Politolog dla Niezalezna.pl o ostatnich sondażach CBOS-u: "To może być kwestia metodologii. Ale..."

W rozmowie z naszym portalem politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Bartłomiej Biskup wskazuje na to, że ostatnie sondaże CBOS-u dające PiS wyjątkowo małe poparcie uwzględniają bardzo dużą liczbę niezdecydowanych i mogły być przeprowadzane przy użyciu metodologii odmiennej niż dotychczasowa. A to ma wpływ na wyniki sondażowe. Nasz ekspert dodaje, że jeżeli jednak uznamy te sondaże za miarodajne, przyczyn tak niskich „słupków sondażowych” PiS-u trzeba szukać zarówno w takich dawniejszych wydarzeniach jak „Piątka dla zwierząt”, jak i w nowszych: komunikacyjne zamieszanie towarzyszące „Polskiemu Ładowi”, inflacja, ciągle obecny Covid.

Twitter/Prawo i Sprawiedliwość

Ostatnie dwa sondaże CBOS-u pokazują wybitnie niskie notowania Prawa i Sprawiedliwości. Opublikowano je 28 października i 15 listopada. Pierwszy z nich wskazuje na 28 procent poparcia. Drugi (wykonany w dniach 4–14 listopada), odnotowuje wzrost o 1,3 procenta, co daje trochę ponad 29 procent poparcia. Te sondaże bardzo różnią się od tych, do których byliśmy przyzwyczajeni. W nich PiS miał 37, czasem 39 procent poparcia! Co się stało? Skąd takie tąpnięcie w notowaniach?

Mogą być tego przyczyny zupełnie techniczne. Dotyczące po prostu realizacji sondażu. I dlatego - aby powiedzieć, czy chodzi tu o trwały spadek - trzeba poczekać na inne pracownie. 

Chociaż – oczywiście - to już drugi sondaż CBOS-u. Potwierdzałoby to pewną tendencję. Ale akurat w badaniach CBOS-u jest w tej chwili bardzo duża liczba niezdecydowanych: 22%. A to wpływa na sondażowy spadek poparcia dla wszystkich partii politycznych. To na pewno. 

W innych pracowniach nie ma aż tylu niezdecydowanych.

Jest też pytanie o metodologię. Nie wiem, czy to było robione tą samą metodologią, którą CBOS zawsze robił swoje sondaże, czy trochę inną. Bo z tego, co słyszałem, tym razem jakoś trochę inaczej były zadawane pytania. Więc to może być też przyczyną tak niskich „słupków sondażowych” PiS-u.

Ale jeżeli mówimy o jakichś przyczynach politycznych, czyli zakładamy, że rzeczywiście coś tam spadło PiS-owi, to można się zastanawiać, dlaczego tak się stało. Oczywiście, notowania spadły już jakiś czas temu. Teraz widzimy to również w CBOS-ie. Stało się tak po „Piątce dla zwierząt”, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego i tak dalej. Omawiane przez nas sondaże to może być konsekwencja tamtych wydarzeń. A jeżeli bym mówił o jakichś obecnych przyczynach, to ewentualnie byłby to „Polski Ład”. Bo on jest wprowadzany w pewnym komunikacyjnym zamieszaniu.

A ostatnie wydarzenia? Bo w czasie, kiedy był robiony ten ostatni sondaż, wzmogła się agresja emigrantów na granicy i była sprawa zmarłej w szpitalu trzydziestolatki z Pszczyny. Przez Warszawę przeszedł także Marsz Niepodległości, do którego rząd się przyłączył i go umożliwił. Te okoliczności mogły mieć wpływ na tak niskie poparcie dla PiS-u? Niskie, bo mniejsze niż 30 procent.

Mogły mieć. Chociaż myślę, że raczej jest troszkę za wcześnie na to, żeby sondaże wychwyciły te wydarzenia, o których pan mówił. Bo aby coś było widoczne w sondażach, to musi się trochę odłożyć w czasie. Ale rzeczywiście, wspomniane przez pana wydarzenia mogły wpłynąć na notowania.

I tak śmierć tej kobiety w szpitalu, to był na pewno czynnik niekorzystny dla notowań Prawa i Sprawiedliwości. Bo było ona utożsamiana (słusznie czy niesłusznie, ale jednak) z polityką prowadzoną przez państwo. Natomiast sprawa granic teoretycznie powinna mieć pozytywny wpływ na sondaże PiS-u. Więc to by się trochę niwelowało, jeżeli chodzi o badania.

Mamy też cały czas Covid. Przyczyną niekorzystnych notowań PiS-u może być zatem również fakt, że zachorowania cały czas rosną. Oczywiście, to nie jest wina rządu. Ale polityka tak działa, że za wszystko co złe, obarczani są ci, którzy aktualnie rządzą. W związku z tym, rząd będzie miał też trochę spadków z tego powodu. Jest też inflacja i związana z nią podwyżka cen. Na przykład podwyżka cen energii.

I to są te czynniki, które bym uznał za odpowiedzialne za niskie notowania PiS-u. A nie jakieś chwilowe. Typu tych, o których pan mówił: Marsz Niepodległości, czy śmierć w Pszczynie. One „wybijają” sondaże tylko na chwilę. Natomiast są wydarzenia dużo ważniejsze i dużo poważniejsze. Na przykład ceny i Covid. To - wydaje mi się - ma dzisiaj wpływ.

Chciałbym jeszcze wrócić do wspomnianego przez Pana „Polskiego Ładu”. Obóz rządzący zapewne sądził, że będzie to jego wielki sukces. Póki co, wygląda na to, że „Polski Ład” powoduje raczej spadek jego notowań. Polacy chyba sądzą, że „Polski Ład” zaszkodzi im, a nie pomoże. Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego tak się dzieje? Bo on jest wprowadzany trochę późno. Ma obowiązywać od stycznia, a jest wprowadzany dopiero teraz. Czyli jest mało czasu na ewentualne przygotowanie się. I było już dużo jego wersji. Jest więc troszkę wprowadzany w takim – powiedziałbym – zamieszaniu, chaosie komunikacyjnym. I właściwie rząd przegrywa z taką narracją większości mediów, że to jest podwyżka podatków, Podczas gdy wyliczenia rządowe są zupełnie inne. I jakoś rząd nie trafia z komunikacją do większości obywateli. Nie mówiąc o tym, że część osób to są przedsiębiorcy, którzy mają małe biznesy. I na przykład,  nie trafiła do nich informacja, że składka zdrowotna w podatku liniowym nie wynosi już dziewięć procent, jak było wcześniej proponowane, tylko cztery i dziewięć. Czyli jest zmniejszona.

Wydaje się, że „Polski Ład” jakby utknął w powodzi innych informacji, które go - że tak powiem – „przykryły”: Covidu, kryzysu na granicy i tak dalej, i tak dalej. Trudno więc komunikować go jako takie wielkie „halo” w momencie, gdy mamy dużo innych, ważniejszych spraw.

Być może także dlatego tak jest, bo „Polski Ład” chyba po raz pierwszy tak jawnie coś zabiera. Zabiera przecież odpis składki zdrowotnej. Wcześniej takich rzeczy nie było! Raczej PiS dawał. Tak to przynajmniej widzieli obywatele.

Tak, tak! Oczywiście! To jest pytanie o filozofię tych zmian! Rozumiem – że tak powiem – ich uzasadnienie. Bo de facto - biorąc pod uwagę założenia - one wprowadzają większą równość.

Natomiast, z drugiej strony – tak jak pan mówił: to jest pierwszy raz, kiedy PiS nie daje, ale zabiera. Zabiera - na przykład - możliwość odliczenia składki zdrowotnej. Albo w pewnych sytuacjach ona jest większa. To zależy. Bo niestety, „Polski Ład” nie upraszcza systemu podatkowego, tylko – z powodu różnych wcześniejszych negocjacji - jeszcze go trochę gmatwa. Są przecież różne stawki składki zdrowotnej i różne sposoby jej rozliczania przez przedsiębiorców, czy mikro-przedsiębiorców. Trzeba się tym naprawdę dobrze interesować, żeby znać wszystkie szczegóły. I nie jest to program typowo redystrybucyjny. Dlatego, że on nic nie daje tak wprost. Wyliczenia ministerstwa finansów mówią, że większość na nim zyska. Ale to nie będzie taki zysk, jak z programu „500+”, „300+”, czy z jakichś innych „plusów”, kiedy dostaje się po prostu pieniądze na konto. Albo tak. jak wtedy, gdy człowiek chce dofinansowanie - na przykład do fotowoltaiki, i je łatwo dostaje.

To się dopiero okaże, że co miesiąc będzie więcej na koncie. Niewiele więcej! I te trochę więcej, ktoś będzie miał, bo zapłaci trochę mniejszy podatek. Mówię tu o pracujących w niskich progach podatkowych. Ewentualnie, ktoś to zauważy na koniec roku, jak porówna z poprzednim rokiem. Ale kto porównuje swoje zarobki rok do roku? Raczej każdy patrzy na swoją sytuację bieżącą: czy teraz ma więcej, czy mniej. I - w związku z tym – „Polski Ład” ciężko jest komunikować. Bo - jak pan słusznie zauważył - to nie jest taki typowy program, przy którym możemy powiedzieć: „o! tu ci od razu dajemy!”. To jest bardziej skomplikowane.

A więc można uznać, że on jest politycznie za trudny dla obywateli?

Zdecydowanie tak! Politycznie za trudny do percepcji, do zrozumienia. Bo w nim jest wiele ekonomicznych sformułowań, których rola nie jest zauważalna w codziennym życiu: próg podatkowy, który się podnosi; albo podniesiona kwota wolna od podatku. Pytanie, ile ktoś na tym zyska. Gdzieś tam są jakieś wyliczenia. Ale one się słabo przebijają.

Jest też pytanie o to, co będzie w zamian za podniesienie składki zdrowotnej. I można odpowiedzieć, że będzie za to wyższa ochrona zdrowia, bo nastąpi wzrost PKB właśnie na ochronę zdrowia. Przecież składka zdrowotna po to też jest podnoszona. Ale to od razu nie przekłada się na życie codzienne. Później, za rok czy za dwa, ekonomiści napiszą, że rzeczywiście jakieś grupy zyskały, a inne straciły. Dowiemy się więc, ile mniej lub ile więcej podatków ktoś zapłacił. I to będzie widoczne. Ale na dziś, to jest trudne do „sprzedania”, do zakomunikowania.

A problemy z Unią Europejską i Krajowym Planem Odbudowy też mają wpływ na poparcie dla obecnie rządzących?

Na pewno! Konflikt z Unią Europejską to już jest sprawa od lat. A od miesięcy, jeżeli chodzi o Krajowy Plan Odbudowy. Więc nasuwa się przypuszczenie, że jest brak porozumienia, że coś się tam „kotłuje” na linii Unia Europejska - Polska. Dla środowisk wyborców Prawa i Sprawiedliwości bardziej centrowych, umiarkowanych, czy na przykład z miast, to też może być argument. Bo badania dowodzą, że wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości są też środowiska, które po prostu nie lubią takich awantur. I patrzą na ich efekty. Zatem problem z UE na pewno też jest składnikiem tych notowań.

Krótko mówiąc: wiele różnych czynników składa się na takie sondażowe wyniki…

Jak zwykle. Bo normalnie w sondażach, jakieś zjawiska odzwierciedlane są nie wtedy, gdy się dzieją, ale trochę później. W związku z tym, gdyby uznać, że nie ma żadnych metodologicznych przyczyn takich, a nie innych wyników ostatnich sondaży CBOS-u, to trzeba uznać, że one pokazują wydarzenia, które się działy w ostatnich trzech, czterech, pięciu miesiącach. W sondażach bowiem, wszystko się odkłada. One „widzą” to później. Bo zjawiska ad hoc mają zwykle mały wpływ. Chyba, że są to zjawiska dużej rangi. Takich ostatnio nie było. Może ten konflikt na granicy, to jest duża ranga. Ale tak, jak w polityce: wszystko się jakoś składa. Wieloczynnikowa analiza i sondaże odzwierciedlają wiele czynników. W efekcie, z tego całego zamieszania wychodzi jakiś obraz. I ten obraz jest odbity w sondażach. Dlatego w polityce warto robić wiele, żeby na tych wielu „frontach politycznych być do przodu”, mieć pozytywny odbiór społeczny.

A czy „Polski Ład” ma szansę dać PiS-owi zwycięstwo i trzecią kadencję? 

To jest znowu kwestia mozaiki czynników. „Polski Ład” ma szansę dołożyć się do zwycięstwa. Będzie tak, jeżeli rzeczywiście po tych dwóch latach pojawią się niezaprzeczalne korzyści dla tych grup, które głosują na Prawo i Sprawiedliwość. Dzisiaj mamy jednak zamieszanie komunikacyjne. Gdyby natomiast, sytuacja z Unią Europejską i z granicą uspokoiła się, to po roku, czy w 2023 roku, będzie można komunikować, że - na przykład – dzięki „Polskiemu Ładowi” ludzie zyskali tyle a tyle. Wtedy może to się przyczynić do wzrostu notowań.
 

 

Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo