Rozerwać błędne koło

Genialny Jacek Malczewski mówił o sobie: „Gdybym nie był Polakiem, nie byłbym artystą”, a swoim uczniom powtarzał: „Malujcie tak, by Polska zmartwychwstała!”. Wtedy bowiem Polski nie było i mało kto z naszych rodaków wierzył, że jeszcze się odrodzi. Ci, którzy wierzyli, byli wyśmiewani jako szaleńcy – czy to wtedy, gdy malowali Polskę zrywającą kajdany, czy gdy przywdziali „szary strzelca strój”. Czy to przypadek, że w portrecie z 1916 r. Józefa Piłsudskiego w legionowej kurtce, spod twarzy Komendanta przebijają rysy autoportretu samego Malczewskiego? Nie, bo patriotyzm ma jedną twarz. Podobnie jak zdrada…

Wielki malarz znał je obie, jedną ukazał w obrazach syberyjskiej Golgoty powstańców styczniowych, drugą w metaforycznym cyklu „Zatrutych studni”, ale znał i twarz trzecią – otumanionego przez zdrajców narodu, zagnanego przez nich w bezpłodny chocholi taniec, jak w jego najsłynniejszych dziełach: „Błędnym kole” i „Melancholii”. O tym ostatnim pisano, że kłąb postaci wirujących bezwolnie jak w finale późniejszego o kilka lat „Wesela” jest „czytelnym odniesieniem do snu czy apatii, w której pogrążył się naród, przede wszystkim przez stojącą w oknie, czarną postać tytułowej Melancholii. Melancholia jawi się w tym obrazie jako stan umysłowości narodu polskiego po utracie niepodległości”.

Podległość samozawiniona i inni szatani

Trzeba sobie zdawać sprawę, że ani owa utrata niepodległości, ani gnuśna apatia narodu nie wzięły się tylko z faktycznych polskich wad, ale że w rozwijaniu ich i promowaniu „działali inni szatani”. Podkreśla to prof. Andrzej Nowak w swoim artykule „O niepodległości raz jeszcze” napisanym na 100-lecie jej odzyskania w 2018 r.:

„Polska potrzebuje się zreformować, wydobyć z gnuśności własnych obywateli, z błędów własnego ustroju – ten kierunek samokrytyczny niewątpliwie jest wpisany w doświadczenie kryzysu niepodległości Rzeczypospolitej. Jednocześnie jednak wyraźne jest także doświadczenie realnej przeszkody, jaką na drodze do odzyskania niepodległości tworzą celowo sąsiedzkie imperia, w szczególności narzucona »opieka« Rosji i »cywilizatorski« wysiłek nauczycieli przysyłanych z Berlina od czasów Fryderyka Wielkiego. Podległość nie jest tylko samozawiniona, lecz także zawiniona i podtrzymywana przez zewnętrzne wobec Rzeczypospolitej siły”. Malczewski opisywał pędzlem dzikość satrapii wschodniej, ale czym się od Moskali różnił wielce zachodni Europejczyk Otto von Bismarck, stwierdzający z bezwstydnym cynizmem: „Bijcie w Polaków, by im ochota do życia odeszła. Osobiście współczuję ich położeniu, ale jeśli pragniemy istnieć, nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić. Wilk też nie odpowiada za to, że Bóg go stworzył takim, jakim jest; dlatego też zabija się go, gdy się tylko może”.

Diabelska pokusa

A gdy ten prosty plan zawiódł i na wschodzie, i na zachodzie, Moskwa zaczęła brutalną rusyfikację, a prusactwo, też „kulturnyj narod”, wymyśliło przeciw opornym Polakom kulturkampf. Symboliczne się wydaje, że ostateczny cios ideom Żelaznego Kanclerza zadały dzieci z Wrześni, uwiecznione w „Rocie” Marii Konopnickiej: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił...”. Ktoś te dzieci w miłości do Boga i Ojczyzny wychował i wspierał w trwaniu przy modlitwie po polsku, ale naród nie składa się z samych patriotów i to na tych drugich liczyli zaborcy. Przestrzegał przed tym już Zygmunt Krasiński, który przewidział proroczo, że wyrzeczenie się własnego narodu pod pozorem wejścia w jakąś wspaniałą wspólnotę ponadnarodową byłoby z naszej strony poddaniem się pokusie diabelskiej. W jego niesamowitym i przerażająco pasującym do współczesności wierszu „W twoim ze śmierci ku życiu odrodzie” „Europa” domaga się od Polaków, by po utracie własnego państwa przemyśleli własne błędy i naprawili je, przyłączając się z własnej woli do grabarzy Rzeczypospolitej. Wspominani w wierszu „jedni” to oświeceniowi pseudofilozofowie, „drudzy” to rewolucjoniści, a „ponad wszystkie groźniejszy głos” – to car... a może i sam diabeł:

A krzyczą jedni: „Zdejmiem ci okowy,
Lecz nie mów więcej rodzinnym językiem”.
Drudzy wścieklejszym jeszcze wrzeszczą rykiem:
„Nie dość, że własnej wyrzekniesz się mowy,
Lecz plwaj na matek i na ojców kości,
Byś zdeptał przeszłość, a w niej dni przyszłości!”
A ponad wszystkie groźniejszy głos woła:
„Ty nie nasz, póki nie zaprzaniec z ciebie;
Jeśli chcesz wyżyć, zaprzyj się Kościoła,
Jeśli chcesz wyżyć, bluźń Bogu, co w niebie!”

Religia indywidualizmu

W odróżnieniu od czasów naszych wieszczów dziś mamy wolną Ojczyznę, tymczasem te same co u Krasińskiego głosy dobiegają już nie od naszych zaborców, ale od ich wielbicieli wewnątrz kraju, którzy ośmielają się twierdzić, że właśnie dzięki rozbiorom zagościł nad Wisłą prawdziwie europejski postęp. Pisał o nich w swoim dziele „Patriotyzm dzisiaj” (2005 r.) mój mistrz duchowy, ojciec prof. Jacek Salij OP:
„Podejrzliwość wobec wspólnoty (Ojczyzny, Kościoła, a nawet rodziny) oraz zajmowanie wobec niej postaw rewindykacyjnych i roszczeniowych to nieuchronne konsekwencje błędu indywidualistycznego. Zwolennik indywidualizmu traci zrozumienie dla dobra wspólnego. Człowiekowi zaczyna się wydawać, że wolno mu jak najmniej przejmować się wspólnotą i jej potrzebami. Miłość Ojczyzny wydaje mu się wtedy przesądem z czasów króla Ćwieczka”.

Tymczasem w chwili narastającego zagrożenia samych podstaw suwerennego bytu Rzeczypospolitej następuje skrajne rozpasanie wewnętrznych sił destrukcyjnych – liderzy partii jawnie już i bezwstydnie antypolskich ciągną na swój Marsz Totalnej Podległości stada skutecznie wymóżdżonych przez siebie baranów, niewidzących, że gdy przestaną być potrzebne, same pójdą na rzeź. „Pytania: Czy patriotą może być rozpustnik, złodziej, człowiek kłótliwy, niedotrzymujący obietnic? itp., są pytaniami retorycznymi. Nie, ktoś taki patriotą być nie może...” – stwierdza o. Salij. Jak więc nazwać tych oczajduszów wspieranych stadnym ujadaniem – według wdzięcznego określenia Wojciecha Stanisławskiego – celebrysiów?

Z chęci wysysania Polski

Nazw do wyboru jest sporo: targowiczanie, jurgieltnicy, zdrajcy, folksdojcze, agenci Kremla, słowem: nienawistnicy Polski, z którą nic – poza chęcią jej wysysania – ich nie łączy. Z bólem pisał o tym o. Jacek:
„Jeśli idzie o Polaków – z antypolskich stereotypów zawsze chętnie korzystali różnego rodzaju renegaci, odczuwający zrozumiałą potrzebę usprawiedliwienia się nawet wobec samych siebie. Być może jesteśmy pierwszym pokoleniem Polaków, dla którego znacznej części najbardziej nawet niewybredne stereotypy antypolskie są źródłem wiedzy o samych sobie”.

Doprawdy już nie wiadomo, czy dla ojczyzny ratowania samo wieszanie ich portretów wystarczy. Och, nie wzywam ci ja do żadnej przemocy wobec targowiczan, nie, wzywam państwo polskie do karania tego tałatajstwa zgodnie z obowiązującym prawem za ewidentną zdradę na rzecz wrogich mocarstw! To o nich mówił inny wielki polski artysta, pierwszy premier odrodzonej Rzeczypospolitej Ignacy Jan Paderewski:
„Uczą nas szacunku do obcych, a pogardy dla swoich. Każą nam miłować wszystkich, choćby ludożercę, a nienawidzić ojców i braci, za to, że nie gorzej, lecz inaczej tylko myślą. W odwieczną budowę świątyni narodu, której potężne wrogów ramiona zburzyć nie zdołały, biją dziś już młoty bratnią kierowane ręką: dla nowych gmachów pono naszych tylko gruzów potrzeba...”.

Jeśli nie chcemy się doczekać państwa polskiego w gruzach, te młoty (i sierpy też!) musimy im wytrącić z bynajmniej nie bratniej ręki. Jeśli zaś trzeba, to odrąbać razem z nią!

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Jerzy Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo