Biden ogłosił, że Demokraci w końcu się dogadali. Ale nie wszyscy w to wierzą

Joe Biden ogłosił na krótko przed wylotem do Europy, że Demokraci z Kongresu osiągnęli w końcu porozumienie w temacie kontrowersyjnej ustawy finansującej programy socjalne i walkę z globalnym ociepleniem. Nie wszyscy w to jednak wierzą.

Joe Biden
Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Ustawa o której mowa ma zapewnić finansowanie licznych istniejących i nowych programów socjalnych oraz zainwestować ogromne kwoty w walkę z globalnym ociepleniem. Początkowo Demokraci planowali ją przyjąć jako część ustawy o infrastrukturze, ale ostatecznie uznali, że lepszym pomysłem będzie stworzenie jej jako osobnej ustawy budżetowej. Niektórzy umiarkowani Demokraci, z senatorem Joe Manchinem stwierdzili jednak, że nie poprą tej ustawy gdyż jest zbyt droga – jej wartość oszacowano aż na 3,5 biliona dolarów.

Ich sprzeciw wywołał bardzo poważny konflikt w Partii Demokratycznej. Bardziej radykalni demokraci z Izby Reprezentantów zablokowali także głosowanie nad ustawą o infrastrukturze, która przeszła już przez Senat z poparciem kilkunastu Republikanów i na której bardzo zależy umiarkowanym. Biden od dłuższego czasu spotykał się z przedstawicielami obu zwaśnionych stron w Białym Domu. W czwartek ogłosił, że udało im się uzyskać porozumienie w jej sprawie.

Przedstawiona przez niego wstępna wersja ustawy, tzw. framework, jest jednak dalece mniej ambitna od początkowych propozycji. Przede wszystkim jest dużo tańsza, ma kosztować „jedynie” 1,75 biliona dolarów. Wyleciało z niej z tego powodu wiele nowych programów, ale zostało wiele tych, na których lewicy zależało najbardziej, jak np. darmowe przedszkola, rozszerzenie darmowej opieki zdrowotnej czy 555 miliardów dolarów na walkę z Globalnym Ociepleniem. Przedłużono również o rok wprowadzone w czasie pandemii ulgi podatkowe dla rodziców i dorzucono im kolejne zasiłki, a także przeznaczono 100 miliardów dolarów na poprawę funkcjonowania systemu imigracyjnego. 

Biały Dom porównuje tę ustawę do słynnego New Dealu wprowadzonego przez prezydenta Roosevelta, który zdaniem lewicy pomógł wyjść USA z Wielkiego Kryzysu oraz do programu Great Society prezydenta Johnsona. Sam Biden stwierdził, że nawet w okrojonej formie „fundamentalnie zmieni na lepsze życia milionów osób”. Przyznał jednak, że jej kompromisowa wersja nie zadowala do końca żadnej ze stron, łącznie z nim – ale stwierdził, że na nic lepszego nie było szansy. 

Wiele osób zadaje sobie pytanie o to, czy mimo tego kompromisu umiarkowani Demokraci poprą tę ustawę. Ich poparcie jest niezbędne, bowiem z góry wiadomo, że nie poprą jej Republikanie. Oni sami twierdzą, że ta ustawa jest zbyt droga jak na kraj, który wydał właśnie ogromne kwoty na walkę ze skutkami pandemii i wstaje z wywołanego nią kryzysu wolniej niż przewidywano. Nie podoba im się również to, że Demokraci nie próbowali w ogóle z nimi negocjować i od razu stwierdzili, że przyjmą ją przy pomocy sztuczki proceduralnej, dzięki której nie będą musieli uzyskać ich poparcia. To oznacza, że jeśli Demokraci chcą ją przyjąć, to muszą w równo podzielonym Senacie zagłosować za nią jednogłośnie tak, aby decydujący głos mogła rzucić wiceprezydent Harris. 

To, czy tak się stanie, nadal jest kwestią otwartą. Senator Kyrsten Sinema, która wcześniej zgłaszała swoje zastrzeżenia, stwierdziła wprawdzie, że nie może się doczekać jej przyjęcia. Główny hamulcowy jej wprowadzenia, senator Joe Manchin odmówił jednak jasnej deklaracji. Stwierdził jedynie, że „teraz wszystko jest w rękach Izby”. To była bardzo czytelna aluzja. Manchin był bowiem głównym negocjatorem ustawy o infrastrukturze, który załatwił dla niej poparcie Republikanów. Skrajna lewica z Izby blokuje jej przyjęcie gdyż chce w ten sposób zmusić Demokratów z Izby do przyjęcia odpowiadającej im wersji ustawy o wydatkach socjalnych. Słowa Manchina zostały więc jednoznacznie zinterpretowane przez komentatorów jako zapowiedź, że nie poprze tej ustawy dopóki jego ustawa nie przejdzie przez Izbę. A fakt, że Senat jest podzielony równo oznacza, że jego głos jest kluczowy.
 
Bidenowi bardzo zależy na tym, aby framework tej ustawy został jak najszybciej przyjęty. Liczy na to, że pomoże to odbudować coraz bardziej malejącą popularność jego targanej kolejnymi kryzysami prezydentury i zwiększy szanse Demokratów na utrzymanie się przy władzy po przyszłorocznych wyborach. On sam jednak nie będzie mógł tego dopilnować gdyż czeka go teraz seria ważnych spotkań w Europie – szczyt G20, audiencja u Franciszka i szczyt klimatyczny w Glasgow.

Niektórzy komentatorzy uważają jednak, że jej przyjęcie może mieć dokładnie odwrotny skutek. Zwracają bowiem uwagę, że w bliskiej przeszłości przyjęto dwie inne ważne dla jednej z partii ustawy, które nie podobały się drugiej – reformującą rynek ubezpieczeń zdrowotnych Obamacare oraz obniżkę podatków w czasach Trumpa. W obu wypadkach partie, które je przyjęły, poniosły porażki w najbliższych wyborach i straciły większość w Izbie Reprezentantów. 

 

Źródło: AP, Fox News, The Hill

#Joe Biden

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo