Coś ty Europie zrobił, Cervantesie?!

Taki norwidowski okrzyk wydarł mi się z głębi duszy na widok mapki obrazującej jedno z europejskich badań opinii społecznej. Na pytanie, czy uważają, iż rodzima kultura przewyższa inne, różne nacje udzieliły odpowiedzi ujęte w procentach, a rozziew „nożyc” tych opinii jest ogromny – od 89 proc. dla dumnej ze starożytnej tradycji Grecji do najniższej w całej Europie samooceny ziomków Cervantesa właśnie – 20 proc. Hiszpanów! 

W pierwszej chwili jest to iście szokujące, zwłaszcza w zestawieniu z 85 proc. Gruzji, skąd Argonauci skradli sekret wytwarzania wina czy spadkobierców chwały Dostojewskiego i Gagarina – 69 proc. Rosjan, ale nawet z mieszkańcami Bałkanów gremialnie ceniących własną kulturę w liczbie grubo ponad 60 proc., czy Europy Środkowej z Polską na czele – 55 proc. pozytywnych samoocen i około 50 proc. pozostałe kraje.

Na Zachodzie po czterdzieści parę procent w Niemczech, Włoszech, Danii, Norwegii i na Wyspach Brytyjskich, ale niegdysiejsza potęga kulturalna Francja z 36 proc. może rywalizować z… Litwą i Łotwą – 38 i 37 proc.! Skromność prezentują rabuś cudzych dóbr kulturalnych Szwecja (26 proc.) i chłopska przez całą historię Estonia (23 proc.), mogąca wszakże śmiało rywalizować ze sztucznym tworem jak Belgia - także 23 proc.! Może nie powinno więc dziwić usytuowanie właśnie w jej stolicy, Brukseli, centralnych organów równie sztucznego konstruktu, UE, która prawdziwą kulturę Europy ceni sobie jeszcze niżej.

Wracając do Hiszpanii, jak to możliwe, że sąsiednia mała Portugalia ma samoocenę własnej kultury ponad dwukrotnie wyższą (47 proc.) od kraju, którego monumentalna historia dała kulturze światowej takie archetypy rycerskości jak „Pieśń o Rolandzie”, „Cyd” już o „Don Kichocie” Cervantesa nie wspominając? Normalnemu człowiekowi Hiszpania kojarzy się z pełnym kryz i złotych haftów malarstwem El Greco i Velasqueza, nieposkromioną fantazją jego następcy Salvadora Dali, odwagą arcykatolickiej pary królewskiej wyprawiającej po Nowy Świat Kolumba, klawesynowym obłędem „Fandango” Padre Solera i stukotem obcasów mistrza flamenco Antonia Gadesa, filmami Buñuela, no choćby z corridą i carrambą. 

Ale nie z wielbicielką Stalina krwawą ciotką rewolucji Dolores Ibárruri. A to błąd! Bo upadek tego pięknego kraju jest zasługą jej i innych komuchów, którzy przeżyli swego pogromcę Generała Franco i wyrzuciwszy go z grobu, doprowadzili Hiszpanię obłędnymi „reformami” do tak żałosnego stanu ducha! A ich śladem idzie owładnięta zarazą neomarksizmu Europa. Warto więc przypomnieć błyskotliwą formułę pogromcy komuny, wielkiego Ronalda Reagana:

„Jak określimy komunistę? To ktoś, kto czyta Marksa i Lenina. A kim jest antykomunista? To ten, kto Marksa i Lenina rozumie...”

Hiszpanię próbuje budzić rozumiejący konsekwencje marksizmu konserwatywny VOX, sojusznik PiS i Fideszu, czemu z zaświatów przygląda się uczestnik triumfu oręża chrześcijańskiego pod Lepanto don Miguel de Cervantes...
 

 

Źródło:

Jerzy Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo