Rząd chce walczyć z bezrobociem, dając zgodę na obcięcie pensji do 1600 zł brutto. Proponuje też, by firmy otrzymywały dofinansowanie z Funduszu Pracy, jeśli wstrzymają się od zwolnień. W zamian będą mogły zredukować czas pracy do połowy etatu. Związkowcy są oburzeni propozycjami rządu - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Rząd pracuje nad ustawą antykryzysową, która ma chronić miejsca pracy i łagodzić skutki kryzysu. Bezrobocie lawinowo narasta, a gospodarka kurczy się w tempie szybszym, niż przewidywał rząd. Ekonomiści już w zeszłym roku ostrzegali, że będzie dramat i potrzebne są natychmiastowe działania ratunkowe, by chronić miejsca pracy. Teraz, gdy liczba bankructw firm bije rekordy, tysiące osób zaś każdego miesiąca tracą pracę, a bezrobocie przekracza 14 proc., rząd zabrał się do przygotowywania ustawy antykryzysowej. Robi to zresztą w momencie, w którym – zdaniem wicepremiera Jacka Rostowskiego – gospodarka ma się odbić od dna. Na drugą połowę roku szef resortu finansów przewidywał poprawę koniunktury.

– Zamiast ustawy antykryzysowej rząd powinien przyjąć ustawę o szybkim i sprawnym rządzeniu – podsumował skuteczność rządu Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Nie dość, że działania antykryzysowe są spóźnione, to jeszcze daleko niewystarczające. Rząd preferuje także pewien krąg przedsiębiorców, którzy po dofinansowanie miejsc pracy szybciej zgłoszą się do marszałka województwa. – Reszta zostanie na lodzie – ostrzegają Pracodawcy RP, eksperci Lewiatana zaś mówią wprost: za ratunek dla części firm będą płacili wszyscy. Na Fundusz Pracy płacą składki wszyscy pracodawcy, w tym osoby prowadzące działalność gospodarczą.

Rząd proponuje, aby firma znajdująca się w trudnej sytuacji finansowej, a za taką uważa przedsiębiorstwo, którego obroty w ciągu sześciu kolejnych miesięcy spadną o minimum 15 proc., otrzymała pomoc pieniężną na dofinansowanie pracowniczych pensji przez sześć miesięcy. Rząd chce wyłożyć z Funduszu Pracy 400 mln zł, w tym roku – 200 mln zł, w przyszłym – kolejne 200 mln zł, choć w funduszu znajduje się 7 mld zł! Kwoty proponowane przez rząd to kropla w morzu potrzeb – uważają zarówno organizacje pracodawców, jak i związkowcy.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"