Przemysław Sadowski ma dość mało ambitnych projektów "na raz". "Warto robić dobre polskie kino"

Przemysław Sadowski uważa, że twórcy filmowi absolutnie nie powinni iść na łatwiznę i robić takich produkcji, które co prawda szybko zdobędą popularność i na siebie zarobią, ale nie niosą ze sobą żadnej treści i żadnego przesłania. Mało ambitne projekty są bowiem dobre tylko na chwilę i do obejrzenia na raz. Później wszyscy szybko o nich zapominają. Zdaniem aktora, wbrew trendom i na przekór pozorantom, warto robić dobre polskie kino i pozwolić aktorom na zaprezentowanie całej palety swoich umiejętności.

youtube.com/printscreen

W najnowszym filmie Tomasza Mandesa Przemysław Sadowski wciela się w rolę Borysa Polaka, uznanego aktora, który nie potrafił poradzić sobie ze sławą i częściej mówi się dziś o nim w kontekście wybryków celebryckich niż dobrych ról. On sam podkreśla natomiast, że nie znosi paparazzi i reprezentowanej przez nich kultury taniej sensacji. Przekonuje, że „The End” w pewnym sensie odzwierciedla to, co dzieje się w polskim show-biznesie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że przede wszystkim jest to wizja artystyczna twórców produkcji.

– W założeniu czerpaliśmy pomysły z tego, co każdy z nas w show-biznesie przez ileś lat już przeżył, ale muszę się zastrzec, że to nie jest film dokumentalny. Rzeczywiście próbujemy zedrzeć pewne maski, które nam wszystkim towarzyszą, ale film jest dziełem sztuki, a sztuka jest przetwarzaniem rzeczywistości, więc nie do końca jest to takie zwierciadło, a jeżeli już zwierciadło, to krzywe 

– mówi agencji Newseria Lifestyle Przemysław Sadowski.

Aktora rzadko można zobaczyć na czerwonym dywanie, a jeżeli już się pojawia, to zazwyczaj ma to związek z promocją projektu, w którym uczestniczy. Pozostałe eventy raczej go nie interesują, nie chce się bowiem podpisywać pod bublami, które nie mają w sobie żadnej wartości. A takich jego zdaniem w polskiej branży filmowej i rozrywkowej nie brakuje.

– Problemem jest to, że często opakowanie ważniejsze jest od zawartości, czyli kupujemy, przepraszam za wulgaryzm, gówno owinięte w pozłotko i okazuje się, że tam w środku nie ma nic interesującego, ale ponieważ jest to pozłotko na zewnątrz, więc to się sprzedaje. I niestety, ponieważ w tej chwili w naszej branży wszystko zależy od sprzedawalności i oglądalności, to często schlebiamy gustom, zamiast je kreować. Bo okazuje się, że jeśli coś jest np. zbyt ambitne, zbyt trudne czy zbyt wymagające, to widz tego nie zrozumie, to tego nie róbmy. I często to słyszę 

– mówi Przemysław Sadowski.

Aktor przestrzega, że w ten sposób można wpaść w błędne koło. Wszystkie działania pod publikę mają bowiem charakter odtwórczy i prawdziwi artyści nie mają w nich zbyt dużego pola do popisu.

– Uważam, że powinniśmy aspirować do czegoś wyżej, po to, żeby się rozwijać, żeby dotykać czegoś więcej, niż tylko po prostu prześliznąć się jakoś przez to życie tylko po łebkach, bo tu jest nam miło, przyjemnie i wygodnie

– mówi.

Przemysław Sadowski jest więc za tym, żeby w branży filmowej czerpać z najlepszych wzorców i wznosić się na wyżyny możliwości. Ceni zatem takich twórców, którzy idą pod prąd, nie boją się eksperymentów, wykraczają poza schematy i robią coś niekonwencjonalnego, nie kalkulując i nie próbując przypodobać się masom.

 

Źródło: newseria.pl, niezalezna.pl,

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo