Tomasz Łysiak dla Niezalezna.pl: Poeci z Syrii, Angela i Chopin…

Kilka razy musiałem sobie puścić nagranie posłanki Jachiry, kiedy mówi, że ci, co nawalali kamieniami, głazami, pniakami w naszych żołnierzy i policjantów to przecież mogą być inżynierowie, lekarze, czy poeci z Syrii, Iraku i Kurdystanu. Szczególnie motywy Słowackiego i Mickiewicza wzruszyły mnie do łez jakoś tak korespondując z wrażeniem, jakie zostawił we mnie koncert artystów na rzecz przypomnienia, że Chopin był uchodźcą.

Angela Merkel
Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Pomyślałem, że faktycznie, pośród tych rzucających kamieniami facetów, w kurtkach za tysiąc euro, jakiś artysta może być. Od razu mi przyszedł do głowy trzynastozgłoskowiec:

A który się wśród onych poetów nie leni,
Słowem cnym kamień w złoto i mirrę przemieni,
Kamień, co nad zasiekiem miota w polskich panów
Stu poetów z Syrii…Z Iraku…Z Kurdystanu…

Taki był początek moich wzruszeń. Dalej było jeszcze lepiej – okazało się, że na temat wydarzeń związanych z akcją wysyłania przez Łukaszenkę migrantów na polską granicę rozmawiała z dyktatorem Białorusi kanclerz Angela Merkel. Tak, ta właśnie pani kanclerz, która jak wieść niesie, miała na swoim biurku portret carycy Katarzyny (jak pamiętamy była ona Niemką na rosyjskim tronie). W Polsce zapanowało oburzenie, bo ciągle pamiętamy, jak się nad naszymi głowami zastanawiano, co czynić z polskimi granicami i na mapach rysowano, które części Rzeczypospolitej obciąć i ograbić. Widziano więc we wspomnianych rozmowach „ponad naszymi głowami”, dawny objaw niemieckiej buty. A tymczasem… należy się cieszyć. 

Tak, drodzy państwo – pani kanclerz bowiem przyznała (acz nieświadomie), dzwoniąc bezpośrednio do Łukaszenki, że migranci nie znajdują się na „ziemi niczyjej”, nie są przetrzymywani „na granicy pomiędzy”, nie tkwią w „lesie pomiędzy Białorusią i Polską” – jak łaskawie łże większość zachodnich mediów sprawiając wrażenie, jakby faktycznie mogła istnieć jakaś ziemia „bezpańska” i międzypaństwowa. Merkel zadzwoniła do Łukaszenki, bo migranci są u niego, a nie w Polsce. To punkt pierwszy. A punkt drugi jest taki, iż w ten sposób, jak na dłoni mogliśmy zobaczyć oboje głównych sprawców obecnego kryzysu. Z jednej strony to kanclerz niemiecka, która lekką ręką, sama z siebie, „zaprosiła” do Unii i do Niemiec imigrantów, uruchamiając tym sposobem proces rozsadzający unijne fundamenty i grożące bezpieczeństwu wszystkich krajów członkowskich. Z drugiej to samozwańczy dyktator białoruski, który za pomocą szantażu „żywymi tarczami”, jakie wypuścił w stronę Polski ściągając ludzi z Iraku, Syrii czy Kurdystanu, postanowił wymusić na Unii ustępstwa, czy nawet haracz finansowy.

Rozmawiał więc z jednej strony „zapraszający” migrantów, a z drugiej ich „przewoźnik”, czerpiący z tego własne korzyści.  Pośrodku jest Polska. Polska, która się nie ugina stawiając na granicy mur. I znakomicie – nie raz już to robiliśmy, nie raz na tym „kierunku”, i zrobimy ponownie. 

A migranci? Ostatnio zniknęli z granicy. Część już wróciła do kraju pochodzenia. A inni? Gdzie są? Może posłanka Jachira szykuje dla nich salę koncertową w Filharmonii, by tam grali utwory kolegi, uchodźcy Fryderyka?

 

Źródło: niezalezna.pl

#kryzys migracyjny #Angela Merkel

Tomasz Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo