Tuskowi kończy się czas

Tuskowe „veni, vidi, vici” staje się coraz bardziej nieaktualne. A scenariusz zakładający wybory parlamentarne w terminie konstytucyjnym to dla niego bardzo niekomfortowa opcja. Przez dwa lata Tusk będzie bowiem skazany na bycie nikim.

Donald Tusk miał odbić polską politykę. I choć opowieści o powrocie na białym koniu stały się tematem przeróżnych żartów, to wydaje się, iż w głowie samego nowego-starego przewodniczącego Platformy ten obraz traktowany był bardzo poważnie. Tusk najwyraźniej mocno zżył się z rolą zbawcy czy wyzwoliciela i przez to trudno mu odnaleźć się w nowych okolicznościach. Bo bez wątpienia ma z tym problem. Raz jest, raz go nie ma, znika na wiele dni, by nagle objawić się oświadczeniem opublikowanym w internecie.

Zupełnie tak, jakby wzorował się na Hołowni. Tylko o ile dawny prezenter TVN24 może sobie pozwolić na taką formę aktywności publicznej, bo nie pełnił dotąd żadnej funkcji państwowej i znaczna część fanów całkowicie zadowoli się jego opowieściami w social mediach, nie oczekując uczestnictwa w poważnej polityce, o tyle lider PO bez mocy sprawczej będzie tracił w oczach swoich wyborców. Będzie wywoływał rozczarowanie. Widać gołym okiem, iż były premier słabo radzi sobie w sytuacji jako takiego pluralizmu w mediach. Błyszczał, sypał żartami, gdy miał zapewniony propagandowy front wsparcia gotowy bronić i chronić w każdej sytuacji. Dziś, rzecz jasna, i tak może liczyć na potężne media, ale są znaczące wyłomy w tym murze ochronnym. Tuskowe „veni, vidi, vici” staje się coraz bardziej nieaktualne. A scenariusz zakładający wybory parlamentarne w terminie konstytucyjnym to dla niego bardzo niekomfortowa opcja. Przez dwa lata Tusk będzie bowiem skazany na bycie nikim. Nie będzie reprezentował swojej partii w parlamencie, faktycznie znajdzie się poza głównym strumieniem politycznej walki. Oświadczenia, konferencje prasowe nie dadzą mu tego, co mównica sejmowa podczas najgorętszych starć z Prawem i Sprawiedliwością. A w interesie większości rządzącej jest konsekwentna marginalizacja przewodniczącego PO, choćby poprzez uniemożliwianie mu reprezentowania swojej partii w jakimkolwiek istotnym wydarzeniu. W sprawie ochrony wschodniej granicy, walki z nielegalnymi imigrantami nasyłanymi przez reżim Łukaszenki lider Platformy nie miał kompletnie nic do powiedzenia. Wypadł poza margines politycznego sporu. Im częściej będzie tam spychany, tym trudniej będzie mu zdobywać głosy na hasło, z którym wrócił do Polskiej polityki: „Wiem, jak odsunąć ich od władzy”. 

 

Źródło:

Katarzyna Gójska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo