Hybrydowa orkiestra Putina. Agentura wpływu i pożyteczni idioci to ważny oręż w wojnie nowej generacji

Zdaniem Walerija Gierasimowa w skład tzw. działań asymetrycznych, które są elementem wojny nowej generacji, zaliczyć należy dążenie do „wykorzystania tzw. potencjału protestu, czyli opozycji wewnętrznej w danym kraju”. Określił on tę wojnę jako działania o charakterze politycznym, ekonomicznym, informacyjnym i… humanitarnym. W komunikatach, które przesyłają opinii publicznej działacze polskich organizacji humanitarnych, odnajdujemy treści dezinformacyjne zbieżne z metodami opisanymi przez strategów wojny informacyjnej z Kremla, ale i otwarte wezwanie do rezygnacji z budowy elementów infrastruktury obronnej Rzeczypospolitej z powodów humanitarnych - pisze Michał Rachoń w "Gazecie Polskiej".

https://www.instagram.com/jankaochojska; https://www.instagram.com/jurek_owsiak_official; Ministerstwo Obrony Narodowej, Attribution, via Wikimedia Commons

Walerij Gierasimow, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, jest powszechnie uważany za autora lub jednego z głównych autorów doktryny swojego imienia, tzw. doktryny Gierasimowa, zwanej czasami „wojną nowej generacji” lub po prostu „wojną hybrydową”, jak nazywa się ją w nomenklaturze NATO. W serii kilku tekstów, jakie już blisko 10 lat temu pojawiły się w rosyjskich branżowych czasopismach wojskowych, doktryna ta została szczegółowo opisana, a sam jej autor określił tę wojnę jako działania o charakterze politycznym, ekonomicznym, informacyjnym i humanitarnym, które prowadzone są z wykorzystaniem „potencjału protestu” w państwach atakowanych za pomocą tej metody. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na ten ostatni element. Potencjał protestu. Szczegółowo odnosi się do niego w swoim tekście historyk dr Michał Wojnowski, który w 2015 roku na łamach „Przeglądu Bezpieczeństwa Wewnętrznego”, czyli oficjalnego periodyku ABW, przedstawia punkt widzenia rosyjskich strategów Sztabu Generalnego na zagadnienie „wojny nowej generacji”. Tekst pisany był na gorąco w pierwszych miesiącach trwającej do dzisiaj wojny na Ukrainie, ale pozwala spojrzeć z pewnej perspektywy na narzędzia, które są dzisiaj używane w pewnym stopniu względem Polski w związku z uznanym przez NATO za hybrydowy atak na Polskę, Litwę i Łotwę kryzysem migracyjnym wzdłuż naszej wschodniej granicy.

Potencjał protestu

Zdaniem Gierasimowa w skład tzw. działań asymetrycznych, które są elementem wojny nowej generacji, zaliczyć należy dążenie do „wykorzystania tzw. potencjału protestu, czyli opozycji wewnętrznej w danym kraju”. Metoda ta polega na stosowaniu w atakowanym kraju „walki informacyjnej”, która odbywa się na wielu poziomach, lecz sprowadza się do tego, aby zaatakowane państwo w pewien sposób samo przyjęło sposób postępowania zgodny z zamiarami agresora, tak aby ten nie musiał prowadzić ryzykownych i kosztownych bezpośrednich działań zbrojnych dla osiągnięcia swych celów. Wojnowski w swoim tekście przytacza opinie kolejnych rosyjskich ekspertów, którzy widzą sprawę w następujący sposób: „Proces ten dokonuje się przez niejawne przejęcie całkowitej kontroli nad mechanizmami formułowania i prowadzenia polityki zagranicznej i wewnętrznej danego państwa, jego gospodarki i kultury za pomocą działań o charakterze manipulacyjnym i wywrotowym. W tym kontekście obiektem tak rozumianej agresji stają się przede wszystkim elity polityczne nieprzyjacielskiego kraju oraz jego struktury siłowe”.

Jak należy przeprowadzać takie działania w praktyce? Tu warto przytoczyć cytowane również w materiale „Przeglądu...” słowa Siergieja Rastorgujewa z Instytutu Problemów Bezpieczeństwa Informacyjnego Uniwersytetu im. Łomonosowa, który w 2013 roku powiedział: „Elita to instrument, rodzaj klucza, który pozwoli uzyskać dostęp do tych zasobów. Najważniejszym czynnikiem jest posiadanie w tej elicie niezbędnej masy agentów wpływu, których agresor rekrutuje spośród osób mających egoistyczny i niewolniczy światopogląd. Tych ludzi należy umieścić na kluczowych stanowiskach, które umożliwiają osiągnięcie maksymalnego efektu oddziaływania informacyjnego. Takie stanowiska istnieją w sferze władzy i środków masowego przekazu”.

Sprowokować wojnę domową

Inni rosyjscy stratedzy wskazują, w jaki sposób należy wykorzystywać takie aktywa. Wojnowski cytuje ich, pisząc: „Walka taka ma przede wszystkim na celu zdemoralizowanie społeczeństwa oraz stworzenie warunków sprzyjających odrzuceniu religii i wartości duchowych charakterystycznych dla tożsamości narodowej i kultury danego kraju. Konieczne jest także wytworzenie wśród ludności atakowanego państwa negatywnego stosunku do własnego dziedzictwa kulturowego i tradycji historycznych”. Zdaniem ekspertów Centralnego Instytutu Naukowo-Badawczego Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej tak przygotowany społeczny grunt ma pozwolić na podsycanie wewnętrznych sporów, aż do osiągnięcia progu wojny domowej: „Manipulacja świadomością społeczną, umożliwiająca wykreowanie atmosfery podejrzliwości, politycznych napięć i towarzyszącego im chaosu. Działanie to ma doprowadzić do destabilizacji politycznych relacji pomiędzy partiami, organizacjami oraz ruchami społecznymi. To z kolei powinno sprzyjać inicjowaniu nowych konfliktów i pogłębianiu już istniejących oraz spowodować zaostrzenie walki politycznej i represji wobec opozycji, co w konsekwencji powinno doprowadzić do wojny domowej”. Szczegółowe analizy strategów z Kremla wskazują dokładnie cele, jakie należy za pomocą tych metod realizować. Chodzi nie tylko o obniżanie morale służb zaatakowanego, chodzi również o obniżanie zaufania do instytucji państwa. Dystrybucja za pomocą agentury wpływu strategicznej dezinformacji, wszczepianie do systemu informacyjnego państwa przeciwnika treści powodujących dezorientację społeczną, niepokój.

W analizie opublikowanej w 2015 roku przez ABW czytamy również o stosowaniu w ramach strategii wojny nowej generacji i „potencjału protestu” tzw. bomb informacyjnych oraz min informacyjnych. Pierwsze mają za zadanie detonować wywoływane za pomocą wcześniej opisywanych działań niezadowolenie społeczne, drugie to „wycieki lub publikacje informacji mających kompromitować najważniejszych polityków”. Kompleks tych działań prowadzić ma do ugruntowania „argumentacji, uzasadniającej konieczność zmiany władzy”, która jest wspierana „lobbingiem agentury wpływu pracującej na rzecz agresora, ulokowanej w bliskim otoczeniu lub bezpośrednich kręgach władzy, niezależnych ekspertów, dziennikarzy, autorytetów społecznych itp.”.

Teoria a praktyka

Analizy polskich badaczy, śledzących dyskusję rosyjskich wojskowych wyciągających wnioski z agresji na Gruzję i późniejszej aneksji Krymu przez Rosję, oraz rozpoczęcie wojny na Ukrainie do niedawna mogły mieć charakter czysto teoretyczny. Jednak z polskiej perspektywy dzisiaj te teoretyczne rozważania warto zestawić z polityczną rzeczywistością. Kompleks działań podobnych do opisywanych przez rosyjskich strategów w ramach wykorzystywania „potencjału protestu” w wojnie nowej generacji możemy obserwować jak na dłoni w polskiej przestrzeni publicznej wokół agresji na polskie granice, jaką prowadzi ZBiR – Związek Białorusi i Rosji. Jednym z pierwszych i najbardziej jaskrawych akordów w tym koncercie pudeł rezonansowych była wypowiedź Władysława Frasyniuka na antenie telewizji TVN. W rozmowie z Grzegorzem Kajdanowiczem stwierdził: „Patrzę z niepokojem na tę arogancję, chamstwo, prostactwo. Szczerze mówiąc słowo »żołnierze« jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha. Wataha psów, która osaczyła biednych, słabych ludzi”. To również w tym wywiadzie z ust Grzegorza Kajdanowicza padły żądania, aby polscy żołnierze ujawnili swoje nazwiska i dane osobowe, co w sposób oczywisty byłoby później wykorzystane w kolejnych działaniach psychologicznego wpływu na służby chroniące państwo przed agresją. Dokładnie ten sam wątek pojawia się w wypowiedziach innych osób. Ten ton piętnujący działania polskiego państwa i polskich służb przyjęła również jako własny Agnieszka Holland, która w wielu swoich wypowiedziach próbowała wywołać fałszywe poczucie winy i wstydu za działania państwa polskiego, odwołując się do totalitarnych kalek pojęciowych. Zrobiła to m.in., przemawiając w czasie Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni: „Nie godzę się na to, żeby obsadzać żołnierzy polskiej Straży Granicznej w rolach strażników Muru Berlińskiego z byłego NRD. Nie godzę się na to, by okoliczna ludność grała rolę donosicieli i żeby zanim podadzą chleb głodnemu, dzwonili na policję. To obciąża nas wszystkich strasznie jako wspólnotę”. W tej wypowiedzi, podobnie jak w wielu innych, znajdują się echa starej strategii dezinformacyjnej polityki historycznej prowadzonej przez Federację Rosyjską. Zgodnie z nią zarówno za wybuch II wojny światowej, jak i za Holocaust odpowiadać ma Polska i Polacy, a nie agresorzy: Niemcy i Rosja, które w porozumieniu Polskę zniewoliły. To również element wywoływania wstydu i negatywnego stosunku obywateli zaatakowanego informacyjnie państwa do własnej historii i tradycji.

Humanitarna dezinformacja

Treści dezinformacyjne zbieżne z metodami opisanymi przez strategów wojny informacyjnej z Kremla znajdują się również w komunikatach, które przesyłają opinii publicznej działacze organizacji humanitarnych. Jerzy Owsiak w opublikowanym niedawno liście otwartym wskazuje, że w zasadzie Polska ponosi większą odpowiedzialność za kryzys migracyjny niż Białoruś. Ta prowadzi jedynie „polityczne gry”, a Polska rzekomo łamie międzynarodowe traktaty humanitarne. W liście Owsiak pisze: „Wobec migrantów, którzy próbują przekroczyć polską granicę, zastosowano nadzwyczajne środki, które niemal wykluczają możliwość jakiejkolwiek pomocy ze strony Polski, nawet jeśli taka osoba już znajdzie się na terenie naszego kraju. Łamane są w ten sposób międzynarodowe przepisy dotyczące możliwości starania się o azyl w Polsce. Dodając do tego polityczne zagrywki Białorusi połączone z totalnym łamaniem prawa – migranci znaleźli się w absolutnym potrzasku i spotykają się z nieludzkim traktowaniem przez służby obu krajów”.

Również inna działaczka organizacji humanitarnej, dzisiaj poseł do Parlamentu Europejskiego, Janina Ochojska, wybrana z list opozycyjnej Platformy Obywatelskiej, przyłącza się do tego chóru. W swoim liście otwartym zaapelowała do polskich polityków, aby ci zrezygnowali z budowy zapory na granicy, która chronić ma Polskę przed hybrydowym atakiem za pomocą fali migracyjnej, z jakim mamy do czynienia: „Apeluję do Państwa o odrzucenie projektu ustawy o budowie zabezpieczenia granicy polsko-białoruskiej, czyli muru oddzielającego te dwa kraje”. W swoim liście pisze również o rzekomej odpowiedzialności Polski za powstanie fali migracyjnej: „W globalnym świecie mamy swój udział w przyczynach tych procesów”. A także o humanitarnym aspekcie sprawy. Otwarte wezwanie do rezygnacji z budowy elementów infrastruktury obronnej Rzeczypospolitej z powodów humanitarnych doskonale współbrzmi z założeniami prowadzenia informacyjnej agresji na państwo, o jakim w swoich wystąpieniach mówi i pisze Walerij Gierasimow i jego podwładni.

W podobny sposób o budowie bariery, która ma uniemożliwić prowadzenie bezpośrednich operacji przez granicę polsko-białoruską, mówią i piszą polscy celebryci i aktorzy. 

Bariera dezinformacji

W strategii wojny nowej generacji nadrzędne miejsce zajmuje przeciwdziałanie i niszczenie kluczowych elementów infrastruktury obronnej przeciwnika. W tym sensie warto również spojrzeć, jakie działania w przestrzeni informacyjnej podejmowane są względem budowanej właśnie zapory na polsko-białoruskiej granicy. Portal Onet 21 września napisał: „Mateusz Morawiecki poinformował, że w rejonie przygranicznym znaleziono zwłoki trzech osób, które próbowały nielegalnie przekroczyć polską granicę, zaś białoruskie służby podały, że po ich stronie odkryto zwłoki kobiety. To właśnie ta informacja wywołała reakcję Matyldy Damięckiej”. I Matylda Damięcka narysowała drut kolczasty, w który zaplątana jest wołająca do nieba o pomoc naga kobieta. Damięcka opatruje rysunek komentarzem „Nieżywopłot”. Sugestia jest jasna: Polska, odgradzając się drutem kolczastym, skazuje na śmierć potrzebujących. Rysunki pani Damięckiej publikowane w mediach społecznościowych nie osiągają wystarczających zasięgów, żeby same w sobie stanowiły o istotnym wpływie na sposób myślenia odbiorców. Jednak cytowanie ich przez największe działające w Polsce portale już taki wpływ zapewnia.

Podobnie jest z happeningami, jakie podejmują inni celebryci. Małżeństwo aktorów Katarzyna Warnke i Piotr Stramowski w czasie publicznych wystąpień wskazują, że na polskiej granicy mamy do czynienia z „ludobójstwem”, a działania polskiego rządu powodują, że nie można pomóc „dzieciom, które najprawdopodobniej giną” na polskiej ziemi. O ile występy celebrytów czy aktorów można uznać za działania, które Włodzimierz Iljicz Lenin nazywał postępowaniem „pożytecznych idiotów”, o tyle dużo trudniej jest tak zakwalifikować publiczne wypowiedzi polskich generałów, chociażby ze względu na ich wykształcenie zdobywane przez lata na moskiewskich uczelniach wojskowych. W opublikowanym w sieci nagraniu kierowanym do żołnierzy Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Straży Granicznej występują m.in. z Janiną Ochojską i aktorką Mają Ostaszewską. Ta sugeruje broniącym Polski żołnierzom, że z rozkazami, które otrzymują, „jest coś nie tak”, że „historia zna rozkazy, które były wbrew człowieczeństwu”.

Generał Skrzypczak twierdzi, że „każda osoba zmarła na granicy, kobieta, mężczyzna czy dziecko, będzie zapisana na nasze konto, na konto Polaków”. Jeszcze dalej idzie generał Różański, który tak zwraca się do żołnierzy: „Ludzie będą pytać, czy wykonałeś swoje zadanie właściwie, ale wtedy już nie będzie polityków, wtedy będziesz sam”, co jest jawną groźbą i sugestią, że żołnierze w przyszłości będą musieli ponosić odpowiedzialność za to, że dzisiaj bronią polskich granic przed rosyjsko-białoruską agresją.


Tekst ukazał się w tygodniku "Gazeta Polska"

 

Źródło: Gazeta Polska

Michał Rachoń
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo