Wybory w PO porażką Trzaskowskiego i Schetyny? Teraz Tusk będzie „spokojnie ogrywał konflikty” w partii

- To są liderzy „bez buławy w tornistrze”. Wszędzie są jakieś mniejsze lub większe konflikty, które Donald spokojnie sobie będzie ogrywał - mówi nam poseł związany z Platformą Obywatelską, niemal od początku jej istnienia, komentując wewnętrzne wybory w tej partii. W jego opinii, porażka kandydatów „namaszczonych” przez szefa PO, w rzeczywistości jest „porażką Trzaskowskiego i Schetyny”.

fot. Aleksiej Witwicki | GAZETA POLSKA

Ubiegłotygodniowe wybory w Platformie Obywatelskiej nie przyniosły zaskoczenia. Wobec braku konkurencji i skutecznej neutralizacji Rafała Trzaskowskiego, wygrał je Donald Tusk. Frekwencja była bardzo wysoka, bo sięgała w poszczególnych regionach 70-80 proc., jednak zważywszy na ogólną liczbę członków partii, którzy mogliby wziąć udział w wewnętrznej elekcji, w rzeczywistości była gorsza niż w najmniej lubianych przez Polaków wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na ok. 38 tys. członków Platformy, udział w wyborach wzięło zaledwie ok. 11,5 tys., czyli trochę więcej jak ¼ partyjnych działaczy. Zgodnie ze statutem partii, głosować mogli wyłącznie ci członkowie, którzy opłacają składki.

Mimo triumfu Tuska, który zdobył blisko 98 proc. poparcia wśród uprawnionych do głosowania, pojawiły się wątpliwości, związane z porażką dwóch popieranych przez niego kandydatów - na Pomorzu i Dolnym Śląsku. Marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk wygrał wybory na szefa PO w regionie pomorskim z Agnieszką Pomaską, wpieraną przez szefa PO. Z kolei poseł Michał Jaros został szefem Platformy w regionie dolnośląskim, pokonując popieranego oficjalnie przez Tuska prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja.

Jak ustaliła Niezalezna.pl, niepłacenie partyjnych składek to efekt spadku aktywności członków PO, który można obserwować od lat. - To są tzw. „uśpieni członkowie”, którzy nie chcą i nigdy już się nie zaangażują. Platforma ich nie usuwa, bo nie ma podstawy prawnej, a statut przewiduje, że takie osoby są traktowane jako członkowie „wspierający”. Tych ludzi de facto już w partii nie ma. Oni nie chcą nawet, żeby ich informować i nie chce im się też nawet złożyć wniosku do regionu o swojej rezygnacji - mówi nam poseł, niemal od początku istnienia partii związany z PO.

- Zawsze przed wewnętrznymi wyborami liczba aktywnych członków, którzy skupiają się wokół swojego lidera, rośnie, potem spada - dodaje.

Zdaniem naszego rozmówcy, „Donald Tusk zmobilizował ludzi, którzy mają nadzieję, że Platforma (nie Koalicja Obywatelska) wróci do władzy”.

Komentując porażkę kandydatów „namaszczonych” przez Tuska na Pomorzu i na Dolnym Śląsku, przyznał, że wbrew obiegowym opiniom, to porażka Trzaskowskiego i Schetyny.

- To Donald namówił Jarosa [Michała], żeby starł się ze Schetyną. Grzegorz uciekł i poszedł do Wałbrzycha, Porażka Pomaskiej i tego samorządowca [prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja] jest w większym stopniu porażką Trzaskowskiego, który chciał mieć wpływy poprzez samorządowca, którego poparł w Wałbrzychu i Donald zrobił ten „myk” i chciał mieć wpływ poprzez Pomaską, która jest bardzo bliskim współpracownikiem Trzaskowskiego

- twierdzi parlamentarzysta, z którym rozmawialiśmy.

- Gdyby wygrała Pomaska, to Trzaskowski by się umocnił i paradoksalnie to jest gorsze dla Donalda, niż to, że wygrał bardziej związany z tym nurtem centro-konserwatywnym marszałek Struk - podkreśla.

Przyznał, że struktura pomorska Platformy jest ważna, ponieważ „jest tam jest wiele ważnych osób”. - Jest Dulkiewicz [Aleksandra, prezydent Gdańska], jest Karnowski [Jacek, prezydent Sopotu], jest Struk [Mieczysław, marszałek województwa pomorskiego] - to są osoby, które mogą wpływać również na politykę kadrową - zaznaczył.

Zdaniem naszego rozmówcy, przegrana Pomaskiej wynikała też z faktu, że jest ona na Pomorzu  „nielubianym politykiem, o wielkich ambicjach”. - Uważam, że gdyby nie była kobietą, to w polityce byłaby w ostatnim rzędzie - ocenił poseł.

Porażkę prezydenta Wałbrzycha Romana Szełemeja, określił „porażką Grzegorza Schetyny”. - Chodziło o ostateczne osłabienie Schetyny, co się udało zrobić, wyciągając Jarosa - wyjaśniał.

- Tusk zagrał na dwa fronty. Dla niego lepsza jest wygrana Jarosa, którego jednym spotkaniem „odwinie” od razu na swoją stronę i Struka, z którym się porozumie i przynajmniej może go mieć po swojej stronie w ewentualnej rozgrywce z Trzaskowskim

- tłumaczy nam parlamentarzysta.

Co do wyników wewnętrznych wyborów w pozostałych regionach, w opinii naszego źródła, „Tusk ma dosyć komfortową sytuację”, bo to są ludzie z którymi „porozumie się bezszelestnie”.

- To są liderzy „bez buławy w tornistrze”. Jeden w miarę niezależny, który się ostał, to jest Tomasz Lenz [który ponownie został szefem Platformy Obywatelskiej w regionie kujawsko-pomorskim]. Jego pozycja jest ugruntowana i nikt mu nie zagraża. Poza tym wszędzie są jakieś mniejsze lub większe konflikty, które Donald spokojnie sobie będzie ogrywał

- przewiduje.

Rezygnację Andrzeja Halickiego z walki o fotel szefa mazowieckiej PO nazwał „zastanawiającą”. - Ale to też pokazuje porażkę zaplecza Schetyny - dodał.

- Na Mazowszu odchodzi Halicki, a wchodzi Grabiec [Jan], który jest człowiekiem Kierwińskiego [Marcina], który chce sobie zagwarantować pozostanie na fotelu sekretarza [PO]. Ciekawe, czy tak się stanie, czy też Kierwiński zostanie wiceprzewodniczącym. Jeżeli zostanie wiceprzewodniczącym, to oznacza, że Donald go lekko osłabi. Może tak być

- ocenił nasz rozmówca.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

#polityka

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo