Kanclerz Niemiec opuszcza pokład. Co dalej? Czy Angela Merkel dostanie unijny „stołek”?

Musimy pamiętać, że Merkel już teraz jest brana pod uwagę jako kandydatka na wysokie stanowisko w strukturach Unii Europejskiej lub ONZ, nie wyklucza się też jej kandydatury na fotel prezydenta Niemiec. Na tym stanowisku, przynajmniej werbalnie, można symbolizować pewnego rodzaju równowagę. Z prof. DAVIDEM ENGELSEM, historykiem, publicystą, analitykiem Instytutu Zachodniego w Poznaniu, rozmawiają Olga Doleśniak-Harczuk i Antoni Opaliński (PR24).

Fot. Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

Podczas swojej pożegnalnej wizyty w Polsce Angela Merkel apelowała o rozwiązanie sporu na linii Warszawa−Bruksela na drodze dialogu. Zabrzmiało pojednawczo. Jak Pan skomentuje ten apel i deklarowaną chęć wsparcia ze strony pani kanclerz?

Taktyka Merkel polega na unikaniu otwartej konfrontacji, nieprzyjemnych komunikatów i zarządzaniu przez wysiadywanie konfliktów. Nawet kiedy Merkel udaje się z wizytą do Chin czy Rosji, jej występy charakteryzują się „sporą dozą przyjazności”. Musimy pamiętać, że Merkel już teraz jest brana pod uwagę jako kandydatka na wysokie stanowisko w strukturach Unii Europejskiej lub ONZ, nie wyklucza się też kandydatury Merkel na fotel prezydenta Niemiec. Na tym stanowisku, przynajmniej werbalnie, można symbolizować pewnego rodzaju równowagę.

Jak Pan ocenia pożegnalną wizytę kanclerz Merkel w Warszawie?

Jako niezobowiązującą i pełną samozadowolenia. Przynajmniej jednak w temacie polityki wobec Białorusi i wojny hybrydowej prowadzonej przez to państwo z wykorzystaniem migrantów na polsko-białoruskiej granicy zapanowała formalnie zgoda. Co oczywiście tym bardziej jaskrawo pokazuje wcześniejsze niemieckie zakłamanie w kwestii kryzysu migracyjnego z 2015 r.

Jakie jest Pana pierwsze skojarzenie, kiedy pada hasło „polityka Angeli Merkel”?

Z jednej strony to jest wrażenie takiej wręcz napawającej grozą pustki, co jednak bardziej odnosi się do Merkel jako osoby firmującej pewien styl uprawiania polityki. Z drugiej strony – całkowite niezrozumienie polityki właśnie: solidarność narodów europejskich została zrujnowana ratowaniem strefy euro i polityką migracyjną, wiarygodność Unii Europejskiej strzaskana, w Niemczech skutkiem tych działań jest powstanie głębokich pęknięć politycznych i kulturowych. Jedyna „korzyść” zaś jest taka, że Niemcy są dziś hegemonem Europy, ale już społeczeństwo niemieckie spolaryzowane i coraz uboższe.

Jaki kierunek obiorą Niemcy po odejściu Merkel?

W nieznane. Merkel wprawdzie gwarantowała pewną „stabilność” wynikającą z jej długich rządów i na jej korzyść działało również to, że mogła czerpać z kapitału wypracowanego przez poprzednie generacje Niemców. Dziś jednak ten kapitał jest na wyczerpaniu, a Merkel opuszcza pokład. Niemcy w najbliższych latach będą się politycznie radykalizować, a gospodarczo osuwać. Co nie pozostanie bez znaczenia dla ich sąsiadów, dla Polski zaś w sposób szczególny.

Utarło się już winić Merkel za skręt w lewo CDU. Czy ten trend można jeszcze odwrócić lub czy w samej CDU siły konserwatywne są na tyle wyraziste, by przywrócić chadekom ich pierwotny profil?

Obawiam się, że CDU podzieli los większości europejskich partii chadeckich i tak jak prawica belgijska, francuska i włoska dozna całkowitej deklasacji. I w sumie będzie to nawet zasłużona kara za prowadzoną z premedytacją politykę wydrążania CDU, co z kolei przedłużyło czas jej rządów, ale za cenę długofalowej utraty wiarygodności. To, czy CDU jest w stanie sama z siebie wejść na drogę samouzdrowienia, wydaje mi się jednak wątpliwe, przynajmniej w najbliższej przyszłości.

Niemcy wykreowały się na lidera Unii Europejskiej, ale czy tę nadzwyczaj wysoką pozycję Berlina można wyjaśnić z perspektywy historycznej i na podstawie analizy bieżącej polityki tego państwa?

Geograficznym, gospodarczym i demograficznym fatum Niemiec, ale i Europy jest to, że Niemcy są za małe, by długodystansowo zdominować Europę, ale za duże, by jak równy z równym stanąć w szeregu pozostałych narodów. Zjednoczenie Niemiec jeszcze mocniej to unaoczniło. Istnieje jeszcze komponent ideologiczny, co najmniej od reformacji pewne kręgi w Niemczech poczuwają się do roli mentora Europy, dzieje się to z różnych pobudek – religijnych, kulturowych, rasistowskich, a teraz dodatkowo moralnych. To skłania Niemcy do poczucia wyższości względem sąsiadów i chęci, by wbrew ich woli zmusić ich do czegoś dla ich „własnego dobra”. Za każdym razem ta nieposkromiona pycha i zuchwałość kończy się katastrofą. Przyszłość Europy może w tym sensie napawać pewnym lękiem.

 

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#Gazeta Polska Codziennie

Olga Doleśniak-Harczuk,Antoni Opaliński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo