Zbigniew Boniek w środę opuści stanowisko prezesa PZPN: "Odchodzę bez złamanych nóg"

Zbigniew Boniek, który w środę przestanie być prezesem PZPN przyznał, że odchodzi z tego stanowiska "bez połamanych nóg". Czego najbardziej żałuje z tych dziewięciu lat? "Meczu ze Słowacją na Euro. Kilku minut błędów" - oznajmił Boniek.

Zbiginiew Boniek kończy pracę na stanowisku prezesa PZPN
Fot. Tomasz Hamrat / Gazeta Polska

PZPN na koniec kadencji obecnych władz przedstawił na swojej stronie internetowej w 70 punktach najważniejsze działania i sukcesy z lat 2012-21...

Zbigniew Boniek: Nie napisaliśmy o sukcesach, lecz o tym, co zrobiliśmy w ciągu tych dziewięciu lat. Pamiętam, jak wyglądała polska piłka, gdy w 2012 roku przyszedłem do PZPN, i wiem, w jakim stanie ją teraz zostawiam. Można w życiu dużo mówić, a nic nie robić. Ale można mówić i robić. To, o czym pan wspomniał, to tylko nakreślenie najważniejszych rzeczy, jakie zrobiliśmy.

Z tego raportu wynika, że w 2020 roku skończył się z jeden z waszych flagowych projektów, czyli Akademia Młodych Orłów...

Z.B.: Akademia Młodych Orłów nie ma już dzisiaj potrzeby działania. Z prostej przyczyny - mamy teraz certyfikacje i jesteśmy na zupełnie innym poziomie. AMO to jedno z wielu przedsięwzięć PZPN. Wtedy było dobrym projektem, dzisiaj na terenie Polski mamy ok. 500-600 certyfikowanych akademii. Mówimy o przedziale wiekowym 8-12. Każdy z rodziców może zapytać, jak dana akademia jest oceniana, czy ma certyfikat, swój program szkolenia.

Szkolenie to temat rzeka. A najgłośniej jest o tym przy każdym zjeździe PZPN.

Z.B.: Jest wiele osób, które twierdzą, że znają się na szkoleniu i chcą krytykować, a tak naprawdę nie mają na ten temat wiedzy. PZPN w sprawie szkolenia robi bardzo wiele - programy, protokoły, zasady rywalizacji. Natomiast sam proces szkolenia nie odbywa się w PZPN. My przygotowujemy program, logistykę. Szkolimy trenerów na niższym szczeblu, poprzez wojewódzkie związki. Kiedy przyszedłem do federacji, pojechałem na AWF i nie znalazłem Szkoły Trenerów PZPN. Był jedno biurko w pokoju. Dzisiaj mamy w Białej Podlaskiej swoją szkołę, budynek, boisko, sale wykładowe. Ale szkolenie to nie jest prosta sprawa. Futbol to jeden z tych sportów, gdzie nie wystarczy program i nauczyciel. Znam świetne szkoły piłkarskie w Polsce, prowadzone przez inteligentnych ludzi, m.in. z hiszpańskimi trenerami, ale niewielu wychodzi z niej piłkarzy do naszej ekstraklasy czy 1. ligi. W futbolu musi być materia podstawowa.

To znaczy?

Z.B.: Predyspozycje. W piłce, gdy nie masz predyspozycji, to nikt z ciebie piłkarza nie zrobi. Szkolenie to wypadkowa zdrowych dzieci, młodzieży, wychowania fizycznego w szkołach. Bo żeby być sportowcem-zawodowcem, trzeba mieć zdrowie inne od normalnego człowieka. I to zdrowie się zdobywa od najmłodszych lat. My robimy, co możemy. Wprowadziliśmy Centralne Ligi Juniorów, aby w przedziale od 14 do 18 roku życia najzdolniejsi rywalizowali na poziomie ogólnopolskim. Żeby nie było meczów z wynikami po 20:0. Piłka się rozwija. Np. 30 lat temu dostawało się piłkarza, który motorycznie był przygotowany, gdy przychodził na pierwszy trening. A przychodził w wieku 12 lat, bo chciał grać w piłkę. Dzisiaj dzieci w wieku 7-9 lat są przyprowadzone przez rodziców i nie wiemy, czy one chcą grać w piłkę. To rodzice chcą, żeby grały.

Czego pan najbardziej żałuje z tych dziewięciu lat?

Z.B.: Zapewne niektóre rzeczy można było zrobić lepiej, poprawić. Natomiast naprawdę nie było łatwo. Zaczynaliśmy prawie od niczego. Dzisiaj na "Łączy Nas Piłka" robimy ponad 70 meczów, w naszej telewizji. A gdy przychodziliśmy w 2012 roku, to była jedna strona internetowa. Kiedy przychodziłem, mieliśmy osiem grup 3. ligi, dwie 2. ligi oraz pierwszą ligę i 16-zespołową ekstraklasę. Dzisiaj mamy zdefiniowane rozgrywki na poziomie centralnym. Najwyższa klasa oraz 1. i 2. liga liczą po 18 drużyn. Z fajnymi barażami, bo w tym roku z 2. i 1. ligi weszły drużyny z szóstego miejsca, co pokazuje, że warto grać do końca. Teraz najważniejsze nie jest już grzebanie w tym, lecz ulepszanie. Słyszę z różnych stron, po co 18 drużyn w ekstraklasie...

No właśnie, po co?

Z.B.: Bo 18 drużyn to 34 kolejki, czyli ponad 300 meczów. I na tym można zrobić największy biznes. Każdy inny system – 10, 12 czy 16 drużyn – powoduje, że meczów jest mniej. Słyszę jakieś puste słowa, że są słabe drużyny i kogo interesują ich mecze. W każdej lidze są słabsze spotkania. Słabość ligi nie polega na tym, że jest 16 lub 18 drużyn. Polega na tym, czy kluby umieją szkolić piłkarzy, dobierać ich, transferować, tworzyć zespół. Naszym problemem jest to, że nie mamy drużyn-lokomotyw, które ciągną cały system, grających w Lidze Mistrzów, Lidze Europy. Gdybyśmy mieli 4-5 takich zespoły, jak np. w Hiszpanii czy Włoszech, to postrzeganie naszej piłki byłoby inne.

Żałuje pan, że dziewięć lat pana pracy w PZPN nie kończy się dobrym wynikiem sportowym?

Z.B.: Żałuję jednej rzeczy. Meczu ze Słowacją na Euro. Awansowałem na kilka imprez w czasie swojej kadencji i tego samego życzę mojemu następcy. Natomiast reprezentacja Polski, gdy jedzie na mistrzostwa Europy, to ma obowiązek wyjść z grupy. My nie wyszliśmy, bo mieliśmy 5-10 minut problemów, błędów w meczu ze Słowacją. Potem zagraliśmy absolutnie dwa dobre mecze. Z Hiszpanami na ich terenie byliśmy tak samo bliscy zwycięstwa jak oni.

Porażką w mistrzostwach Europy najbardziej obarczono chyba właśnie pana...

Z.B.: Ja nie jestem odpowiedzialny za wynik. Byłem jako piłkarz i trener. Jako prezes jestem odpowiedzialny za koncepcję, program, mechanizmy, sponsorów, całą oprawę. Z tego jestem zadowolony. Natomiast brak wyjścia z grupy ME wszystkich nas zabolał, bo pracował nad tym cały sztab ludzi. Zmieniano nam miasta, całą logistykę. Potrafiliśmy się przestawić, lecz sportowo trochę zawiedliśmy. Ale nas jeszcze nie stać na zwycięstwa +definitywne+. Czasami stać na niespodzianki, jak ćwierćfinał Euro 2016, gdzie mogliśmy dojść nawet do finału. Na razie nie mamy podstaw do myślenia, że mamy zagwarantowane odnoszenie sukcesów w piłce klubowej i reprezentacyjnej.

Kto zostanie następcą Zbigniewa Bońka na stanowisku prezesa PZPN?

Z.B.: Gdy Marek Koźmiński zgłosił gotowość startu w wyborach, powiedziałem mu, że jeśli chce, niech się ubiega o stanowisko, bo jest dobrym kandydatem. Później dołączył drugi z naszych wiceprezesów, Cezary Kulesza. Myślałem, że może kontrkandydatem będzie ktoś z zewnątrz. Powiedziałem im, że są dwoma wiceprezesami, byli ze mną ponad 8 lat, akceptowali nasze programy, w niektórych brali udział. Dlatego ja się nie będę wypowiadał publicznie ani wtrącał. I tego się trzymam.

Gdzie widzi pan siebie w najbliższych latach?

Z.B.: Poczekajmy, kto zostanie prezesem PZPN. Usiądę z nowym szefem federacji, bo jestem wiceprezydentem UEFA i w pewnym sensie jako ambasador naszej piłki na poziomie międzynarodowym chciałbym mieć gwarancję, że to nikomu nie przeszkadza. Bo jeśli będzie przeszkadzać, to pójdę robić inne rzeczy. Mam dużo doświadczenia. Nie będę się pchał do żadnego zarządzania, wpływania na kogokolwiek. Chciałbym dalej pomagać polskiej piłce, doprowadzić do zorganizowania u nas mistrzostw Europy kobiet. To potężna impreza.

W jakim nastroju kończy pan misję w PZPN?

Z.B.: Uważam, że w przeciwieństwie do moich poprzedników nie wychodzę ze złamanymi nogami, obciążonym wizerunkiem. Niedawno zrobiliśmy specjalną ankietę i wiem, jak to wygląda. Czuję sympatię ludzi, gdy jestem w przestrzeni publicznej. Oczywiście, zdarza się hejt. Niektórzy dzięki anonimowości czują się odważni. Ale ja wiem doskonale, co ludzie o mnie myślą, bo czuję to codziennie na ulicy. Na pewno nie żałuję żadnego dnia na tym stanowisku.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Zbigniew Boniek #PZPN #piłka nożna

jm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo