"Kos" i "Ochotnik". Trwają prace nad filmami o Tadeuszu Kościuszce i Witoldzie Pileckim

Trwają prace na dwoma filmami dotyczącymi polskiej historii. Pierwszy to jest "Kos" o Tadeuszu Kościuszce, drugi film to "Ochotnik" o Witoldzie Pileckim - poinformował dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Radosław Śmigulski.

pixabay

Śmigulski był pytany o zapowiadane w 2015 r. przez polityków Zjednoczonej Prawicy filmy, które miały przybliżyć zagranicznym widzom polską historię.

Zdaniem Śmigulskiego, w filmach o polskiej historii nie muszą grać aktorzy znani z hollywoodzkich superprodukcji tacy jak Mel Gibson czy Tom Cruise. "Ja bym odszedł od takiej kliszy intelektualnej, że Mel Gibson jest jakimś wybawcą i aktorem, który musi zagrać w takiej produkcji" - zastrzegł.

Dodał, że "polskie kino organizacyjnie jest na zupełnie innym poziomie niż kino amerykańskie. "Polskie kino nie dysponuje środkami, które mogłoby w jakikolwiek sposób zainteresować kino amerykańskie w najbliższych latach" - ocenił.

Poinformował, że obecnie trwają prace na dwoma filmami dotyczącymi polskiej historii. "Pierwszy to jest Kos o Kościuszce oraz film Ochotnik o Witoldzie Pileckim" - mówił.

Śmigulski zaznaczył, że są to produkcje wysokobudżetowe. "Jedna (produkcja - przyp. red.) jest stricte amerykańska, druga jest koprodukcją polsko-amerykańską" - podkreślił.

Pytany o kondycję polskiego kina po pandemii, Śmigulski zaznaczył, że "poziom filmów niezwykle wzrósł w ostatnich latach". "Jesteśmy obecni na najważniejszych festiwalach na świecie" - stwierdził.

Dodał, że do Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zgłoszone zostało w tym roku 46 filmów, podczas gdy w poprzednich latach było ich ok. 50. "Koronawirus oczywiście utrudnił funkcjonowanie branży, natomiast tych filmów powstało podobna liczba jak w latach poprzednich" - ocenił.

Śmigulski zapewnił, że kina przetrwały pandemię. "Kina studyjne skorzystały z pomocy PISF. I to była pomoc naprawdę znaczna, więc myślę, że udało się" - zaznaczył.

Wyraził nadzieję, że ludzie wrócą do kin. Jednocześnie zastrzegł, że problemem branży jest nie tylko koronawirus. "Czy (ludzie - przyp. red.) wrócą, bo nastąpiła rewolucja technologiczna i w tej chwili w ogóle gdzie indziej jest oferta filmowa, i czy wrócą, bo się przestaną bać? Zresztą kino nie jest miejscem, w którym dochodzi do jakichś masowych zakażeń koronawirusem, więc zachęcam, żeby się do tych kin wybierać" - mówił.

 

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo