Nasz archipelag 

To słowo kiedyś miało neutralny wydźwięk, oznaczając po prostu zgrupowanie blisko siebie położonych wysp, ale później wkroczyła literatura. My mieliśmy „Archipelag ludzi odzyskanych”, socrealistyczne dzieło wielce utalentowanego Igora Newerlego, które utonęło w niepamięci po pojawieniu się napisanego 10 lat później „Archipelagu GUŁag” Sołżenicyna. 

Dla mnie odkryciem nieznanego archipelagu stało się wejście w odmęty internetu. Jako niedobity dinozaur (lewactwu kamieni zabrakło, albo mam taką grubą skórę) z pewną taką nieśmiałością w ramach ewolucji przekształciłem się z wolna w internautę, coraz sprawniej nawigującego pomiędzy Scyllą fejkniusów i Charybdą słodkich kotków na Facebooku.

Prawdziwa przygoda zaczęła się wtedy, gdy zacząłem na FB umieszczać moje teksty publicystyczne oraz refleksje na tematy polityczne. Co prawda, płacę za to regularnie otrzymywanymi banami od gorliwych pracowników tow. Zuckerberga, ale z drugiej strony miałem rzadką dla pismaka szansę poznania swoich Czytelników i ich opinii o mojej pisaninie. Już uruchomienie przez „GPC” elektronicznej wersji artykułów, pod którymi można się zapoznać z opiniami ich odbiorców, było niezwykle ciekawe, ale ma tę wadę, że nic nie wiesz o tym, kim są komentatorzy, występujący z reguły anonimowo. Na FB jest inaczej.

Nie chodzi nawet o liczbę „friendów”, bo z tego tysiąca z kawałkiem jakich mam, zaledwie znikoma część stale reaguje na płody mego umysłu, ale czynią to pod własnym nazwiskiem, mogę sprawdzić ich poglądy i zainteresowania, zaglądając na ich profile, a przede wszystkim możemy wejść w dialog. I niedawno jako dziaders jednak preferujący real, odczułem przemożną potrzebę prawdziwego poznania ich. Co za przyjemność poznać uroczych, rozumnych, subtelnych, uczciwych ludzi! Na razie spotkałem ich zaledwie kilku, ale jakich! Z reguły młodszych o pokolenie albo i dwa. Wzmacnia to moje przekonanie, że porządnych ludzi jest znacznie, znacznie więcej, wręcz – stanowią większość! 
Te refleksje zawdzięczam spotkaniu z niezwykłym człowiekiem, teraz już nie tylko „friendem” z FB, Aleksandrem Bondariewem, dysydentem (kto jeszcze zna to słowo?), Rosjaninem znającym i kochającym polską kulturę i historię stokroć lepiej niż osobnicy w rurkach ze „Zbawixa”, nieopodal którego wychyliliśmy po szklance piwa. Smutne tylko, że wszyscy nasi Przyjaciele Moskale – Bukowski, Gorbaniewska, Bondariew – nie mogli żyć godnie we własnej ojczyźnie, gdzie nadal działa na całego wciąż ten sam co za Sołżenicyna ponury Archipelag. 

Skoro łotry tak łatwo jednoczą się na naszą zgubę, na pohybel temu tsunami nieprawości my musimy nasze na pozór samotne wyspy połączyć w potężny i niezatapialny Archipelag Normalności!
 

 

Źródło:

Jerzy Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo