W Teksasie weszła w życie ustawa antyaborcyjna. Pierwsza, której nie udało się zablokować lewicy

Głośna ustawa antyaborcyjna wprowadzona niedawno przez władze Teksasu jednak wejdzie w życie. Sąd Najwyższy (SCOTUS) odmówił aborcjonistom jej zablokowania – chociaż nie oznacza to, że nie będą mogli jej zaskarżyć w sądach niższej instancji.

3907349 / CC0

Teksas zajmuje wyjątkowe miejsce w historii amerykańskiej walki o życie nienarodzonych. To właśnie w tym stanie mieszkała Norma McCorvey, znana lepiej pod sądowym pseudonimem Jane Roe. Kiedy w 1969 roku zaszła w ciążę po raz trzeci postanowiła zabić swoje dziecko, jednak w Teksasie było to wtedy nielegalne. Początkowo kłamała, że padła ofiarą gwałtu, ale okazało się, że aborcja w tym stanie jest legalna jedynie w sytuacji zagrożenia życia. Pozwała więc do sądu swojego prokuratora okręgowego Henriego Wade'a twierdząc, że teksańskie przepisy łamią konstytucję. Sąd Okręgowy północnego Teksasu stanął po jej stronie, stan odwołał się do Sądu Najwyższego, a ten swoim wyrokiem w głośnej sprawie Roe v. Wade sprawił, że aborcję trzeba było zalegalizować we wszystkich stanach.

Jak informował portal Niezalezna.pl władze Teksasu przyjęły ostatnio nową, radykalną ustawę antyaborcyjną. Zdelegalizowały niemal wszystkie aborcje poza tymi, które ratują życie matki. Punktem odcięcia jest moment, w którym można wykryć bicie serca dziecka, co ustalono na szósty tydzień ciąży. To obecnie najradykalniejsza ustawa antyaborcyjna w USA i w drastyczny sposób łamie obowiązujący po Roe v. Wade kompromis, który zabrania władzom stanowym wprowadzać restrykcji wcześniej niż w 20 tygodniu.

Nowe prawo było podpisane przez gubernatora Grega Abbota już w maju i zaczęło obowiązywać w środę. Aborcjoniści i środowiska lewicowe od razu złożyły pozew awaryjny do SCOTUS w którym zażądali natychmiastowego zablokowania jego wejścia w życie do czasu zakończenia wytoczonych jej już procesów. Sąd odrzucił jednak ich wniosek twierdząc, że nie uzasadnili wystarczająco potrzeby wprowadzenia takiej blokady. Tym samym nowe prawo obecnie obowiązuje.

Sędziowie podjęli tę decyzję stosunkiem głosów 5 do 4. Przeciwko niej była oczywiście cała trójka lewicowych sędziów, dołączył do nich również nominowany przez George'a Busha, ale mający opinię centrysty przewodniczący SCOTUS John Roberts. Decyzję poparli za to pozostali sędziowie nominowani przez prezydentów-Republikanów, w tym nominowana przez Trumpa Amy Comey Barret, która zastąpiła w SCOTUS lewicową Ruth Bader Ginsburg, największą w tym sądzie zwolenniczkę zabijania nienarodzonych dzieci.

Tzw. ustawy o biciu serca były w przeszłości wprowadzane także przez inne stany. Ta z Teksasu jest jednak pierwszą, której lewicy nie udało się zablokować w sądzie. Nie oznacza to jednak, że władze Teksasu wygrały. Sędziowie wyraźnie napisali bowiem w wyroku, że nie wyrażają zgody na jej zablokowanie, ale nie oznacza to, że jest ona zgodna z konstytucją. Procesy w tej sprawie już trwają i sąd niższej instancji może uznać, że teksańskie prawo łamie konstytucję, przez co przestanie obowiązywać na obszarze pod jego jurysdykcją. Jej ostateczne zablokowanie lub dopuszczenie nastąpi dopiero wtedy, kiedy apelacja którejś strony dotrze przed SCOTUS. Jego wyrok będzie najprawdopodobniej precedensem obowiązującym w całym USA.

Republikanie nie ukrywają, że to, że ich ustawy o ochronie życia są pozywane przez aborcjonistów do sądu, jest częścią ich planu. Liczą na to, że dzięki uzyskanej przez nominacje Trumpa konserwatywnej większości SCOTUS w końcu zgodzi się rozpatrzyć którąś z takich spraw i zwiększy zakres wolności władz stanowych w stanowieniu prawa o ochronie życia. Sam sąd raczej starał się unikać tego tematu i odrzucał większość apelacji bez ich rozpatrzenia. Jeśli już jakąś rozpatrywał, to działo się tak na korzyść aborcjonistów. Tak stało się na przykład z teksańską ustawą z 2013 roku – chociaż obrońcy życia podkreślają, że w krótkim czasie swojego istnienia tamta ustawa doprowadziła do bankructwa ponad połowy wszystkich teksańskich klinik aborcyjnych.

Amerykańskie środowiska pro-life uważają, że ostatnia decyzja SCOTUS świadczy, że powoli ich podejście zaczyna się zmieniać. Prawdziwym testem tego będzie jednak wyrok w sprawie antyaborcyjnej ustawy z Missisipi, która zabroniła aborcji na życzenie po 15 tygodniu ciąży. Jakiś czas temu SCOTUS zgodził się na rozpatrzenie apelacji w przyszłej sesji i będzie to pierwsza od dawna okołoaborcyjna sprawa, która trafi na jego wokandę – i pierwsza, w której zadecyduje sąd z konserwatywną większością.

Jeśli chodzi o zablokowanie teksańskiej ustawy przez sądy niższej instancji, to nie będzie to łatwe. Jej twórcy doskonale wiedzieli, że takie próby będą podejmowane i zaprojektowali ją tak, żeby jak najbardziej to utrudnić. Głównym zabezpieczeniem jest to, że to nie stan będzie pilnował jej przestrzegania. Zamiast tego daje samym obywatelom prawo pozwania do sądu i domagania się ogromnych odszkodowań od osób, które biorą udział w aborcji po 6 tygodniu ciąży, oprócz samych matek – obejmuje to wszystkich, od właścicieli klinik aborcyjnych po osobę, która zawiozłaby swoim samochodem kobietę do takiej kliniki wiedząc, że chce zabić w niej swoje dziecko.

 

Źródło: CNN, The Hill, niezalezna.pl

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo