Merkel, Tusk i światła uliczne

Komentarze, że będziemy jeszcze tęsknić za Angelą Merkel, pisane były nie z troski o Polskę, a ze skrajnego lizusostwa, jakie wobec pani kanclerz w ślad za Tuskiem przejawiali niektórzy komentatorzy. Nie znaczy to oczywiście, że w niemieckiej polityce może się cokolwiek zmienić z punktu widzenia Polski na lepsze, wręcz przeciwnie. Tyle tylko, że możliwe zmiany akcentów w politycznych planach naszego sąsiada bynajmniej nie są nie po myśli po-Merkelowych płaczek. 

Sama schodząca ze sceny wychowanka Helmuta Kohla zachowywała się w ostatnich tygodniach bardzo wobec naszego kraju niejednoznacznie. Z jednej strony próbowała wpłynąć na złagodzenie unijnego kursu wobec Polski i Węgier w kwestiach praworządności, z drugiej jednak zrobiła nad Wisłą (u siebie zresztą również) fatalne wrażenie, decydując się na rozmowy z Moskwą i Białorusią.

Ponad głowami innych państw i polityków w swoim kraju, wbrew nastrojom społecznym, wreszcie – dowartościowując i de facto uznając przywództwo Aleksandra Łukaszenki. To ostatnie zachowanie można by uznać wręcz za dyplomatyczny odpowiednik rajdu Donalda Tuska, z którym łączy Merkel też to, że jej działania okazały się zupełnie bezskuteczne. Zresztą, czy lider Platformy nie zapowiadał nie tak dawno rozmów w sprawie przyznania wreszcie Polsce należnych środków z funduszu odbudowy? Nie pytajmy, bo strasznie się były premier o to gotów obrazić.

Koalicja świateł ulicznych (czyli czerwonych socjalistów, Zielonych i żółtych liberałów) to dla Polski spory kłopot. Już z umowy koalicyjnej widać, że czeka nas bój o przyszłość Europy, która dla nowego niemieckiego rządu ma stać się po prostu trochę większym RFN, być może z trzema stolicami, a może z tą jedną, co zawsze. 

Pierwszym krokiem w tym kierunku będzie zapewne próba odejścia od zasady jednomyślności w unijnych głosowaniach, pomysł nienowy, lecz teraz wciskany zapewne z większą determinacją. Najpierw miałby dotyczyć kwestii międzynarodowych, lecz czy taką nie będzie właśnie za chwilę zmiana kształtu Unii? Czy elity będą na tyle bezczelne, by w głosowaniu bez prawa weta wymusić na państwach zrzeczenie się resztek suwerenności? Nie miałbym tu większych złudzeń. 

Do groźnej dla nas polityki międzynarodowej dojdą jeszcze radykalne poglądy Zielonych na gospodarkę i ochronę środowiska, w tym ich fanatyczny, bezrozumny i zabójczy również dla samych Niemiec, lecz znajdujący posłuch wśród wyborców sprzeciw wobec atomu. Ten fanatyzm może mieć wpływ również na Polskę, Niemcy już zapowiadają, że będą próbować doprowadzić do likwidacji elektrowni w swoim sąsiedztwie, więc tym bardziej do prób zablokowania budowy nowych. 

A teraz wyobraźmy sobie, że mamy w Warszawie inny rząd, który wszystkie wytyczne z Berlina przyjmuje za swoje i realizuje bezkrytycznie. Niestety, nie jest to perspektywa całkowicie niemożliwa, a przecież byłaby ona zabójcza i dla naszej gospodarki, i polskiej suwerenności jako takiej. 

Nie tylko z powodu ofensywy Łukaszenki i Putina, gra idzie dziś znów o najwyższą stawkę. 
 

 

Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo