Z OSTATNIEJ CHWILI

Prezes PiS: 14. emeryturę chcemy zmienić w trwałe świadczenie, wypłacane co roku • • •

Socjolog dla Niezalezna.pl: poparcie dla PiS jest teraz na poziomie z 2015 roku

W rozmowie z naszym portalem socjolog profesor Rafał Chwedoruk stwierdził, że ostatnie sondaże wskazują na to, że Prawo i Sprawiedliwość – po zeszłorocznym, jesiennym „tąpnięciu sondażowym” – częściowo odbudowało swoje poparcie. Sięga więc ono teraz poziomu z wyborów 2015 roku. Inaczej jest wśród młodzieży, gdzie na PiS chce głosować tylko 8 proc. wyborców. Jednak – dodaje ekspert - ze względu na małą liczebność nowych roczników, jeszcze długo o wynikach wyborów będą decydować „siwe głowy”!

The Chancellery of the Senate of the Republic of Poland , CC BY-SA 3.0 PL , via Wikimedia Commons

Porozmawiajmy dzisiaj o ostatnich sondażach preferencji wyborczych. Chodzi mi o badania sporządzone przez pracownie Social Changes i United Surveys oraz o sondaż badający preferencje młodych wyborców. Pierwszy z nich został opublikowany 13 października. Dwa pozostałe 14 października. W jednym z nich, PiS ma już 40 proc. poparcia, w drugim jednak tylko 35,4 proc. Różnica jest dość znacząca. Nasuwa się więc pytanie, który z tych sondaży jest bardziej wiarygodny.

Nie mam żadnych instrumentów, żeby to ocenić. W Polsce nie ma tradycji tego, aby sondaże podlegały dokładnie takim samym regułom. A odmienności metodologiczne mogą skutkować innymi wynikami. Do tego dodałbym jeszcze problem frekwencji wyborczej. Bo w czasie pandemii deklaracje frekwencji zmieniły się. Obniżyły się!
Jedno dla mnie nie ulega wątpliwości: jeżeli spojrzymy na wyniki PiS z obu tych sondaży, to tak naprawdę - jeżeli uwzględnimy symboliczną granicę błędu sondażowego - nie sposób nie dojść do wniosku, że Prawo i Sprawiedliwość w swoim poparciu oscyluje na poziomie mniej więcej z wyborów 2015 roku. Wtedy, kiedy dostało trzydzieści osiem procent głosów. Paradoksalnie PiS miał wówczas większą przewagę w mandatach niż w obecnym Sejmie. To zaś oznacza, że gdyby doszło do wyborów, to Prawo i Sprawiedliwość byłoby faworytem do zwycięstwa, ale prawdopodobieństwo posiadania większości mandatów byłoby tym razem stosunkowo niewielkie. Dlatego, że w 2015 roku na większość dla PiS złożyły się niestandardowe okoliczności w postaci aż dziesięciu procent głosów na dwa lewicowe komitety, które trafiły w próżnię ze względu na nieprzekroczenia progu oraz odebranie przez Nowoczesną istotnego procenta głosów Platformie. Teraz, kiedy mamy dużo stabilniejszy system polityczny, trudno sobie wyobrazić aż taką zbieżność wydarzeń.

Można by więc powiedzieć, że Prawo i Sprawiedliwość zdołało odbudować część tego poparcia, które straciło wtedy, gdy jesienią ubiegłego roku przeżyło sondażowy wstrząs.

Jest to jednak poparcie wciąż odległe od poziomu z ostatnich wyborów. Wtedy bowiem, w każdej konfiguracji wynik PiS gwarantował tej formacji większość w Sejmie.

Dodam tu, że badanie przeprowadzone przez United Serveys, w którym PiS ma 35,4 proc. oddanych głosów, uwzględnia niezdecydowanych. Natomiast sondaż Social Changes, gdzie PiS ma aż 40 proc. poparcia, nie uwzględnia niezdecydowanych.

Pamiętajmy, że bardzo często różnice w wynikach sondaży wynikają z odmiennej metody doliczania głosów owych niezdecydowanych. Bo trzeba przyjąć jakiś przelicznik.

Można przyjąć przelicznik w postaci proporcji z ostatnich wyborów. A można przyjąć inny. Związany - na przykład - ze strukturą społeczną i odmiennością głosowania różnych grup wyborców i tak dalej. I dlatego wspomniana różnica nie wydaje mi się być ponadstandardowo wysoką. Sygnalizuje realny przedział, w którym funkcjonuje PiS. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy nałożymy te wyniki na inne sondaże.

Warto jeszcze dodać, że przy tak wysokim poparciu partii politycznej, ale w sytuacji, w której część jej elektoratu to wyborcy raczej nieufni oraz rzadziej stawiający się przy urnach, partia ta - czyli PiS - nie będzie mogła być pewna swoich „końcówek sondażowych”. One mogą się płynnie zmieniać! Zwłaszcza, że - tak, jak mówiłem - frekwencja jest tym, co będzie odgrywało pewną rolę w polskiej polityce. Bo ostatnie wybory odbyły się przy rekordowo wysokiej frekwencji. Natomiast późniejsze deklaracje sugerują nieco niższą partycypację. A tak naprawdę, to sytuacja gospodarcza czy pandemiczna może nam przynieść kolejne niespodzianki, mające istotny wpływ nie tylko na samą strukturę poparcia partii, ale też na frekwencję. W Polsce bowiem, duży odsetek wyborców - jeśli mu się coś nie podobało - często reagował ucieczką w absencję.

Co dokładnie Pan ma na myśli, mówiąc o „końcówkach sondażowych”?

Miałem na myśli to, że jeśli w sondażu PiS ma czterdzieści procent, to ze względu na niepewność tego, czy część osób stawi się przy urnach, w samych wyborach może być to aż czterdzieści dwa procent głosów. Albo rzeczywiście czterdzieści. A może tylko trzydzieści dziewięć.
Pamiętajmy tu, że PiS bardzo zdywersyfikował swój elektorat i jest ponadstandardowo reprezentowany w ośrodkach słabiej zurbanizowanych. Tam, gdzie wyborca często musi pokonać odległość do lokalu wyborczego większą, aniżeli się to dzieje w wielkich ośrodkach. A jednocześnie tego typu wyborca w czasie badań nie zawsze odkrywa swoje prawdziwe preferencje. Co pokazało całe ostatnie trzydziestolecie.

Poruszyłbym teraz sondaż dotyczący preferencji młodych wyborców. Tutaj PiS zyskuje tylko 8% poparcia, a najwięcej głosów ma Polska 2050 – 17%, po 14% zaś otrzymują Lewica i Konfederacja, 13% natomiast Koalicja Obywatelska. Czy te preferencje wyborcze młodych ludzi mogą wpłynąć, a nawet wpłyną na następne wybory? Albo na jeszcze następne.

To nie ulega najmniejszej wątpliwości. Oczywiście należy dokonać jednego zastrzeżenia a priori: najmłodsi wyborcy stawiają się przy urnach statystycznie w mniejszym odsetku niż starsi obywatele. Mimo tego, że w ostatnich wyborach ten procent zdecydowanie urósł. I to jest jedno zastrzeżenie.

Drugie dotyczy tego, że kolejne, pojawiające się teraz roczniki, to nie są roczniki przesadnie liczne. Więc mówiąc w skrócie: w skali makro to „siwe głowy” w dalszym ciągu będą rozstrzygały o wynikach wyborów w Polsce. Zmiana nie będzie tak wielka. Natomiast jej znaczenie będzie polegało na udowadnianiu tego, że najmłodsze pokolenia nie do końca odnajdują się w podziale ukształtowanym w Polsce w latach 2005–2006. I ten sondaż jest jednym z licznych przyczynków do takiego twierdzenia. Bo on przynosi, jeśli chodzi o Prawo i Sprawiedliwość, komunikat znany już od prawie dwunastu miesięcy: PiS ograniczył skalę swojego poparcia wśród młodych ludzi. Zaczynem stała się kwestia aborcji. Chociaż w tej materii już wcześniej były różne sygnały. I powyborcze próby przeciwdziałania temu przez PiS legły w gruzach po wydarzeniach sprzed roku.

Oczywiście, można wyobrazić sobie, że w realiach samych wyborów, gdy przy urnach pojawi się jakiś odsetek młodzieży, to jeśli podzieli się tylko tych, co przyjdą na wybory, to pewnie będzie trochę wyżej dla PiS. Na to nakłada się cała niekorzystna dla konserwatywnej prawicy tendencja cywilizacyjna. Dotyczy ona zresztą wszystkich formacji odwołujących się do jakichś form wspólnotowości. Czasami są to partie lewicowe. Zależy to od podziałów ideowych, kultury politycznej i historii danego kraju.

Wyraźnie widać, że wśród młodych ludzi przeważają poglądy liberalne. Przez „liberalne” rozumiem przede wszystkim liberalne w kwestiach kulturowych, światopoglądowych i tak dalej. Warto zwrócić uwagę, że Szymon Hołownia może być wybierany przez młodych ludzi jako człowiek związany ze sferą popkultury. A więc ex definitione liberalny. Bez względu na to, jakie ma poglądy, jaka była jego przeszłość, z jakiego pokolenia się wywodzi.

Dodam jeszcze, że źródłem wysokiego wyniku Konfederacji w mniejszym stopniu był konserwatyzm, nacjonalizm i tak dalej, a w większym libertarianizm, czyli pewnego typu podejście do gospodarki. Co oczywiście jakoś tam kontrastuje z rodowodami części środowisk wchodzących w skład tej formacji. A jednocześnie pokazuje kierunek, na który będzie ona skazana, jeśli będzie chciała utrzymać się w polityce.

W przypadku Lewicy nie ulega wątpliwości, że antyklerykalizm plus postrzeganie jej przez część młodych ludzi jako najbardziej odległej ideowo od PiS spowodowały, że Lewica niegdyś w tej grupie niedoreprezentowana,  zaczęła być w niej nadreprezentowana. Natomiast wszystkie te formacje muszą pamiętać o tym, że owe wysokie słupki poparcia wśród młodych ludzi nie są słupkami, na których można budować polityczną przyszłość. Dlatego, że młodzi ludzi mogą zmienić zdanie łatwiej niż starsi. Na tym polega urok młodości. Jest też taka wersja, że część z tych wyborców dojdzie do kolejnej elekcji, przekraczając granicę dorosłości, która w polskich realiach często bywa granicą zmian preferencji wyborczych. Gdy zmienia się styl życia, tematy czy to liberalizmu gospodarczego, czy to liberalizmu światopoglądowego, przestają być atrakcyjne dla części doroślejących życiowo wyborców. Co pokazuje, że jeśli ma dojść do jakichś tektonicznych wstrząsów w polskiej polityce, to stanie się tak wówczas, gdy będzie jeszcze większy odsetek młodych ludzi socjalizowanych w kompletnie innych warunkach niż starsze pokolenia. Ale ze względu na słaby potencjał demograficzny młodszych pokoleń raczej nie dokona się to w sposób jednorazowy, gwałtowny. Natomiast i PiS, i Platforma z całą pewnością mają o czym myśleć. W pierwszym rzędzie PiS. Ale także Platforma, która w mniejszym stopniu, ale też, jest niedoreprentowana wśród młodszych pokoleń i wyprzedzają ją dwie konkurencyjne, opozycyjne formacje.

Rozumiem, że chodzi Panu o to, że z wyborów na wybory poparcie dla głównych sił (PiS i Platformy) będzie spadało.

Oczywiście, jeszcze przez długi czas będzie działał mechanizm owej bipolarności. I on będzie obligował wielu wyborców do odnalezienia się w nim. Natomiast nie ulega dla mnie wątpliwości, że odmienność świata, w którym przyszło się socjalizować dzisiejszym pokoleniom 40+, 50+, 60+, a światem, w którym się socjalizowali obecni dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie, jest olbrzymia. Jest tak na każdym poziomie życia: od wielkiej polityki po doświadczenie życia codziennego, rolę Internetu i tak dalej.

Odmienność doświadczenia jest tu dużo większa niż w przypadku, gdybyśmy– na przykład - analogicznie skonfrontowali pokolenia w latach dziewięćdziesiątych. Więc w tym sensie czekają nas zmiany.

Na tym tle warto jednak zwrócić uwagę, że w zasadzie to jesteśmy chyba najstabilniejszym systemem partyjnym w Europie. Poza przypadkami typu Malta, gdzie dychotomia podobna do brytyjskiej faktycznie to blokuje. Ale kraje, które były arcystabilne jak Niemcy, niektóre państwa nordyckie, kraje Beneluksu, czy Hiszpania z Portugalią, przeżywają czas dość poważnych zmian w systemach partyjnych. Wiele jest tego przyczyn. Jedną z nich jest także rola młodych pokoleń.

Jeśli prawica miałaby wyciągać z tego cokolwiek dla siebie optymistycznego, to raczej tylko to, że doświadczenia kolejnych młodych pokoleń też się między sobą różnią.

Dekadę temu przecież, wśród młodych ludzi mieliśmy boom na prawicowość. Wciąż przeważały postawy liberalne, ale nastąpiła gwałtowna erupcja prawicowych subkultur i tak dalej. To miało też pewne przełożenie na wyniki kolejnych wyborów. Pokazały tą zmianę zwłaszcza wybory prezydenckie i zwycięstwo Andrzeja Dudy w drugiej turze. A teraz, proszę: po kilku latach od tych wyborów, od owej erupcji prawicowych subkultur, mamy kompletne odwrócenie. I przechył w stronę kompletnie innych postaw.

Zmienność widać też po tym, że byli tacy młodzi ludzie, którzy potrafili w ciągu kilku lat najpierw głosować na Ruch Palikota, a potem na ruch Kukiza, choć wydawało by się, że prawie nic ich nie łączy. Więc od samych statystycznych aspektów takich sondaży, dla Prawicy (a także w jakimś sensie dla Platformy) dużo bardziej przejmującymi powinny być obecne we współczesnych społeczeństwach generalne tendencje cywilizacyjne, w których politykom z bardziej doświadczonych pokoleń może być bardzo trudno się odnaleźć. Zresztą można odnieść wrażenie, że wiele takich niepoważnych, infantylnych zachowań polityków w polskiej (i nie tylko polskiej) polityce w ostatnich latach, trochę wynika właśnie z chęci dotarcia do wyborców ukształtowanych w specyficznej kulturze zglobalizowanego kapitalizmu. Gdzie popkultura i pewna krótkoterminowość, konieczność nieustannej obecności w przestrzeni medialnej często inspirują do zachowań, które wielu wyborców może odbierać jako niepoważne.

Myślę, że warto również zwrócić uwagę na fakt, że owe tendencje popkulturowe, liberalne obyczajowo, szczególnie dominują wśród młodych kobiet!

W katolickich krajach kiedyś było tak, że częściej niż mężczyźni to kobiety głosowały na konserwatywną prawicę. Na przykład w międzywojennej Austrii o Partii Chrześcijańsko-Społecznej mówiono „Frauen Partei”. Były takie przypadki, że mąż głosował na socjaldemokratów, a żona – ze względu na wyższy poziom religijności – na prawicę. II Rzeczpospolita doświadczyła też czegoś takiego w wyborach lat dwudziestych. Było tak zwłaszcza podczas dwóch pierwszych kampanii, gdy kobiety głosowały na endecję. Podobne zjawiska występowały też w Hiszpanii, czy we Francji.

W świecie zachodnim zaczęło się to zmieniać w drugiej połowie dwudziestego wieku. Z różnych powodów. Najpierw ze względu na aktywną politykę społeczną lewicowych rządów. Na przykład w Szwecji. Także czasy Lyndona Johnsona w Stanach Zjednoczonych to był okres zmiany w tej materii. Później nałożyły się na to kwestie kulturowe, zmiana struktury społecznej, zmiana ról kobiet i tak dalej. I dziś nie wszędzie relacja między podziałem płci a strukturą sympatii politycznych jest tak prosta, jak to bywało niegdyś. Warto pamiętać, że już w czasach pierwszych triumfów Platformy postępowała feminizacja elektoratu tej partii. Coś takiego dokonało się też na Lewicy, która wcześniej miała niewielką, ale trwałą przewagę wyborców męskich. A w przypadku PiS jest chyba trochę odwrotnie.

I można zastanawiać się nad strukturalnymi przyczynami tego, że w Polsce to ugrupowania liberalne oraz lewicowe mają trochę bardziej kobiecy elektorat. Natomiast z takich czynników doraźnych, z całą pewnością kwestia aborcji jest tym, co umacnia ową tendencję. Stąd pojawienie się tego tematu w przestrzeni publicznej rok temu (i to pojawienie się jakby z „prawej strony”), można uznać za pewną niespodziankę. Bo to był temat, o którym od samego początku było wiadomo, jakie może przynieść skutki. Takie, że jeśli tylko dostanie się do różnych mediów - z jednej i z drugiej strony politycznej barykady - to efekt polityczny będzie niekorzystny dla rządzących. Choć akurat dla Platformy, jako głównej partii opozycyjnej, to też nie był temat do końca wygodny. Bo Platforma – jako partia – była trochę bardziej konserwatywna od większości swoich wyborców.

A czy te wydarzenia związane z aborcją, Strajk Kobiet, można traktować jako pewne wydarzenie czy przeżycie pokoleniowe, które trwale ukształtowało poglądy przeważającej grupy młodych kobiet?

Moim zdaniem: tak. Znaczenie w ogóle jest oczywiste. Bo bez tego straty PiS rok temu byłyby po prostu dużo mniejsze. Trudno tym niemniej powiedzieć, by to doświadczenie przełożyło się w prosty sposób na głosowanie na kogoś. Raczej przełoży się w ten sposób, że większość tych generacji, które się socjalizowały w cieniu kolejnej fazy konfliktu aborcyjnego toczącego się w Polsce od początku transformacji, nie będzie chciała głosować na prawicę. Zwłaszcza dotyczy to PiS. Platforma, paradoksalnie także Konfederacja, też będą miały z tym trochę problem. W przypadku Konfederacji być może nawet jeszcze większy. Było to widać po różnych reakcjach jej polityków. Ich czasem dość ostrożnych wypowiedziach w tej materii.

Natomiast - jak widać z tego badania - Prawo i Sprawiedliwość ma niewielkie szanse na powodzenie próby poszerzania przyczółka poparcia wśród młodych ludzi. Przyczółku – trzeba dodać - zdecydowanie mniejszego od tego odsetka, który głosował na PiS w ostatnich wyborach sejmowych. A także w wyborach 2015 roku. W wymiarze sporów kulturowych jasnym więc jest, że jeśli chce się pozostać w Polsce jedną z dwóch największych formacji politycznych i docierać do młodych pokoleń, to trzeba się zbliżyć do centrum. Naśladując zachodnie partie chadeckie i konserwatywne. Bo tradycyjny na polskiej prawicy nurt narodowo-katolicki, trochę post-endecki, mocno zorientowany na Kościół, przestaje już odgrywać istotną rolę. Dziś nie byłby on w stanie wykreować formacji konserwatywnej, sytuującej się na prawo od PiS-u. Tak, jak to było niegdyś z Ligą Polskich Rodzin. Bo Konfederacja wynika z czegoś zupełnie innego.

W jakimś sensie jest to proces nieuchronny. To znaczy: we współczesnym społeczeństwie konserwatywne postawy będą się manifestowały trochę w czymś innym niż dotychczas. Na przykład, w podejściu do kwestii migracyjnej, stosunku do instytucji państwowych i w ogóle do globalizacji, otwartości kulturowej i tak dalej. Natomiast prawica w stylu jej bardziej wyrazistych nurtów lat dziewięćdziesiątych jest dzisiaj w Polsce po prostu nie do powtórzenia. Bo społeczeństwo wygląda zupełnie inaczej. W Polsce i tak przemiany dokonują się stopniowo i stosunkowo dość łagodnie. W krajach postrzeganych, jako też bardzo silnie katolickie, jak Irlandia czy Austria, ta zmiana dokonała się gwałtownie. Natomiast, co ciekawe, ona nie wyraziła się w tym, że młodzi ludzie zaczęli gremialnie głosować na najbardziej lewicowe i antyklerykalne partie. Ona wyraziła się w tym, że partie prawicowe musiały korygować swoje programy, chcąc pozostać dalej w politycznym mainstreamie. I zresztą pozostały. Trochę inaczej było w Hiszpanii, bo tam jest ważna kwestia historii najnowszej i związku Kościoła z dyktaturą,

Rozumiem więc, że względny sukces Konfederacji wynika z libertarianizmu, czyli z dużego nacisku na wolność jednostki?

Można tak powiedzieć. Zwłaszcza skierowanego w stronę gospodarki. Pamiętajmy, że całe kolejne generacje młodych pokoleń w Polsce były socjalizowane w duchu skrajnie indywidualistycznym, darwinistycznym. Działo się to na poziomie mediów, częściowo na poziomie programów nauczania (lekcje przedsiębiorczości), przez przekaz kulturowy oraz doświadczenie wpajane im przez otoczenie. Młodym ludziom więc, państwo, podatki, związki zawodowe i tak dalej, były przedstawiane jako forma opresji, a nie norma życia społecznego.

Wtedy żyliśmy w kraju, w którym za niemal oczywisty uważano podatek liniowy. Obowiązujący tak naprawdę w niewielkiej ilości państw świata. W tym w państwach uchodzących za bardzo skorumpowane. Choćby w tych na wschód od Polski. I jeśli jakiś młody człowiek przeciwko temu się buntował, to ukształtowany w takim wzorcu, jako alternatywę wobec kapitalizmu widział turbokapitalizm. To znaczy: jeszcze większa deregulacja i jeszcze większe przywileje dla najbogatszych. Bo sam siebie widział w roli potencjalnego milionera. I stąd taki paradoks, że kontestacja procesu transformacji - identyfikowanego przez większość obserwatorów jako neoliberalny - przybrała jeszcze bardziej neoliberalny charakter. A skorzystała na tym per saldo Konfederacja. Zaczynem czy zapowiedzią tego był niegdyś sukces komitetu Janusza Korwina-Mikkego w wyborach do Parlamentu Europejskiego. To był jakby pierwszy sygnał. Skądinąd i Ruch Palikota, i ruch Kukiza, w różnym stopniu zawierały w sobie pewne twierdzenia typowe dla libertarianizmu. Więc to się składa w całość. A Konfederacji z różnych powodów udało się w to wejść przez udaną kampanię wyborczą.

W kontekście perspektyw kryzysu energetyczno-przemysłowego w świecie trudno jednak powiedzieć, na ile w kolejnych pokoleniach te postawy okażą się trwałe. W sytuacji, w której w wielu państwach Europy Zachodniej - właśnie ze względu na skutki owego turbokapitalizmu i kryzysu sprzed dziesięciu lat - wśród najmłodszych pokoleń w kwestiach gospodarczych nastąpił zwrot w drugą stronę. Musimy więc przyzwyczaić się do tego, że w młodych pokoleniach wiele się może zmieniać. Choć w kontekście najbliższych wyborów, z całą pewnością to rządzącym będzie trochę trudniej szukać poparcia wśród młodych niż ich głównym konkurentom. 

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Eryk Łażewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo