Polska kontra eurowirtual

Piszę te słowa z europarlamentu tuż po debacie z udziałem Mateusza Morawieckiego. Przemówienie polskiego premiera 21 razy przerywały oklaski. Umocnił on przekonanych, a może także zachęcił do odwagi tych europosłów z innych krajów, którzy ukradkiem przyznają nam rację i składają gratulacje.

Coraz śmielej jednak część z nich zaczyna o tym mówić publicznie – także tu, w PE. Nie brakowało jednak groteski. Przewodnicząca Komisji Europejskiej pouczająca nas o polskiej historii wręcz prowokuje, aby porozmawiać o historii Niemiec. Cóż, może tym bardziej warto to robić. Były szef liberałów w PE Belg Guy Verhofstadt odwoływał się do… końca XVIII w. i zniknięcia Polski z mapy Europy. Nie zauważył przy tym roli Prus ani też Rosji (co oczywiste, skoro Paradise Papers udowodniły, że pracując dla firmy Exmar, robił interesy z Gazpromem). Śmiesznie brzmiało, bo jego ojczyzna wówczas w ogóle nie istniała, a powstała dzięki temu – polecam mu ekspozycję w Muzeum Narodowym w Brukseli – że powstanie listopadowe zatrzymało w Polsce wojska rosyjskie: miały uderzyć w niepodległościową irredentę Walonów. W PE miało miejsce zderzenie realu, który reprezentował polski premier, z euroentuzjastycznym wirtualem.
 

 

Źródło:

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo