Portret trumienny renegata

Co nam zostało z I Rzeczypospolitej, dumnego niegdyś mocarstwa? Przede wszystkim pamięć, zarówno o minionej chwale, jak o przyczynach utraty i chwały, i niepodległości. Niedawno natrafiłem w sieci na jęk zdumionego swym odkryciem internauty: „Nigdy nie mogłem zrozumieć, jak oni w tym XVIII w. to prze...ali, a teraz widzę te mordy w tefauenach i już wiem!”.

Polska szlachecka słynęła nie tylko zwycięstwami skrzydlatej husarii nad wielokrotnie silniejszym wrogiem, zadziwiającymi dla przybyszy z absolutystycznego Zachodu wolnościami osobistymi obywateli, ale i pewnym osobliwym rodzajem sztuki malarskiej: szlacheckim portretem trumiennym. Te obrazy mają formę sześcio lub ośmiokątną, czyli kształt przekroju trumny, na której je umieszczano. Co ciekawe, najczęściej malowano je z natury na zlecenie przyszłego szacownego nieboszczyka.

Gdy się patrzy na tę galerię pięknych, szpetnych, dumnych i głupkowatych lic, widzimy i tych, co chwałę swego państwa utrwalali, i owe zdradzieckie mordy, które za jurgielt wrogów na nią sprowadzały, tak jak wspomniane „mordy z TVN”. Ryże, łyse, ulizane, ale zawsze jednako wykrzywione nienawiścią do „tenkraju”, który ich żywi i daje prawo działalności publicznej. Przedstawię tu ustami mądrzejszych od siebie kilka konterfektów owych renegatów, bez nazwisk, bo jeśli dzisiejsza Rzeczpospolita przetrwa ich krecie zabiegi, to ich nazwiska nie warte pewnie będą nawet linijki w podręcznikach historii...

Wielki poeta francuski Paul Valéry tworzy pierwszy z galerii portretów trumiennych naszej ery; dedykuję go politykowi o wilczych oczach i twarzy zrytej nienawiścią do nie-ojczyzny:

„Najdzikszą rzeczą na świecie jest umysł sprytny. Podobny do muchy, siada na wszystkim. Ani skrucha, ani wyrzuty sumienia nie są mu znane; a jeśli zajmuje się nimi, to tylko przez ciekawość”.

Wieszcz Adam jednym pociągnięciem maluje całą galerię uwiedzionych przez „sprytnego” pożytecznych idiotów: 

„Mówisz: niech sobie ludzie nie kochają Boga,
Byle im była cnota i ojczyzna droga.
Głupiec mówi: niech sobie źródło wyschnie w górach.
Byleby mi płynęła woda w miejskich murach”. 

A tu wedle łacińskiej sentencji wizerunki jego akolitów z wytrzeszczonymi oczami:

„Jeden głupiec więcej potrafi zaprzeczyć, niż stu filozofów udowodnić!”

Ojciec literackiej polszczyzny Mikołaj Rey tworzy zbiorowy wizerunek kasty sprzedajnych sędziów:

„Nie ten jest mądry, kto wiele spraw umie,
Lecz kto złe od dobrego rozpoznać rozumie”. 

A wszystkie te portrety trumienne różnią się od naszych mniej lub bardziej szlachetnych przodków jedną wspólną cechą – wyobrażony na nich renegat zawsze jest goły. 
 

 

Źródło:

Jerzy ­Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo