Wyborczy katarek w Niemczech i jego skutki

W ten weekend „wybory” w Rosji, a w następny wybory w Niemczech. Zostałem poproszony przez niemiecką telewizję o komentarz w sprawie wyborów do Dumy z racji tego, że jestem w Brukseli przewodniczącym Delegacji Unia-Rosja. Już w piątek wiem, kto wygra wybory do Dumy, ale pewnie do ostatniej chwili nie będę wiedział, kto tydzień później wygra wybory do Bundestagu.

O procentach poparcia dla partii w Rosji pisać nie ma sensu, natomiast w Niemczech sens jest. SPD wyprzedza CDU-CSU o 4 proc. (25 proc. do 21), ale w ostatnich dniach poparcie dla „Czarnych” wzrosło o 2 proc., co nie zmienia faktu, że „Czerwoni” trzymają się mocno, co jest sporą niespodzianką. Jeszcze parę miesięcy temu rozważano taką oto możliwość, że po raz pierwszy w historii NRF-RFN kanclerzem byłby przedstawiciel, a raczej przedstawicielka Partii „Zielonych” (ale nie socjaldemokratów!). Dziś to „political fiction”, bo tracą oni aż 8 proc. do SPD i połowę tego do formacji Angeli Merkel.

Oczywiście to, co dzieje się na scenie politycznej nad Renem, jest wewnętrzną sprawą obywateli Republiki Federalnej, ale z drugiej strony trudno się dziwić, że cała Europa (i nie tylko) patrzy na wynik tej elekcji. Największy i najbogatszy kraj członkowski UE, w dużej mierze zawiadujący „projektem europejskim” jest „playmakerem” na skalę kontynentalną, ale nie tylko, skoro od lat bierze udział np. w negocjacjach dotyczących Iranu. Dodajmy do tego, że nowa administracja USA wyraźnie stawia na Berlin, a Joseph Robinette Biden jest najbardziej proniemieckim prezydentem od dwóch dekad, od czasów George’a Walkera Busha.

Jak widać, wybory nad Sprewą są ważne nie tylko dla samych Niemców, ale w kontekście polityki międzynarodowej. Co więcej: w kontekście polityki partyjnej na szczeblu europejskim. Rządząca Niemcami od 16 (sic!) lat CDU-CSU jest motorem napędowym Europejskiej Partii Ludowej, dostarczając tradycyjnie największą delegację narodową do frakcji/grupy politycznej EPL (European People’s Party). Porażka w wyborach do Bundestagu osłabi niemieckie przywództwo w EPL, której szefem od lat jest polityk CSU, Bawarczyk, Martin Weber. Skądinąd, według ustaleń zawartych między dwoma największymi grupami politycznymi w PE, czyli EPL i SPD, to on właśnie miał zostać nowym – od stycznia 2022 – szefem Parlamentu Europejskiego.

Tymczasem socjalista, kierujący od lipca 2017 roku PE, Włoch David Maria Sassoli ma teraz kwestionować układ swojej formacji z EPL sprzed dwóch lat i sam chce wystartować ponownie na szefa europarlamentu. W ten sposób zapewne pozbawi takiej możliwości niemieckiego chadeka Webera.

Jak widać, jeżeli ktoś w Berlinie ma katar, to w Strasburgu mogą mieć zaraz po tym zapalenie płuc…

 

Źródło:

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo