Zatrzasnęliście nam drzwi? Wejdziemy oknem

Wypychanie kontestatorów jedynej słusznej wersji wydarzeń smoleńskich na aut debaty publicznej nie tylko przekreśla grubą krechą jej rację bytu zamieniając agorę w cyrk, ale sprawia, że Ci którym zatrzaskuje się drzwi przed nosem zaczynają pod tymi d

Wypychanie kontestatorów jedynej słusznej wersji wydarzeń smoleńskich na aut debaty publicznej nie tylko przekreśla grubą krechą jej rację bytu zamieniając agorę w cyrk, ale sprawia, że Ci którym zatrzaskuje się drzwi przed nosem zaczynają pod tymi drzwiami formować się w coraz mocniejsze szeregi. Nic tak bowiem nie motywuje do zintensyfikowania działania jak zderzenie z jawną dyskryminacją.

Paweł Graś próbował mnie dziś przekonać, że zapraszanie na "konferencję" po posiedzeniu rządowego zespołu smoleńskiego wyłącznie starannie wyselekcjonowanej grupy dziennikarzy jest czymś zupełnie naturalnym.

Nie Panie Rzeczniku. Jeżeli jest to z czymkolwiek zgodne to wyłącznie z ograniczeniem wolności mediów i pogwałceniem konstytucyjnego prawa części z nas do wykonywania zawodu. Zatrzaśnięcie nam tych kolejnych już drzwi przed nosem sprawi, że będziemy wchodzić oknami. Będziemy zadawać jeszcze więcej pytań i będziemy jeszcze bardziej zdeterminowani w egzekwowaniu odpowiedzi. 

Ciągłe, skrajne już odseparowanie nas od osób odpowiedzialnych z ramienia administracji rządowej za "sprawę smoleńską" przeistoczyło się w groteskę i orwellowski folwark, w którym Paweł Graś niczym Snowball wypisał dziś nowe zasady "polskiej zabawy w dziennikarstwo".

Wszyscy są równi, ale to my decydujemy kto przyjdzie na konferencje rządowego zespołu, a tym samym ma monopol na kolportowanie prawdy. 

Na Liście Laska czyli liście "branżowych dziennikarzy" dostępujących zaszczytu audiencji u przewodniczącym zespołu, który ma "tłumaczyć Polakom Smoleńsk" znalazła się więc red. Kublik i red. Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" czy red. Gugała z Polsat News. W całym KPRM przy Al. Szucha zabrakło kilku taboretów dla dziennikarzy "Gazety Polskiej", "GPC", "DoRzeczy" albo "Sieci" czy "Naszego Dziennika". A to właśnie głównie na nich powinien otworzyć się rząd, a nie skupiać na przekonywaniu przekonanych. 

Zachowanie pana Laska można już bez zarzutów o stosowanie nadużyć semantycznych nazwać zwykłym tchórzostwem. A pozorowane przez niego otwarcie na media poprzez szczelne zamknięcie się wyłącznie na kilka redakcji prowokuje tylko co raz więcej pytań. 

Pytań, których być może miałabym mniej jako dziennikarz od niemal trzech lat zajmujący się tematem katastrofy, gdyby wreszcie pozwolono mi zadać chociaż jedno. Od wielu miesięcy staram się umówić na wywiad m.in. z Panem Laskiem. W pełni autoryzowany i we wskazanym przez niego miejscu oraz terminie. Bezskutecznie.   

Szkoda, że Ci "wyselekcjonowani, branżowi" dziennikarze nie zdecydowali się jednak odejść z Omelas. Zgodzili się na zasady gry narzucone przez KPRM i nie zbuntowali przeciwko jawnej stygmatyzacji części własnego bądź co bądź zawodowego środowiska i to w tak ważnej sprawie.  Niestety zabrakło solidarności.  

Zabrakło też uczciwości. "Lista Laska"  powinna wejść do kanonu współczesnych przykładów cenzury prewencyjnej.
 

 

Źródło:

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo