Byliśmy w Białym Miasteczku. Jeden z liderów protestu atakuje rząd... i obraża przedstawicielkę "Solidarności"

Podczas kolejnych rozmów związków ze stroną rządową nie pojawił się żaden z przedstawicieli "Białego Miasteczka 2.0". Negocjacje posuwają się naprzód, jednak Porozumienie Rezydentów... nie chce w nich uczestniczyć. Udało się nam porozmawiać z jedną z twarzy protestu - Wojciechem Szarańcem. Słowa lekarza rezydenta zestawiliśmy z opinią Marii Ochman - przewodniczącej z NSZZ "Solidarność" - którą Szaraniec w rozmowie z nami nazwał... rządową "przystawką".

fot. Aleksander Mimier/ niezalezna.pl

"Białe Miasteczko 2.0" powstało 11 września po sobotniej manifestacji pracowników ochrony zdrowia. W pobliżu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich w Warszawie rozstawiono namioty i stoiska, w których stale przebywają protestujący medycy.

Niezalezna.pl udała się na miejscu, gdzie spotkała jednego z organizatorów Miasteczka - Wojciecha Szarańca.

„Nie wierzymy w zapewnienia pana ministra. Prosimy o dialog z panem premierem Mateuszem Morawieckim”.

(fot. Aleksander Mimier/ niezalezna.pl)

Rezydent zapewnił, że „jeśli nic się nie zmieni, protest rozleje się na cały kraj”. Poproszony o doprecyzowanie „rozlania”, zapowiedział: „wkrótce nastąpi wypowiadanie umów, zawiązywanie sporów zbiorowych. To już się dzieje”. 

- Chcemy zmian w publicznej ochronie zdrowia już teraz. Nie ugniemy się przed niczym - dodał Szaraniec.

Dopytywany o to, na jakiej podstawie medycy odstąpili od swoich czynności na czas protestu, odparł:

„jesteśmy w większości na urlopach płatnych wypoczynkowych. Gdy się skończą, bierzemy urlopy bezpłatne. Ja już jestem na takim urlopie. Nic nam tutaj do szczęścia więcej nie potrzeba. Mamy jedzenie od warszawiaków, mamy picie. Dostajemy namioty, śpiwory. Mamy gdzie się umyć - także mieszkańcy Warszawy udostępniają nam swoje mieszkania”.

(fot. Aleksander Mimier/ niezalezna.pl)

W rozmowie przywołaliśmy słowa Marii Ochman, przewodniczącej Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność", które padły w poniedziałek na antenie Telewizji Republika.

- Pierwsze „białe miasteczko” pojawiło się w 2007 roku, kiedy również rządził PiS, i kiedy również nastąpił wzrost płacy dla pracowników w ochronie zdrowia. Trudno uniknąć tutaj skojarzeń - przyznała, sugerując polityczne podłoże trwającego protestu.

Co na to Szaraniec? - W 2007 roku nie byłem jeszcze lekarzem, jesteśmy nowym pokoleniem rezydentów. Nie chodzi o władzę, protest jest apolityczny. Mówimy jak jest teraz, nie będę wypowiadał się, jak było kiedyś - usłyszeliśmy.

Ochman reprezentuje organizację, która siedzi obecnie przy stole jako strona wypracowująca rozwiązania dla ochrony zdrowia. M.in. za to atakowana jest przez biorących obecnie udział w strajku. Szaraniec wprost zaatakował Ochman, mówiąc nam:

„to przystawka pana ministra, która zostanie przez niego połknięta. Nie będzie nawet wiedziała kiedy”.

(fot. Aleksander Mimier/ niezalezna.pl)

Ochman: To młodzi ludzie - rozumiem, że chcą szybko i dużo

O komentarz do słów przewodniczącego Porozumienia Rezydentów poprosiliśmy samą Ochman.

- Nie znam pana Szarańca, to chyba jego medialny debiut. Nie będę komentowała tych słów - ucięła.

Pytana, czy do negocjacji faktycznie powinien dołączyć premier Mateusz Morawiecki, odpowiedziała:

„zawsze warto rozmawiać, w każdym składzie. Protestujący to młodzi ludzie - rozumiem, że chcą szybko i dużo, młodość ma to do siebie. Z drugiej strony jednak muszą się uczyć - nie zgniłych kompromisów - ale rozmów, które przynoszą dobre kompromisy”.

Przyznała, że Szarańca na rozmowach nigdy nie widziała. - Był za to inny przedstawiciel Porozumienia Rezydentów, który zachowywał się obcesowo. Niemniej Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy przedstawił pewne propozycje - te nadal leżą na stole. Mam nadzieję, że pan minister przedstawi ścieżkę dojścia do takiego poziomu, który będzie dalej kroczący. My też nie wyobrażamy sobie sytuacji, że nie będzie wzrostu w następnych latach, skoro są większe środki na zdrowie. Trzeba jednak znaleźć balans - słyszymy dalej.

„Trudno o lekarza za 200 złotych na godzinę”

Ochman wyraziła sprzeciw wobec scenariusza, w którym płace pracowników rosną kosztem pacjentów. - Dziś mamy takie szpitale, gdzie 90 proc. środków przeznaczanych jest na wynagrodzenia. To nie są pensje salowych ani pielęgniarek. Jeżeli tylko 10 proc. zostaje na świadczenia to widać, do jakich dysproporcji doszliśmy. Szpitale powiatowe wręcz biją się o lekarzy, stosując stawki kompletnie z kosmosu. Nie jest tajemnicą poliszynela, że trudno takiego znaleźć za 200 złotych za godzinę - przekazała.

Zapytaliśmy też o dodatki covidowe. Szaraniec mówił w poniedziałek w Radiu Zet, że „dalej walczy o swój dodatek” i doprecyzował, że ten należy mu się za pracę w nocnej opiece świątecznej w szpitalu w Katowicach. - Zaledwie 10-15 proc. lekarzy otrzymało takie dodatki covidowe - przekonywał.

Innego zdania jest Ochman. - Dodatki covidowe? Cóż, do dobrego szybko można się przyzwyczaić… Co do wypłacalności tych dodatków, dane NFZ jasno wskazują, że w przeważającej większości pracownicy je otrzymali. Nie sądzę, że pan doktor Szaraniec dodatku covidowego się nie doczekał. Jeśli tylko pracował z pacjentami z Covid-19, myślę, że dodatek otrzymał - powiedziała w kontrze.

Wracając do negocjacji przyznała, że „minister Niedzielski jest osobą, którą trudno przekonać, ale jest jednocześnie otwarty na dialog”.

- Doświadczyłam tego na własnej skórze, gdy wypracowywaliśmy dodatki covidowe dla pracowników wykonujących czynności pielęgnacyjno-opiekuńcze czy techniczne. Długo do tego przekonywaliśmy, ale ostatecznie się udało, a pracownicy dodatki otrzymali. Jestem dobrej myśli. Jeśli argumenty będą rzeczowe i policzalne, dalszy wzrost wynagrodzeń nastąpi - podsumowała.

 

Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo