Miękkie podbrzusze Polski

W ostatnich latach bardzo wyraźnie widać, że wraz z wolnością do Polski powróciły problemy, które niszczyły nasz kraj przed rozbiorami. Jeśli mamy więc nauczyć się czegoś dzisiaj z historii, to trzeba się jej jeszcze raz przyjrzeć.

Zmieniający się szybko świat wokół Polski i zanarchizowana, gotowa zniszczyć nasz kraj dla swoich doraźnych interesów opozycja sprawiają, że przypomina się czas I Rzeczypospolitej, tuż przed targowicą i rozbiorami. Jednak wbrew pozorom jesteśmy dzisiaj w lepszej sytuacji niż 250 lat temu. Wtedy to my byliśmy na etapie schyłkowym naszej mocarstwowości, a nasi wrogowie – Prusy i Rosja – dopiero na początku swojej mocarstwowej kariery. Dziś jest inaczej. My jesteśmy młodym, dynamicznym państwem, a Niemcy i Rosja są na etapie schyłkowym. Co więcej, my dzisiaj znamy historię. Wiemy, co nie zadziałało w Rzeczypospolitej szlacheckiej, i możemy na tych błędach się uczyć. Warto więc jeszcze raz wrócić do historii, na nowo ją zinterpretować w odniesieniu do czasów nam współczesnych, aby nie popełniać tych samych błędów. Wbrew pozorom bowiem nieświadomie wchodzimy na podobne tory co nasi przodkowie.

Błędy I Rzeczypospolitej

Jeśli ktoś spyta, dlaczego I RP najpierw osłabła, a potem upadła, nasuną się zawsze te same odpowiedzi. Narastająca anarchia w państwie, konflikt z Kozakami, wojny z sąsiadami. To wszystko prawda. Ale warto czasem mocniej wgłębić się we wszystkie problemy. Chociażby kwestia wojen. Część konfliktów była nieunikniona, przepychanki geopolityczne są normalną częścią historii. Taki był też konflikt z Rosją, która postawiła sobie za cel „zebranie ziem ruskich”, a więc i naszych wschodnich kresów. Co więcej, ekspansja terytorialna była wpisana w geny państwa rosyjskiego, a więc konfliktu i tak nie dało się uniknąć. Co innego Turcy, Szwedzi i Kozacy. Wojen z tymi narodami można było uniknąć lub utrzymać je w skali konfliktów peryferyjnych. Tak się jednak nie stało. Jak wiemy, do starć z tymi dwiema potęgami parli królowie z dynastii Wazów motywowani względami religijnymi. I tu zaczyna się właśnie cała historia.
Nie jest tak, że to Wazowie są winni naszego upadku. Oni byli tylko symptomem problemu. Królów wybierała przecież szlachta. I to właśnie tu zaczął się problem. Szlachta bardzo mocno wzbogaciła się na handlu zbożem z Europą Za-chodnią. A w zasadzie nie tyle cała szlachta, co magnateria. I to od magnaterii zaczął się upadek Rzeczypospolitej – wzrost jej znaczenia spowodował osłabienie miast i średniej szlachty, czyli pierwotnej klasy średniej, która w innych krajach była motorem postępu. Dodatkowo to magnateria była podporą polityki kontrreformacyjnej, która nie tylko popchnęła nas do konfliktów ze Szwecją, z Rosją i Turcją, ale i poróżniła z prawosławnymi mieszkańcami naszego pań-stwa. To właśnie wyodrębnienie się skrajnie bogatej warstwy społecznej magnaterii na bazie niekorzystnego dla nas handlu z zagranicą sprawiło, że nasze państwo zaczęło się psuć.

Błędy III RP

Zjawisko gnicia państwa będącego skutkiem zbytniego wzbogacenia się jednej grupy społecznej na niezrównoważonym handlu z zagranicą jest stare i powszechne na świecie. To właśnie takie zjawisko prowadzi do biedy, zacofania, korupcji i autorytaryzmu w tzw. republikach bananowych. Jeśli jakiś kraj zacznie stawiać na handel jednym, dwoma towarami, tak jak w przypadku bananów, to szybko pojawi się grupa społeczna, która zdominuje produkcję i handel tymi produktami i wzbogaci się, tak że będzie politycznie mocniejsza od całej reszty społeczeństwa. Grupa ta będzie więc robiła wszystko, aby nic nie zmieniło się w państwie, a więc nie było rozwoju gospodarczego i wolności. Tak właśnie stało się w I RP, gdzie magnateria wzbogaciła się nadmiernie na handlu zbożem z zagranicą. I niestety, podobne zjawisko obserwujemy dzisiaj w Polsce. Po 1989 r. wyodrębniła się w naszym kraju „elita” bogacąca się na nierównych kontak-tach Polski z Zachodem.
Najlepiej problem z polską „elitą” widać przy okazji wszelkich prób wyższego jej opodatkowania, jak w wypadku Polskiego Ładu. Większe podatki dla najbogatszych są potrzebne, aby lepiej dofinansować służbę zdrowia i edukację. „Eli-ty” jednak zapierają się rękami i nogami przed jakimkolwiek wyższym opodatkowaniem bogatszych czy korporacji (np. medialnych), krzycząc o wolności, tak jak robiła to magnateria w I RP. I tak jak magnateria udawała, że występuje w imieniu całej szlachty, tak dzisiaj „elity” udają, że występują w imieniu klasy średniej. W dodatku magnateria, jak tylko mogła, wykopywała rów między szlachtą a mieszczaństwem i chłopstwem, aby przywiązać tych pierwszych do siebie. Tak dzisiaj „elity” kopią rów między klasą średnia a klasami niższymi, np. atakując program 500+, aby przywiązać klasę średnią do siebie. I jak magnateria była ośrodkiem anarchizacji i przyszłej targowicy, tak dziś „elity” prowadzą działa-nia niszczące kraj i prowadzące do utraty suwerenności.

Ci, którzy pokonali elity

Jest naród, któremu udało się podjąć skuteczną walkę przeciwko zbyt bogatym i oderwanym od narodu elitom. Ten naród to Amerykanie. Ich rewolucja kosztowała co prawda setki tysięcy istnień ludzkich, ale ofiara wynikała z oporu „elit”, a nie z samej rewolucji. A sama rewolucja dała Amerykanom w krótkim czasie tak mocny impuls rozwojowy, że stali się oni wkrótce najbogatszym narodem świata. Ta rewolucja jest znana dzisiaj pod nazwą wojny secesyjnej. To właśnie ona bardziej niż nawet wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych (którą sami Amerykanie nazywają rewolucją) dała podwaliny amerykańskiej potędze. Bo trzeba wiedzieć, że jeszcze przed wojną secesyjną Ameryka bardziej przypominała Rzeczpospolitą szlachecką niż dzisiejsze mocarstwo. Jej głównym towarem eksportowym była bawełna produkowana na plantacjach przy pomocy pracy niewolniczej. Wyroby przemysłowe Amerykanie importowali wtedy z Europy, przede wszystkim z Wielkiej Brytanii.
Trzeba pamiętać, że główną przyczyną wojny secesyjnej była nie kwestia niewolnictwa, ale kwestia ceł. Amerykańscy przemysłowcy chcieli wprowadzić cła na zagraniczną produkcję przemysłową, aby zmniejszyć nacisk zagranicznej konkurencji na produkcję amerykańską. Sprzeciwiali się temu wściekle właściciele plantacji bawełny, którzy obawiali się, że w odwecie kraje europejskie wprowadzą cło na produkowaną przez nich bawełnę i oni sami na tym stracą. A trzeba wiedzieć, że przez dużą część XIX w. plantatorzy mieli olbrzymią władzę polityczną w USA, mogli więc blokować zmiany. Wreszcie nadszedł jednak przełom i w momencie dosyć nieoczekiwanego splotu okoliczności przeciwnikom plantatorów udało się zdobyć władzę, kiedy prezydentem został Abraham Lincoln. Plantatorzy niczym polscy magnaci byli jednak tak przywiązani do swojej władzy i wpływów, że byli gotowi doprowadzić do upadku państwa, byleby je zachować. Oczywiście, też cynicznie szermowali hasłami wolności. Na szczęście zostali pokonani, choć kosztowało to życie wielu ludzi. Po ich pokonaniu Ameryka miała już otwartą drogę do bogactwa.

Polski Lincoln

Patrząc na własną historię, możemy dowiedzieć się, co mamy dzisiaj zrobić. Ale patrząc na historię Ameryki, możemy nauczyć się, jak to zrobić. Przeciwnicy plantatorów zrobili dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, wzmacniali przemysłow-ców, którzy byli klasą społeczną, w której interesie był rozwój. Po drugie, odwołali się do kwestii moralnych, czyli do haseł zniesienia niewolnictwa. Dzisiaj w Polsce przeciwnicy „elity” muszą zrobić to samo. Czyli po pierwsze, odwołać się do właścicieli i pracowników polskich firm zagrożonych już nie tyle konkurencją zachodnią, co po prostu polityką UE. Po drugie, należy przede wszystkim odnosić się do kwestii moralnych, jak obrona przed terrorem lewackiej ideologii nanoszonej z Zachodu przez polskie „elity”. Wtedy, korzystając z każdej, nadarzającej się okazji, możemy zrobić w Polsce rewolucję godną Abrahama Lincolna.
 

 

Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Bartosz  Bartczak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo