Z OSTATNIEJ CHWILI

Hubert Hurkacz przegrał z hiszpańskim tenisistą Alejandro Davidovichem Fokiną 6:7 (4-7), 4:6, 7:5, 6:2, 6:7 (8-10) w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu • • •

Wyborcy Konserwatystów otrzymali... faktury. Partia przeprosiła, ale to nie koniec

Wyborcy partii konserwatywnej w prowincji Ontario otrzymali faktury z kilkusetdolarowymi rachunkami do zapłacenia. Po kilku dniach skandalu partia przeprosiła, ale policja sprawdza, czy nie jest to sprawa kryminalna. Firma, która zajmowała się kampanią na rzecz zbiórki ma już za sobą duży skandal, do jakiego doszło 10 lat temu. "Informowała" ona wówczas telefonicznie wyborców, podając im... błędne adresy lokali wyborczych.

https://twitter.com/tylerwatt90/

Zbierają, ale nie informują o dowolności

W mediach społecznościowych pojawiły się na początku tygodnia zdjęcia listów otrzymywanych przez osoby, które w przeszłości wpłaciły pieniądze na rzecz kampanii wyborczej partii konserwatywnej w prowincji Ontario. Pod logo ontaryjskich konserwatystów widnieje na kopercie czerwony nadruk „ważne: faktura w załączeniu”. W liście jest duży napis „faktura” i wskazany „fundusz gotowości do wyborów”, a następnie kwoty do wpłacenia, od 300 do 1000 CAD. Pod spodem dopisano: należna suma do zapłacenia.

Tymczasem regulacje Canada Post, dostępne na stronie kanadyjskiej poczty, stanowią, że wszelkie przesyłki o charakterze apelu czy prośby o wpłatę, które zaprojektowano tak, że przypominają fakturę czy stan rachunku „muszą jasno wskazywać, że nie ma obowiązku zapłaty”. Poczta żąda zamieszczenia na pierwszej stronie informacji, że „jest to prośba o wpłatę za zamawiane towary/usługi, a nie rachunek, faktura lub informacja o stanie rachunku do zapłaty; nie ma żadnego obowiązku dokonywania wpłat”. Jak informowali ci, którzy otrzymali przesyłkę, tego zastrzeżenia nie ma w liście.

W środę policja w Ontario potwierdziła, że po otrzymanych skargach zastanawia się nad wszczęciem postępowania karnego. Jak podawał publiczny nadawca CBC, sprawa trafiła też do Canadian Anti-Fraud Centre, urzędu zajmującego się fałszerstwami i wyłudzeniami. W czwartek media donosiły, że sprawą zajęła się kanadyjska poczta. Jednak ani premier Ontario Doug Ford, ani żaden przedstawiciel partii nie odniósł się do przesyłki.

Zamiast wyjaśnić - grożą dziennikarzom

Dziennikarze stacji Global News odnaleźli w środę firmę, która zajmuje się marketingiem na rzecz ontaryjskich konserwatystów, odpowiedzialną za wysyłkę rzekomych faktur. Nikt z iMarketing Solutions Group znanej również jako Responsive Marketing Group nie chciał się wypowiadać, natomiast dziennikarzom grożono policją. „Czekamy. Żaden policjant nie przyszedł” - napisał w środę na Twitterze Sean O’Shea, zaznaczając, że posterunek policji znajduje się w budynku naprzeciwko.

W czwartek, kiedy już media opisały narastający skandal, dyrektor ds. komunikacji Partii Konserwatywnej Ontario Stephanie Bellotto przekazała w cytowanym w mediach komunikacie, że „ani przez chwilę naszym zamiarem nie było wprowadzenie w błąd osób, które nas popierają”. „Żałujemy, że ta korespondencja została wysłana do pewnej grupy wyborców przez jednego z naszych przedstawicieli i to się nie powtórzy. Przepraszamy za zamieszanie czy frustrację, którą mogła spowodować” - napisała Bellotto. Szef zbiórek funduszy partii konserwatywnej Ontario Tony Miele powiedział Global News, że „przeprasza donatorów”, a sprawa była „pomyłką”. Nie odpowiedział jednak na pytanie, czy partia będzie zwracać wpłaty, jeśli donatorzy sobie tego zażyczą. Również dziennikarze publicznego nadawcy CBC nie mogli ustalić czy wpłaty będą zwracane, jak wiele listów wysłano, ani też kto zaakceptował treść przesyłek.

Nie pierwszy "wałek" tej firmy

Zaś opozycyjna Nowa Partia Demokratyczna przypomniała, że Responsive Marketing Group, firma odpowiedzialna za wysyłkę rzekomych faktur była jedną z firm zamieszanych w wyborczy skandal w 2011 r, tzw. „Robocall scandal”. Wówczas podczas wyborów federalnych część wyborców w ok. 40 okręgach odbierała telefony, w których nagrany komunikat informował m.in. o fałszywych adresach lokali wyborczych.

W dniu wyborów 2 maja 2011 r. Elections Canada, państwowa komisja wyborcza, ostrzegła przed wprowadzającymi w błąd komunikatami. Po dochodzeniu, Elections Canada poinformowała w 2014 r., że nie znaleziono dowodów przestępstwa i nie przekazano sprawy prokuraturze. Komisja nie ma uprawnień do wzywania świadków czy żądania dokumentów. Jednak w tym samym roku jeden z pracowników biura partii konserwatywnej został uznany za winnego naruszenia przepisów wyborczych. Sąd zwrócił wówczas uwagę, że pracownik najprawdopodobniej nie działał sam.

Wybory do parlamentu prowincji Ontario odbędą się w 2022 r.

 

 


Źródło: niezalezna.pl, PAP, twitter.com

#Kanada #skandal

Mateusz Tomaszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo