Prof. Artymowicz opiniodawcą prokuratury

Prof. Paweł Artymowicz, przedstawiany jako „niezależny naukowiec”, jest jednocześnie prywatnym opiniodawcą ws. smoleńskiej katastrofy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Dotychczas jednak nie przekazał prokuratorom żadnych wyników swoich bad

Wikimedia Commons; creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl
Prof. Paweł Artymowicz, przedstawiany jako „niezależny naukowiec”, jest jednocześnie prywatnym opiniodawcą ws. smoleńskiej katastrofy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Dotychczas jednak nie przekazał prokuratorom żadnych wyników swoich badań. Przypomnijmy, że ten najzacieklejszy krytyk analiz prof. Wiesława Biniendy rok temu uniknął debaty z naukowcem kiedy akurat obaj byli w Warszawie gdyż jak przekonywał miał akurat „bardzo ważne” spotkanie w WPO ws. wyników swoich badań.  Na nasze pytanie, czy wówczas przekazał materiały śledczym , odpowiedział: „Można tak to nazwać. Przekazał w czasie przeszłym brzmi trochę zbyt wąsko. Jesteśmy z WPO nadal w kontakcie”.


Prof. Paweł Artymowicz jest jednym z najzagorzalszych krytyków wyników badań naukowców związanych z parlamentarnym zespołem ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Nazywa siebie „głównym oponentem analiz prof. Wiesława Biniendy”. W mediach zaś jest przedstawiany jako „niezależny ekspert”.

– Jestem prywatnym opiniodawcą Wojskowej Prokuratury Okręgowej (WPO) – powiedział „Codziennej” Paweł Artymowicz. – W czerwcu 2012 r. spotkałem się z prokuratorami, po tym jak na mój wniosek zostałem zaproszony na rozmowę do WPO. Nie otrzymywałem od nich jednak żadnych danych ani konkretnych zleceń analiz. Proszono mnie o przekazanie wszystkich moich wyników badań odnośnie do katastrofy w Smoleńsku.

Na nasze pytanie, czy i kiedy je przekazał, odpowiedział: „Można tak to nazwać. Przekazał w czasie przeszłym brzmi trochę zbyt wąsko. Jesteśmy z WPO nadal w kontakcie”. Poprosiliśmy o doprecyzowanie tej wypowiedzi, ale profesor bez dalszych wyjaśnień definitywnie zakończył rozmowę.

Co istotne, dokładnie 14 czerwca 2012 r. zwołano specjalne posiedzenie zespołu parlamentarnego, aby umożliwić mieszkającym na stałe w Kanadzie Pawłowi Artymowiczowi i w USA Wiesławowi Biniendzie naukową dyskusję nad wynikami swoich badań. Nie doszło do niej właśnie ze względu na odbywające się w tym czasie „ważne” spotkanie w prokuraturze. Tak ważne, że naukowiec do dziś nie przekazał śledczym żadnych swoich badań.

WPO poinformowała nas, że celem zeszłorocznego spotkania było „omówienie uwarunkowań formalnych i merytorycznych uzyskania od Pana Artymowicza materiałów i danych, które stanowiły podstawę do prezentowanych przez niego publicznie wniosków z przeprowadzonych badań dotyczących katastrofy smoleńskiej”. – Było to jedyne spotkanie Pawła Artymowicza z prokuratorami WPO w Warszawie. Dotychczas pan Artymowicz nie przesłał nam żadnych materiałów – poinformował „Codzienną” prokurator płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy wojskowych śledczych.

Na blogu prof. Artymowicza znaleźliśmy wpis: „Wyjaśniam też kwestie WPO: sam się zgłosiłem, dostałem potem oficjalną prośbę na podstawie jakichś tam paragrafów o przekazanie źródeł mojej wiedzy i opinii. I tyle. Mam status nie żadnego biegłego, bo to inny stopień wtajemniczenia, ani świadka, bo to też inny stosunek prawny, tylko niezależnego opiniodawcy”.

Inna sprawa, że to, co napisał prof. Artymowicz, stoi w sprzeczności ze stanowiskiem NPW wyrażonym przez kpt. Marcina Maksjana w oficjalnym komunikacie: „Prokuratura wojskowa przyjęła zasadę, że nie zasięga opinii ekspertów, naukowców, którzy publicznie prezentują swoje wnioski, poglądy na temat przyczyn, okoliczności i przebiegu katastrofy”.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo