Nie jest wykluczone użycie mocnych środków? „Miejmy nadzieję, że to nie wymknie się spod kontroli”

- To niestety musimy powiedzieć - mamy w ostateczności broń palną, której, gdy przyjdzie co do czego, też można użyć. Wydanie polecenia użycia broni palnej jest absolutną ostatecznością, ale taka ewentualność istnieje - mówi Niezalezna.pl były oficer CBŚP komisarz Jacek Wrona, rozważając możliwe scenariusze wydarzeń na polsko-białoruskiej granicy. Jak zauważa, nie można wykluczyć prowokacji ze strony „zielonych ludzików”. - Miejmy nadzieję, że to się - nie daj Boże - nie wymknie spod kontroli.

zdjęcie ilustracyjne
@Zelazna_Dywizja

Migranci, którzy znajdują się w okolicy przejścia granicznego w Kuźnicy, próbują siłowo wejść na terytorium Polski. W związku z zaistniałą sytuacją odbył się sztab kryzysowy, a następnie narada prezydenta Andrzej Dudy z premierem i ministrami. Po zakończeniu spotkania rzecznik rządu podkreślił, że mamy do czynienia z najtrudniejszą sytuacją od początku konfliktu na granicy polsko-białoruskiej.

Nasz reporter, który z bliska obserwuje rozwój sytuacji, w nocy widział przemieszczające się w stronę granicy kolumny wozów policyjnych na sygnale. Według naszych informacji ściągnięto tam m.in. armatki wodne.

Spytaliśmy eksperta ds. bezpieczeństwa, byłego oficera CBŚP komisarza Jacka Wronę o możliwe scenariusze działań służb w przypadku próby siłowego i zmasowanego przekroczenia polsko-białoruskiej granicy.

Jacek Wrona przyznał, że armatki wodne są skutecznym środkiem w przypadku, gdy policja ma do czynienia z agresywnym tłumem. – Są skuteczne jako niepenetrujące działanie fizyczne, ale też z uwagi na porę roku, polanie wodą spowoduje, że gorące umysły stają się bardziej letnie – powiedział nasz rozmówca.

- Jest cała gama środków i metod przymusu bezpośredniego, czy działań zmierzających do „spacyfikowania” tłumu, ale najważniejsze decyzje będzie poodejmował dowódca całego zabezpieczenia i on tą całą gamą technicznych możliwości będzie dysponował

- tłumaczył Jacek Wrona.

- Najprostszą, najczęściej stosowaną metodą w takim przypadku jest siła fizyczna - odpychanie, kajdankowanie, chwyty obezwładniające - czyli unieruchamianie. Kolejną metodą jest użycie chemicznych środków w postaci gazów łzawiąco-obezwładniających, które są bardzo skuteczne. Istnieje też możliwość zastosowania infradźwięków, które powoduję dekoncentrację i oszołomienie. Oczywiście są też do dyspozycji pałki służbowe i tarcze oraz broń niepenetrującą (na pociski gumowe)

- wyliczał ekspert.

- To niestety musimy powiedzieć – mamy w ostateczności broń palną, której, gdy przyjdzie co do czego też można użyć. Wydanie polecenia użycia broni palnej jest absolutną ostatecznością, ale taka ewentualność istnieje i nie możemy chować głowy w piasek. Do dyspozycji jest broń palna i są określone warunki w których można jej ew. użyć. Zanim jednak dojdzie do czegoś takiego jest cały zestaw innego rodzaju środków, które są zazwyczaj bardzo skuteczne

- tłumaczył Jacek Wrona.

Zaznaczył, że obserwując osobiście działania policji węgierskiej w miejscowości Röszke (tuż przy granicy Węgier z Serbią), gdzie doszło do szturmu kilku tysięcy imigrantów w okolicy przejścia granicznego, widział skuteczność stosowania tych środków. – One na całym świecie są bardzo podobne, począwszy od tych elementarnych, poprzez środki techniczne, skończywszy na środkach ostatecznych, czyli - jak mówiłem – użyciu broni palnej – wyjaśniał.

Przyznał, że zważywszy na bezpośrednie zaangażowanie służb białoruskich, „trzeba do sytuacji podchodzić racjonalnie”. – Jest tam ktoś, kto odpowiada za działania polskich służb i osoba ta nie tylko ma informacje bieżące z obserwacji wydarzeń, ale prawdopodobnie ma też informacje operacyjne, pochodzące z różnych źródeł. Jego wiedza jest dużo większa i niestety to na nim spoczywa ciężar odpowiedzialności – podkreślił.

Zaznaczył, że sytuacja jest nowa i trzeba się wobec tego zabezpieczyć przed „nawet skrajnymi prowokacjami Łukaszenki i Putina”. – Uważam, że możemy się spodziewać ewentualnych prowokacji ze strony „zielonych ludzików”, czyli różnego rodzaju funkcjonariuszy służb, którzy się szkolą do prowadzenia dywersji i wojny hybrydowej – ocenił.

- Pojawiający się w pobliżu granicy polscy funkcjonariusze wojska, czy służb, są tam przede wszystkim po to, by zapobiegać tego rodzaju prowokacjom. Miejmy nadzieję, że to się - nie daj Boże - nie wymknie spod kontroli

- podsumował.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo