Kobieta trzeci raz szefem europarlamentu?

Wybory do władz Parlamentu Europejskiego zbliżają się w szybkim tempie. Przewidziane są one, jak zwykle, na koniec pierwszej „połówki” kadencji PE, a więc w styczniu 2022. W grę wchodzi fotel szefa PE, także jego 14 zastępców oraz 5 kwestorów czyli europosłów, którzy mają w jakiejś mierze kontrolować europarlamentarną administrację. 

Jak na razie w skład tego 20-osobowego grona prezydialnego (1+14+5, choć kwestorzy nie biorą udziału w głosowaniu, mając jednak prawo głosu) wchodzi dwoje europosłów z Polski: wiceprzewodnicząca PE Ewa Kopacz z PO i kwestor Karol Karski z PiS. 

Przez ostatni tydzień media opozycyjne w Polsce podniecały się rzekomo pewną kandydaturą ekspremier Ewy Kopacz na szefa PE. Od początku mówiłem, że to bzdura – choćby z powodu balansu geograficznego, który uniemożliwia, a przynajmniej w dużej mierze w politycznej praktyce ogranicza, wybieranie osób z tego samego kraju. A przypomnieć warto, że przewodniczącym europarlamentu był przez jedną kadencję Jerzy Buzek, a przewodniczącym Rady Europejskiej przez dwie kadencje Donald Tusk.

Miałem rację. „Story” o Kopacz okazała się humbugiem i propagandowym gniotem. Zamiast wystrzału z armaty – był kapiszon. Skądinąd ekspremier Kopacz nie występowała nawet w prawyborach Europejskiej Partii Ludowej na stanowisko szefa PE, choć mówiono, że tak się stanie. Wygrała je – zgodnie z tym, o czym informowałem już od kilku tygodni – Roberta Metsola z Malty, która uzyskała 112 głosów, wyraźnie pokonując Holenderkę Esther de Lange (44 głosy) i Austriaka Othmara Karasa (18 głosów). Ten ostatni ma niewątpliwie polskie korzenie, a w poprzedniej kadencji w PE sprawował tę samą funkcję, którą ja teraz sprawuję czyli szefa delegacji UE-Rosja.

Zapewne dojdzie do konfrontacji wyborczej między chadekami (EPL) a socjalistami. Lewica chce skonsumować porozumienie zawarte w lipcu 2019 roku z EPL, które przewidywało, że najpierw jej przedstawiciel będzie szefem PE a potem ktoś od chadeków. Socjalistycznym przewodniczącym europarlamentu miał być Bułgar, ekspremier swojego kraju Staniszew, skończyło się na Włochu Sassolim, moim koledze z prezydium PE, bo w latach 2014-2019, był wiceprzewodniczącym europarlamentu. Mój kolega z prezydium PE David Maria, były - przez długie lata - dziennikarz, ma ambicje kandydować po raz drugi, tak jak wcześniej jego kolega z frakcji, Niemiec Martin Schulz był przez dwie kadencje socjalistycznym szefem PE.

Kandydatura Metsoli, a nie przygotowywanego wcześniej na te funkcję Niemca Manfreda Webera, jest dla lewicy trudniejszym orzechem do zgryzienia. Metsola bowiem jest kobietą, co może spowodować przerzucenie na nią głosów części europosłanek. Jest też bardzo „poprawna politycznie”, gdy chodzi o sprawy LGBT i praworządność w Polsce oraz na Węgrzech. Jeżeli wiec dojdzie do wyborów konfrontacyjnych, ma szansę na zwycięstwo. Jeśli natomiast dojdzie do realizacji porozumienia socjalistów z chadekami zwycięstwo ma w kieszeni. 

Będzie wtedy trzecią w historii kobietą - przewodniczącym PE: po Simone Veil (1979-1982) i Nicole Fontaine (1999-2002)...
 

 

Źródło:

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo