Kaczmarek po meczu z Albanią: Cel został osiągnięty

Bogusław Kaczmarek przyznał, że cel nadrzędny, jakim było zwycięstwo polskich piłkarzy nad Albanią w eliminacjach Mistrzostw Świata, został osiągnięty. - W naszej grze wciąż jest jednak sporo mankamentów i wierzę, że Paulo Sousa ma tego świadomość - powiedział doświadczony trener.

N/z Robert Lewandowski. fot. Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

- Wydaje mi się, że to spotkanie nikogo nie wprowadziło w estetyczną ekstazę, jednak cel nadrzędny, czyli zwycięstwo, które w dużym stopniu przybliżyło nas do baraży, został osiągnięty. I chwała za to. Dlatego też najbliższe mecze na wyjeździe z Andorą i z Węgrami w Warszawie trzeba potraktować jako wprowadzenie do kolejnej fazy eliminacji

- stwierdził Kaczmarek.

Popularny "Bobo" nie ukrywa, że biało-czerwoni wykorzystali również kadrowe osłabienie rywali.

- Dla nich mecz z Polską, biorąc pod uwagę jego rangę i szansę, jaka wytworzyłaby się w przypadku wygranej, był narodowym świętem. Tymczasem gospodarze zagrali poważnie osłabieni, bodajże bez pięciu czołowych zawodników. Olbrzymie straty ponieśli w arcytrudnej potyczce z Węgrami, w której wynik ważył się do ostatnich sekund. Rękę złamał Berat Djimsiti, a drugą żółtą kartkę dostał Endri Cekici. Do tego doszły zakażenia koronawirusem. A w końcówce Albańczycy bardziej niż z nami walczyli z własną pomrocznością, bo całkowicie "odcięło im prąd"

- zauważył.

71-letni szkoleniowiec uważa, że w grze Polaków wciąż jest wiele mankamentów i sporo rzeczy do poprawy, a nawet zmiany.

- Mam nadzieję, że trener Sousa i jego sztab mają tego świadomość. W myśl zasady, zwycięzców się nie sądzi, ale trzeba o pewnych sprawach mówić nie po to, aby umniejszyć rangę tej wygranej, tylko w kontekście czekających nas na wiosnę baraży. W tym meczu słabiej funkcjonowała prawa strona z mało mobilnym Jóźwiakiem, a zupełnie nieprzygotowany do gry okazał się Moder. Był apatyczny, "nieświeży", dokonywał niewłaściwych wyborów, źle przyjmował piłkę i miał mnóstwo strat

- analizował.

Według byłego asystenta Leo Beenhakkera w reprezentacji Polki nie był to również wybitny występ Roberta Lewandowskiego. - Nasz kapitan był mało dynamiczny, dokonywał też złych wyborów. Wiele akcji mógł finalizować strzałem, a kończyło się to blokiem bądź odbiorem piłki przez rywala. Wydaje mi się jednak, że jest on ofiarą systemu i naszej organizacji gry, która zabija jego, jako typowego kilera, największe walory. Moim zdaniem nie należy uszczęśliwiać +Lewego+ ustawieniem zbyt daleko od bramki, bo to nie jest jego pozycja -ocenił.

Kaczmarek podkreślił jednocześnie, że biało-czerwoni fatalnie wykonują wszystkie stałe fragmenty. - Za kadencji Jerzego Brzęczka był to spory atut naszej reprezentacji, a teraz nie przynoszą one nam żadnej korzyści. Jeśli w bezstresowym meczu z San Marino, który był dla nas poligonem doświadczalnym, egzekwujemy 15 rzutów rożnych, a zagrożenie stwarzamy tylko raz, po główce Krzysztofa Piątka, to coś tu jest nie tak. Generalnie ten element wykonujemy tak samo, posyłając długą piłkę +na aferę+. Brakuje mi krótkiego, kombinacyjnego rozpoczęcia gry z rzutu rożnego bądź wolnego - powiedział.

Były szkoleniowiec m. in. Lechii Gdańsk, Stomilu Olsztyn, GKS Katowice, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski i Polonii Warszawa dostrzegł natomiast postęp w grze obronnej.

- Glik z Bednarkiem zagrali na dobrym poziomie i stąd też wzięła się anemia Albańczyków, jeśli chodzi o sytuacje bramkowe. Cieszy mnie także, że razem z nimi w tej formacji świetnie spisuje się Paweł Dawidowicz, którego prowadziłem w Lechii. Od dawna mówiłem, że występujący we włoskiej Serie A "Hiena" jest przystosowany do gry trójką defensorów, a poza tym na co dzień rywalizuje z czołowymi napastnikami świata

-podsumował Kaczmarek.

 

Źródło: PAP, Niezalezna.pl

as
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo