezależności od organów władzy wykonawczej, z natury rzeczy obsadzanych w wyniku decyzji o charakterze politycznym.

Prezes Instytutu będzie uprawniony m.in. do udziału w stosownych postępowaniach, wnioskowaniach o wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą oraz inicjowania stosownych zmian w prawie miejscowym.

Projekt ustawy poparł klub Prawa i Sprawiedliwości. Dominika Chorosińska z PiS powiedziała, że "aby wspierać rodziny, trzeba skutecznie identyfikować problemy, bariery rozwojowe dla zakładania i pomyślnego funkcjonowania rodzin". Zaznaczyła, że takie instytuty działają na całym świecie. Z Grupy Wyszehradzkiej Polska jest jedynym państwem, które takiego instytutu nie posiada.

Opozycja przeciw

Monika Rosa z klubu Koalicja Obywatelska zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu. Powiedziała, że "to nie jest projekt, który ma chronić polskie rodziny i mówić o polskich rodzinach".

"To jest projekt, który za 30 mln zł ma promować wybrany przez wnioskodawców konserwatywny, katolicki model rodziny i świata"

- stwierdziła.

W jej ocenie instytut "będzie kolejnym narzędziem do kontroli życia Polek i Polaków; do wchodzenia w ich życie z butami".

Zwróciła uwagę, że projekt zakłada, iż "prezes będzie powoływany na 7 lat i praktycznie nieodwoływalny". Nazwała prezesa super prokuratorem, który będzie mógł żądać wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych dotyczących rodzin, sprawach rodzinnych w szczególności dotyczących stosunku między rodzicami a dziećmi; będzie mógł brać udział w postępowaniach dotyczącym nawiązania stosunku przysposobienia, sprawach nieletnich czy będzie mógł dołączyć np. do postępowań rozwodowych" - zwróciła uwagę posłanka KO. Jak dodała - "pracownicy instytutu będą bez żadnych obostrzeń mogli posługiwać się danymi osobowymi bez RODO na podstawie pisemnego upoważnienia".

Wanda Nowicka w imieniu klubu Lewicy również zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu. Powiedziała, że projekt zakłada powołanie instytucji, która będzie miała ogromne kompetencje i żadnej odpowiedzialności.

"Otrzymuje kompetencje innych instytucji jak: GUS, polityka społeczna, nawet prokuratura"

- wskazała Nowicka.

Stwierdzała, że "instytut chce ograniczyć rolę Rzecznika Praw Obywatelskich, ma być jego kontrolerem i recenzentem". "Mógłby badać, czy cele i działalność danej partii jest zgodna z Konstytucją RP" - dodała posłanka Lewicy.

W imieniu Koalicji Polskiej Polskiego Stronnictwa Ludowego Bożena Żelazowska zwróciła uwagę, że "gros zadań instytutu realizują już samorządy".

"Czy nie wystarczy pomóc tak podobno dobrze funkcjonującemu Ministerstwu Rodziny i Polityki Społecznej i samorządom? Dlaczego rząd nie korzysta z doświadczeń samorządów?"

- zapytała wskazując jako przykład "Kartę Dużej Rodziny".

Dobromir Sośnierz z Koła Konfederacja zwrócił uwagę na zbyt wysokie koszty funkcjonowania instytutu.

W imieniu klubu Polska 2050 Hanna Gill-Piątek także zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu nazywając instytut trybunałem inkwizycyjnym, który będzie miał uprawnienia prokuratorskie. W połączeniu z rejestrem ciąż to będzie prawdziwy młot na prawa kobiet, wolności obywatelski i faktyczne dobro rodziny.

Paweł Szramka w imieniu klubu Polskie Sprawy zaapelował o wycofanie się z projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii zaznaczając, że instytut nie jest obecnie największą potrzebą Polaków.

"Polskie rodziny potrzebują niskich podatków, przejrzystego, prostego i przyjaznego prawa a przede wszystkim, by politycy aż z taką nachalnością nie wchodzili z butami w ich życie"

- wskazał.

Zapaść demograficzna w Polsce 

Wiceminister rodziny i polityki społecznej Barbara Socha zwróciła uwagę, że zapaść demograficzna w Polsce trwa od 20-25 lat. Zaznaczyła, że "największym problemem od rozpoczęcia transformacji, czyli roku 1989 w kontekście demograficznym jest to, że nie został wykorzystany wyż demograficzny stanu wojennego, który powinien zaowocować echem tego wyżu na początku lat dwutysięcznych (po roku 2000 - PAP)".

"Rok 2002 i 2003 to są lata, kiedy w Polsce urodziło się najmniej dzieci od czasów II wojny światowej"

- powiedziała wiceminister Socha zwracając uwagę, że "było wówczas relatywnie dużo kobiet, które mogły te dzieci urodzić".

"Było ich wówczas ponad 10 mln"

- poinformowała.

Powiedziała, że w ubiegłym roku, kiedy odnotowano niską liczbą urodzeń, pomijając pandemię, w Polsce w wieku prokreacyjnym było 8 mln 800 tys. kobiet.

"Przekonanie, że jeden instrument tak radykalny, kosztowny i duży, jakim jest program 500 Plus miały odwrócić trendy demograficzne, świadczy o braku elementarnej wiedzy w zakresie demografii"

- powiedziała wiceminister Socha.

Wskazała, że potrzebne są badania i polityka oparta na wiedzy. Powiedziała, że polityka demograficzna nie jest na jedną kadencję, dwie czy dekadę, ale na kilka dekad do przodu.

"Zależy nam, żeby była ciągłość tej polityki, spójność i kompleksowość, również po tym, jak się zmieni władza"

- wyjaśniła Socha.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

mm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo