- Motyw Smoleńska mieści się w pewnej niszy informacyjnej. To wystarczy. Mówię to jako dawny opozycjonista, który drukował ulotki. Problem zaczyna się wtedy, kiedy politycy starają się ograniczać przekaz czy dostęp do źródeł informacji a już najgorzej jest, kiedy sami starają się być jedynym wiarygodnym ich źródłem - tłumaczy grafik Tadeusz Kuranda.

We Wrocławiu na kościele Najświętszej Marii Panny na Piasku wisi kilkumetrowy baner z Pana grafiką. Przedstawia wrak tupolewa pod złowrogimi chmurami. Dołączył Pan też fragment wiersza „Z lasu” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Motyw Smoleńska nie pojawia się w sztuce często. Przynajmniej w oficjalnym obiegu.

Motyw Smoleńska mieści się w pewnej niszy informacyjnej. Mówię to jako dawny opozycjonista, który drukował ulotki na ramce. Ludzie przecież czytają i oglądają to, co chcą. Problem zaczyna się wtedy, kiedy politycy starają się ograniczać przekaz czy dostęp do źródeł informacji, a już najgorzej jest, kiedy wszelkimi dostępnymi sposobami sami starają się być jedynym wiarygodnym ich źródłem. Wtedy wystarczy już tylko jedna partia, jeden wódz i... jedno piwo na stadionie. Mentalność naszego społeczeństwa ukształtowana w mrokach duchowego zniewolenia w czasach realnego socjalizmu wymaga bardzo długiego okresu odtruwania, bo poglądy, wzorce moralne często przechodzą z pokolenia na pokolenie.

10 kwietnia 2013 r. w nocy ktoś zdewastował tę Pańską planszę smoleńską. Czy to byli ci źli?

Nie. Ja odróżniam zło od głupoty, od uczuciowego ubóstwa. Ta plansza nikogo nie obraża, nie ma na niej treści, które nawołują do czegokolwiek innego prócz wrażliwości na innych ludzi. Do miłości i do pokory - ale nie do takiej, która nakazuje milczeć. Musimy myśleć i wyciągać wnioski z tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. i w dalszej przeszłości. Mówić o tym wyraźnie, nie zapominać. Specjalnie, nawet mimo sugestii, żeby to zrobić, nie usuwałem tych śladów dewastacji. […] W takiej sytuacji dzieło zaczyna żyć własnym życiem i pojawiają się już inne jego konteksty i inne emocje. Zaczynamy się zastanawiać, kto to zrobił, dlaczego? Czy ktoś był taki dowcipny, czy był z siebie zadowolony?

W tej grafice jest też kropla metafizyki...

„Niebo złote Ci otworzę… Przeszli, przepadli” [tekst Ewy Demarczyk]. Ta grafika nie ma do powiedzenia nic ponad to. Ona ma raczej coś do pokazania. Jest właściwie współczesną ilustracją wierszy Baczyńskiego. Jedyne, co można zrobić, to ją dookreślić, dopowiedzieć na własny użytek. Każdy rozszyfruje ją na swój sposób - taki prywatny sposób. Jako autor nie mam nic więcej do dodania. Chyba że ktoś weźmie puszkę z farbą i zamaluje niektóre litery, tak aby wyrazić swoją wizję rzeczywistości - przecież nie do dzieła, tylko do tej konkretnej tragedii - ot, dopiec żyjącym. Nie widzi więcej. Trzeba pamiętać o tym, że ludzie widzą wyraźnie raczej to, co chcą zobaczyć. Można tylko Bogu dziękować, że sięgnął po puszkę z farbą, a nie pistolet.