„Im dalej od granicy, tym mniejsza wrażliwość”. Szef BBN o „pożytecznych idiotach” atakujących wojsko

"Im dalej od granicy, tym skłonność do mniejszej wrażliwości" - mówił Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego o komentarzach polskich polityków i celebrytów, atakujących polskie służby mundurowe strzegące granicy. Jego zdaniem jest to w pełni świadoma działalność ośrodków dążących do osłabienia lub zniszczenia Polski oraz tzw. "pożytecznych idiotów". "To są stosunkowo nieliczne grupy, ale widoczne" - przyznał gość Katarzyny Gójskiej.

Polskie służby przy granicy
Maciej Łuczniewski / Gazeta Polska

Soloch opowiedział o wczorajszej wizycie prezydenta Dudy wśród służb odpowiadających za ochronę polskiej granicy.

Panu prezydentowi zależało, żeby zobaczyć na miejscu, w terenie, jak wygląda - już możemy używać tylko tego sformułowania - organizacja obrony naszych granic. Pan prezydent był na placówce niedaleko Nowego Dworu, tam mógł się spotkać ze Strażą Graniczną, która koordynuje całość, ale też z żołnierzami i policjantami. Mógł zobaczyć, jak te służby współpracują ze sobą w tym zakresie. Mógł przekonać się, jakie są reakcje miejscowej ludności - bardzo dobre. Bardzo silne, spontaniczne wsparcie dla naszych żołnierzy, policjantów, pograniczników, tam w terenie

- opisał szef BBN.

Prezydent rozmawiał też o białoruskich prowokacjach, które mają miejsce wzdłuż linii granicznej. "To była bardzo konkretna wizyta" - dodał Soloch, mówiąc, że w najbliższych kilku-kilkunastu dniach można się spodziewać raczej eskalacji konfliktu, niż jego rozwiązania.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przyznał, że rozmawiano także o komentarzach wywierających presję na obrońcach polskiej granicy. "Im dalej od granicy, tym skłonność do mniejszej wrażliwości" - mówił.

Mamy do czynienia z wojną psychologiczną, wojną hybrydową. Z całą pewnością prowadzoną w pełni świadomie przez te ośrodki, które chcą osłabić, czy docelowo dojść do zniszczenia naszego państwa. I tych którzy są często nazywani mianem "pożytecznych idiotów", którzy w swoim mniemaniu działają z dobrych pobudek. To są stosunkowo nieliczne grupy, ale widoczne. Najmniejsze zdarzenie, które dzieje się tam i zostanie nagłośnione, później rezonuje

- mówił minister Soloch.

Dodał, że tam, gdzie granice są atakowane żołnierze spotykają się z niezwykle ciepłym przyjęciem przez miejscową ludność. "Spontaniczne przynoszenie ciasta, herbaty na posterunki, zapraszanie do domów" i tym podobne miłe sytuacje wskazują, że na miejscu wszyscy wiedzą, po której są stronie. "To buduje spójność narodową" - przyznał Paweł Soloch.

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PR1

#Paweł Soloch

Mateusz Tomaszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo