Generał Hodges krytycznie o działaniach UE: Zamiast kierować gniew na Moskwę, wolą krytykować Polaków

- Unia Europejska zamiast skupiać się na Łukaszence i rosyjskiej kolonii białoruskiej, powinna skierować swój gniew na Moskwę. Zamiast tego UE woli krytykować Polaków za to, jak radzą sobie w rozpaczliwej sytuacji - piszą Ben Hodges oraz Julian Lindley-French w książce "Future War and the Defence of Europe".

/nara.getarchive.net/

Generał w stanie spoczynku Ben Hodges, kierownik katedry studiów strategicznych w Centrum Analiz Polityki Europejskiej w Waszyngtonie, oraz profesor Julian Lindley-French, przewodnicząca Grupy Alphen, w swojej książce "Future War and the Defence of Europe" ocenili działania Unii Europejskiej wobec Rosji Putina. 

Tchórzliwa Bruksela 

Autorzy ocenili, że zbliżająca się zima to dla Putina mocna szansa na wzmocnienie zależności energetycznej Europy od Rosji. - Dotychczas tchórzliwa Bruksela wydawała się przerażona, że ​​Rosja i jej marionetkowa Białoruś odetną dostawy gazu do znacznej części Europy. Niezdarne ostatnio wysiłki Moskwy, by zmusić Komisję Europejską do zatwierdzenia Nord Stream 2 poprzez podniesienie cen gazu na rynku kasowym, dokładnie pokazały, dlaczego Rosja nigdy nie będzie wiarygodnym i zaufanym partnerem energetycznym. Gdyby Niemcy doprowadziły Europę do jeszcze większego uzależnienia od rosyjskiego gazu (byłoby to nadal możliwe), to związałyby to nie tylko Berlin z Moskwą na wiele sposobów, ale także resztę Europy - podkreślili. 

- Dotychczasowa „odpowiedź” Brukseli była kpiną pustej retoryki suwerenności UE. Rzeczywiście, dotychczasowa reakcja UE była bardzo spokojna, mimo że Horst Seehofer, niemiecki minister spraw wewnętrznych, powiedział w zeszłym tygodniu, że Kreml był architektem obecnych napięć. Jeśli UE nie może użyć potęgi dyplomatycznej i gospodarczej, by wywrzeć nacisk na Kreml, by powstrzymał Białoruś przed używaniem zdesperowanych migrantów jako pionków, to nie ma nadziei, że Europejczycy zdołają odwieść Rosję od realizacji jej większych ambicji

- zaznaczyli. 

Czego boi się Unia? 

Autorzy podkreślili, że Unia Europejska, zamiast skupiać się na Łukaszence i rosyjskiej kolonii białoruskiej, powinna skierować swój gniew na Moskwę. - Zamiast tego UE woli krytykować Polaków za to, jak radzą sobie w rozpaczliwej sytuacji, podobnie jak niedawno Bruksela skrytykowała Kijów za użycie dronów do odwetu na rosyjskiej artylerii, która zabiła ukraińskich żołnierzy - zauważyli. 

- Groźba sankcji UE, w tym wobec linii lotniczych latających migrantami do Mińska, jest mile widziana, ale pod pewnymi względami pomaga sprawie rosyjskiej, wywołując jeszcze większe napięcia z Turcją. Istnieje również możliwość niebezpiecznej i szybkiej eskalacji napięć, zwłaszcza jeśli białoruska straż graniczna doprowadzi do konfrontacji zbrojnej w pobliżu strategicznie ważnego Korytarza Suwalskiego, łączącego nie tylko UE i NATO z państwami bałtyckimi, ale także Rosję z jej zbrojną enklawą Kaliningradu. Bardzo łatwo sobie wyobrazić, jak Rosja zmierza do rozwiązania „kryzysu humanitarnego” w Kaliningradzie lub w jego pobliżu poprzez zaprojektowanie takiej konfrontacji

- przestrzegli. 

 

Źródło: lindleyfrench.blogspot.com, Niezalezna.pl

Adrian Siwek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo