Romaszewska-Guzy o działaniach Fundacji Ocalenie: Jeżeli chcą ocalić tych ludzi, to powinni ich ostrzec

- Stanowcze powiedzenie jak jest i jaka jest polityka w tej sprawie, jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż – przepraszam za sformułowanie – „nawijanie makaronu na uszy” tym ludziom; mówienie im: „będziemy was wspierać”, „spróbujcie, a my i tak was uratujemy” itd. Potem się okazuje, że ludzie ci kończą swoje życie z zimna w jakimś lesie - powiedziała w rozmowie z Niezalezna.pl dyrektor Biełsat TV Agnieszka Romaszewska-Guzy, komentując działania Fundacji Ocalenie, która wspiera migrantów na polsko-białoruskiej granicy. - Jeżeli ta fundacja chce ocalić tych ludzi, to powinna to właśnie robić – dodała dziennikarka.

Agnieszka Romaszewska-Guzy
facebook. com/Agnieszka Romaszewska

W niedzielę Straż Graniczna poinformowała, że w rejonie przygranicznym z Białorusią znaleziono zwłoki osób, które próbowały nielegalnie przekroczyć granicę. Po stronie polskiej ujawniono zwłoki trzech osób, natomiast z informacji, które przekazali Białorusini, wynikało, że po drugiej stronie granicy znaleziono jedną martwą osobę.

W sprawie głos zabrała organizacja pozarządowa, która otwarcie i bezwarunkowo wspiera migrację - Fundacja Ocalenie. We wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych, fundacja powtórzyła doniesienia białoruskich mediów, jakoby polska Straż Graniczna „przeciągała zwłoki z Polski na Białoruś”.

Komentując wpis Fundacji Ocalenie, dyrektor Biełsat TV Agnieszka Romaszewska-Guzy oceniła, że powielanie propagandowych komunikatów białoruskiego reżimu „jest poniżej wszelkiej krytyki”.

Zasugerowała też podjęcie przez Fundację działań zmierzających do „uświadomienia oszukiwanym kandydatom na migrantów” o czekających ich zagrożeniach, ponieważ - jak dodała - „przy obecnej pogodzie może ich czekać śmierć z wychłodzenia na bagnach i w lasach”.

W rozmowie z Niezalezna.pl Agnieszka Romaszewska -Guzy przyznała, że jest to sprawa, która wymaga „bardzo elastycznego działania”. – I dlatego pomyślałam o organizacji pozarządowej – wyjaśniała.

- Mamy obecnie sytuację taką, że ludzie z różnych krajów usiłują przez Polskę dostać się do Unii Europejskiej (oszukuje ich ten białoruski bandyta), po czym grzęzną w temperaturze 6 stopni gdzieś w lasach pod Suwałkami, albo gdzieś na granicy w innych punktach. Ci ludzie najczęściej nie zdają sobie sprawy, że mogą umrzeć z wychłodzenia, bo większość z nich pochodzi z krajów, gdzie jest znacznie cieplej

- wskazała dyrektor Biełsat TV.

Jak tłumaczyła, należy w związku z tym „dotrzeć do nich jakoś” i próbować „przebić ten balon miraży, że tu jest dla nich takie wspaniałe miejsce”. Zdaniem dziennikarki, ludzie ci często żywią nadzieję, że jak dotrą na polsko-białoruską granicę (granicę UE), „to będzie cudownie i zaraz znajdą się w Berlinie”. – Trzeba powiedzieć im, że tak nie będzie a może ich czekać śmierć np. z wychłodzenia. Chodzi o to, żeby ktoś tę wiedzę im przekazał – wyjaśniała.

- Ponieważ to działanie jest dosyć skomplikowane i wymagające elastyczności, lepiej, żeby przeprowadzała je organizacja pozarządowa, niż państwo – dodała.

Diagnozując problem, Agnieszka Romaszewska-Guzy wskazała, że należy sprawdzić „skąd ci emigranci przede wszystkim się wydostają”. – Wiadomo, że z Iraku, ale mamy tam prawdopodobnie ludzi z Somalii, z Konga. W każdym z tych krajów trzeba by przede wszystkim zrobić przegląd; być może trzeba poprosić nasz urząd ds. uchodźców, naszą Straż Graniczną, żeby ustaliła z jakich krajów są ci ludzie - przekonywała. 

- Następnie możemy się zastanowić, jak dotrzeć do tych ludzi poprzez sieci społecznościowe, być może niekiedy poprzez media. W mojej opinii, jeżeli ta Fundacja Ocalenie chce ocalić tych ludzi, to powinna to właśnie robić

- tłumaczyła.

Kryzys na polsko-białoruskiej granicy porównała do migracji przez Może Śródziemne, gdzie działania organizacji ratujących uchodźców „znacząco potaniły pracę szmuglerów”. - W takiej łodzi, którą podróżują migranci najdroższy jest silnik, więc ci pośrednicy wywozili ludzi na otwarte morze a następnie podpływała motorówka, wymontowywano silnik z tej łodzi i zostawiano ich, z nadzieją, że jacyś dzielni „wspieracze” uchodźców ich wyłowią. W ten sposób przemyt ludzi stawał się tańszy – wskazała dziennikarka.

- Dokładnie to samo robią w tej chwili ci wszyscy, którzy popierają to, żeby przyjmować, wydobywać zza tej granicy ludzi, których Łukaszenka próbuje tam dostarczać. Wszyscy, którzy to robią, działają dokładnie tak samo jak ci ratownicy na Morzu Śródziemnym, którzy w efekcie ułatwili pracę przemytnikom, ułatwili przemyt ludzi

- oceniła nasza rozmówczyni.

Odpowiadając na pytanie, czy takie „miękkie działania”, jak informowanie potencjalnych migrantów o czekających na nich zagrożeniach przyniosą pożądany skutek, przyznała, że „być może uda się dzięki temu uratować kilka żyć”. - Prawda jest taka, że w momencie kiedy Włochy przestały przyjmować do swoich portów te łodzie ratownicze, to nacisk (migracyjny) na Włochy znacząco się zmniejszył – podkreśliła.

- W tym sensie, stanowcze powiedzenie jak jest i jaka jest polityka w tej sprawie, jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż – przepraszam za sformułowanie – „nawijanie makaronu na uszy” tym ludziom; mówienie im: „będziemy was wspierać”, „spróbujcie, a my i tak was uratujemy” itd. Potem się okazuje, że ludzie ci kończą swoje życie z zimna w jakimś lesie

- tłumaczyła, dodając, że w jej opinii działalność taka „jest głęboko szkodliwa”.

Prognozując rozwój sytuacji, w tym działania białoruskiego reżimu (który właśnie otworzył nowe kierunki migracyjne, wprowadzając ruch bezwizowy m.in. z Pakistanem, Jordanią i krajami Afryki), Agnieszka Romaszewska-Guzy przyznała, że nie można wykluczyć sytuacji, w której na polsko-białoruskiej granicy znajdą się tysiące migrantów, choć dodała, „dla Łukaszenki jest to ryzykowne”. – Ryzyko polega na tym, że jeżeli nie uda mu się przepchnąć ich przez granicę, to oni tam zostaną i to może być kłopot – mówiła.

- Ten ruch Łukaszenki polegający na zniesieniu wiz, a także na otwarciu dla ruchu międzynarodowego lotnisk w miastach obwodowych (Grodnie, Brześciu, Witebsku, Homlu i Mohylewie) to jest ewidentne straszenie. Zdają się nam mówić: „nie odpuszczamy, będziemy wam dalej wysyłać tych migrantów; widzimy, że jesteście podatni, bo histeria jest ogromna”

- oceniła. 

Zdaniem dziennikarki, ten sposób nacisku (na Polskę i UE) może być kontynuowany, zwłaszcza, że Putin nie ma nic przeciwko temu. – To jest wysoce prawdopodobne – podkreśliła.

Romaszewska-Guzy zaznaczyła jednocześnie, że problem emigracji jest problemem globalnym, efektem „fundamentalnej nierównowagi zamożności i dobrobytu na tym świecie”. – To przypomina zjawisko naczyń połączonych. Pytanie - czy tak się stanie, czy nie? Jeżeli Europa zostanie „zalana” przez tych, którzy domagają się lepszego życia, to jeśli przyjedzie tu miliard ludzi, to tego lepszego życia już nie będzie – zastanawiała się, podkreślając, że „na poziomie polityki globalnej” należy rozważyć jak tym ludziom pomóc.

- My na pewno nie przyjmiemy wszystkich chętnych z wszystkich krajów, z których chcieliby tu przyjechać (i taka jest polityka całej UE, nie tylko Polski). Zdajmy sobie sprawę, że w Europie mieszka czterysta kilkadziesiąt milionów ludzi, a chętnych do przyjazdu, takich, którzy są w stanie przyjechać jest miliard. Trzeba się więc zastanawiać nad tym, jak urządzić ten współczesny świat – to jest temat do przemyśleń

- podsumowała dyrektor Biełsat TV.

 

Źródło: niezalezna.pl

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo