Polaka w Tokio sparaliżował strach: "To nie byłem ja, jestem załamany"

"Sparaliżował mnie stres" - powiedział załamany kolarz torowy Mateusz Rudyk po nieudanym starcie w igrzyskach olimpijskich w Tokio. W sobotę brązowy medalista mistrzostw świata w sprincie z 2019 roku zakończył występy na welodromie w Izu koło stolicy Japonii.

Mateusz Rudyk nie zaliczy igrzysk Tokio 2030 do udanych
fot. twitter.com/teamnovonordisk

W sprincie drużynowym Polacy zajęli ostatnie, ósme miejsce, w indywidualnym Rudyk zajął dopiero 17. miejsce, mimo że w eliminacjach tej konkurencji (200 metrów ze startu lotnego) miał siódmy czas, a w sobotę odpadł w pierwszej rundzie keirinu.

To nie byłem ja. Już po kwalifikacjach do sprintu wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie byłem w stanie zapanować nad rowerem. Klapa całkowita

- powiedział Rudyk w rozmowie z TVP.

Przez ostatnie lata byłem w czołówce światowej. Przyjechałem walczyć o medal, nie na wycieczkę. Ciężko mi o tym mówić. Zawody wszystko zweryfikowały. Nie trafiliśmy z formą, zaniedbaliśmy względy psychologiczne, głowa nie wytrzymała, odcięło prąd

- ocenił Rudyk.

Rudyk przyznał, że porażkę w sprincie indywidualnym ciężko przeżył, zamknął się w pokoju hotelowym.

Nie ukrywam, że płakałem. Byłem w szoku. Sam nie wiedziałem, co się wydarzyło.

W środę w pierwszej rundzie sprintu Rudyk przegrał z teoretycznie słabszym, osiemnastym w eliminacjach Nowozelandczykiem Samem Websterem, a potem nie poradził sobie w wyścigu repasażowym.

Wiem już, co znaczą dla sportowca igrzyska olimpijskie. Przekonałem się na własnej skórze, jaki jest ich ciężar. Wiem, co poprawić przed Paryżem (na igrzyskach w 2024 roku - red.). Teraz muszę odejść na bok. Nie chcę z nikim rozmawiać. Jestem załamany.

 


Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Tokio 2020 #Mateusz Rudyk #kolarstwo torowe

jm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo