Grobowa cisza w szatni Polaków po meczu z San Marino. Nie wszystkie mecze ze słabeuszem były łatwe

Polscy piłkarze po wygranej z Albanią 4:1, w kolejnym spotkaniu eliminacji mistrzostw świata zagrają z San Marino. "13 lat temu w Serravalle wygraliśmy 2:0, ale po meczu w szatni była cisza" - wspomniał Andrzej Dawidziuk, asystent byłego selekcjonera Leo Beenhakkera.

Po zwycięstwie z Albanią Polacy zmierzą się w eliminacjach mistrzostw świata z San Marino
Fot. Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

Dawidziuk był odpowiedzialny za szkolenie bramkarzy w sztabie Beenhakkera, a później Waldemara Fornalika. Pamięta spotkanie sprzed 13 lat, kiedy to biało-czerwoni w meczu eliminacji mistrzostw świata wygrali w Serravalle z San Marino zaledwie 2:0. To właśnie w tym meczu zadebiutował Robert Lewandowski, który osiem minut po wejściu na boisko strzelił swojego pierwszego gola w reprezentacji.

Samych okoliczności wejścia Roberta na boisko nie pamiętam, natomiast ten mecz nie układał się po naszej myśli. Trener Beenhakker szukał po prostu nowych rozwiązań też w ofensywie. Robert już na treningach zgłaszał akces do gry, prezentował się bardzo dobrze, w lidze regularnie strzelał bramki dla Lecha. Był też w kadrze na Słowenię, z którą graliśmy kilka dni wcześniej, ale wówczas nie wystąpił. Natomiast jeszcze w tych eliminacjach stał się podstawowym zawodnikiem.

Robert Lewandowski debiutował w kadrze przeciwko San Marino

Dawidziuk nie ukrywa jednak, że najbardziej pamiętny moment z tego meczu miał miejsce krótko po rozpoczęciu. Po faulu Grzegorza Wojtkowiaka, sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy.

Łukasz Fabiański obronił i mogliśmy odetchnąć. Ale pamiętam, że szło nam jak po grudzie, a do tego graliśmy na fatalnym boisku, które chyba było złożone z różnych rodzajów trawy. W jednym miejscu piłka się odbijała, w innym nie. Pamiętam, że po meczu, choć wygranym była cisza w szatni, każdy chciał zabrać te trzy punkty i jak najszybciej stamtąd wyjechać.

Nawet San Marino nie wolno lekceważyć

Później obie reprezentacje miały jeszcze kilka razy miały okazję się spotkać i te kolejne spotkania były już jednostronne. W tych samych eliminacjach Polacy w Kielcach rozgromili San Marino 10:0. Dawidziuk jednak przestrzega przed lekceważeniem najbliższych rywali.

Jak widać, nie wszystkie mecze z San Marino były łatwe. Przed takimi spotkaniami często zastanawiamy się, ile bramek strzelimy rywalowi, a nie czy w ogóle wygramy. A życie pisze swoje scenariusze.

Jego zdaniem, selekcjoner Paulo Sousa zapewne zdecyduje się na zmiany w składzie, mając z "tyłu głowy" środowy pojedynek z Anglią. Kilka miesięcy temu Polacy grali z Andorą, a Sousa wystawił w tym spotkaniu Lewandowskiego, który doznał kontuzji i w kolejnym meczu, właśnie przeciwko Anglii na Wembley, nie mógł już wystąpić. Wówczas rozgorzała się dyskusja, czy lepiej by nie było, gdyby Portugalczyk oszczędził kapitana reprezentacji.

Nie biorę nigdy pod uwagę czegoś takiego, że zawodnik nie może zagrać, bo może mu się coś przydarzyć. Nie wydaje mi się, by ktoś mógł myśleć takimi kategoriami. Trudno w takim podejściu znaleźć jakąś logikę. Gdyby któryś z piłkarzy był zagrożony kartkami i kolejna mogłaby go wykluczyć w meczu z Anglikami, to oczywiście, że taką decyzje jak najbardziej można zrozumieć

– przyznał Dawidziuk.

Spotkanie eliminacji piłkarskich mistrzostw świata San Marino z Polską w niedzielę o godz. 20.45. Transmisja TVP.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#piłka nożna #Polska-San Marino #Robert Lewandowski

jm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo