Jakie zmiany w IPN? Nawrocki: Nie zamierzam być bierny w sprawie pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej

Nie zamierzam być bierny w sprawie pionu śledczego IPN. Prowadzę rozmowy z prok. Andrzejem Pozorskim, dyrektorem Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, i myślę, że już we wrześniu będziemy mieli z panem prokuratorem możliwość poinformowania, że niektóre procesy wprowadzania sprawiedliwości transformacyjnej przyspieszą – mówił w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” prezes Instytutu dr Karol Nawrocki.

Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

Od lat sporo krytyki spada na Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli tzw. pion śledczy. Zarzuca się, że sprawy prowadzone przez prokuratorów ciągną się latami i że praca tego organu mogłaby być znacznie bardziej wydajna. Co Pan o tym sądzi?

Na to pytanie należy odpowiedzieć z dwóch perspektyw. Z jednej strony dla komfortu pracy prezesa IPN właściwe byłoby, aby wyłączyć pion prokuratorski z instytutu. Teraz mamy taką sytuację, że prezes IPN odpowiada za cały instytut, tylko nie w sposób bezpośredni za Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ona podlega prokuratorowi generalnemu. Jest to pewien zgrzyt organizacyjny. Natomiast z drugiej strony, gdyby stało się tak, że pion śledczy faktycznie zostałby przeniesiony do Prokuratury Krajowej, to wówczas prezes IPN, czyli zawodowy historyk, straciłby jakąkolwiek możliwość wpływania na prokuratorów z pionu śledczego. Straciłby możliwość nadawania dynamiki poszczególnym śledztwom. Kolejną kwestią jest to, że ci prokuratorzy zaczną wykonywać prace w ramach prokuratury powszechnej, wobec tego może dojść do sytuacji, w której prokurator prowadzący postępowanie wobec zbrodni wojennej będzie się równocześnie zajmował np. włamaniem do piwnicy. W mojej ocenie efektywność pracy tych prokuratorów wówczas spadnie. Jednak nie zamierzam być bierny w tej sprawie. Prowadzę rozmowy z prok. Andrzejem Pozorskim, dyrektorem Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, i myślę, że już we wrześniu będziemy mieli z panem prokuratorem możliwość poinformowania, że niektóre procesy wprowadzania sprawiedliwości transformacyjnej przyspieszą. Ja skorzystam ze wszystkich dostępnych mi instrumentów, aby nadać tempo tym postępowaniom. 

Kolejną sprawą, która interesuje wiele osób, są identyfikacje genetyczne. Weźmy np. badania ze słynnej warszawskiej Łączki – ostatnia identyfikacja z tego miejsca miała miejsce ok. 3 lat temu. Dlaczego tak długo musimy czekać, skoro wszystkie kości zostały wydobyte dawno temu?

Faktycznie tempo prowadzenia tych spraw nie jest satysfakcjonujące. Natomiast musimy pamiętać, że zajmujemy się wydarzeniami, które miały miejsce ok. 80 lat temu. Złożoność tego procesu jest ogromna. Musimy mieć stuprocentową pewność, zanim ogłosimy, że udało się kogoś odnaleźć. Tutaj będę chciał zachować się podobnie jak prokuratorzy – bez pochopnych decyzji, a wykorzystując wszelkie możliwości, aby pewne procesy przyspieszyć. Wydaje mi się, że rok zintensyfikowanej pracy w tej materii da mi pełną odpowiedź, jak ma wyglądać to w kolejnych latach. 

Wiele krytyki spadło także na Pomorski Uniwersytet Medyczny (PUM), który odpowiada za ogromną część identyfikacji genetycznych. Ta instytucja miała również budować Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów (PBGOT). Jednak kilka miesięcy temu IPN wypowiedział umowę, gdyż prace nie postępowały w zadowalającym tempie. Co dalej ze współpracą IPN i PUM oraz z projektem PBGOT?

Wiem, że pojawiają się zastrzeżenia niektórych zainteresowanych wobec kwestii badań genetycznych prowadzonych przez Pomorski Uniwersytet Medyczny. Moje doświadczenia z PUM przy identyfikacjach żołnierzy z Westerplatte były bardzo pozytywne. Myślę, że spotkanie z rektorem i rozmowa na temat dalszej współpracy oraz tworzenia Genetycznej Bazy Danych Ofiar Totalitaryzmów dadzą odpowiedź, jakie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji. Ja nie wykluczam współpracy z innymi instytucjami czy uczelniami medycznymi. Dla mnie najbardziej liczy się zwiększenie efektywności w tej materii. W mojej opinii nie ma znaczenia, która uczelnia wygra zamówienie publiczne wychodzące z Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, tylko to, czy Polacy wreszcie będą mogli dowiedzieć się całej prawdy o naszych bohaterach i złożyć hołd nad ich grobami. Wierzę, że w najbliższym roku uda mi się zadziałać w tej sprawie na tyle skutecznie, że efekty badań genetycznych zaczną być zadowalające. Jednocześnie zaznaczam, że mam głębokie zrozumienie dla złożoności tych badań i wiem, że one wymagają czasu...

Są wśród nas jeszcze dzieci tych ofiar, bohaterów Polski, które czekają na odnalezienie rodziców, babć, dziadków... A mówimy o sprawach sprzed 80 lat, w związku z tym te dzieci nie mogą długo czekać.

W 100 proc. się z tym zgadzam. Te rodziny są dla nas bardzo ważne. Uzupełniając poprzednie pytanie, to nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wiemy, że zidentyfikowaliśmy któregoś z naszych bohaterów, i nie przekazujemy tej informacji społeczeństwu. Jeśli zdiagnozuję jakąkolwiek złą wolę na jakimś etapie identyfikacji, to z pewnością będę konsekwentnie podejmował działania przeciw takiemu procederowi.

Na koniec chciałbym Pana spytać o Biuro Poszukiwań i Identyfikacji (BPiI) IPN. W mediach pojawiały się informacje o tym, że poszczególne oddziały IPN, które prowadziły różnego rodzaju poszukiwania do prac archeologiczno-ekshumacyjnych, nie wykorzystywały BPiP IPN, tylko wynajmowały firmy zewnętrzne. Czy w takich sytuacjach nie lepiej korzystać z pionu poszukiwawczego IPN?

Jako prezes mogę zapewnić, że będę dbał o Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN i starał się, aby było ono aktywne w każdym regionie Polski. Natomiast tutaj znowu muszę to zderzyć ze swoimi doświadczeniami. Badań na Westerplatte nie prowadziło BPiI IPN, tylko prace prowadzili archeologowie z Muzeum II Wojny Światowej. Dlatego też uważam, że lokalność i zaangażowanie społeczników w różnego rodzaju poszukania jest tym, czego nie możemy stracić. Mówię to po to, aby zapewnić, że jako prezes IPN będę troszczył się o prace BPiP IPN i jego renomę, to jest dla mnie najważniejsza instytucja poszukiwawcza w tej chwili w Polsce, ale jednocześnie jako wieloletni działacz lokalny chciałbym, aby społecznicy nie byli odstawiani na boczny tor.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Jan Przemyłski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo