Lepiej złego w dom nie przyjmować

W poprzednim artykule pt. „Kiedy, gdzie i dlaczego zło się pleni”, opublikowanym w „Gazecie Polskiej Codziennie” 29 lipca, zająłem się pojęciem zła w historii ludzkości. Zakończyłem go dwoma sarmackimi przysłowiami, z których wynikało, że nasi przodkowie, przy wszystkich swoich przewinach i przywarach, nie relatywizowali zła i jednoznacznie odróżniali je od dobra.

Nasi rodacy w czasach I Rzeczypospolitej mawiali: „Lepiej jest zło cierpieć, niż czynić”. Jakże chrześcijańskie podejście do życia. Było też inne powiedzenie, którego współczesnym odpowiednikiem jest popularne: „Karma wraca”. W niegdysiejszej Polszcze mawiano z kolei: „Kto sieje złość, będzie żął nędzę”. 

Było też inne powiedzenie, jakże zakorzenione w naszym polskim (ale być może też szerzej – słowiańskim) charakterze. Brzmiało ono tak: „Mniej szkodzi impet jawny niźli złość ukryta”. Chodziło o to, że nad Wisłą, ale w tym czasie także nad Dnieprem, Dniestrem i Wilią, gwałtowników było wielu, ale emocje szybko opadały i – jak to Sarmaci – krzywdy po chrześcijańsku wybaczano, a jak nie wybaczano, to przynajmniej zapominano. Nie naszej nacji właściwością jest chowanie urazy „na wieki wieków amen”. Może to i dobrze, może źle. Ale faktem jest.

Siła zła w świetle polskich przysłów

Nasi prapradziadkowie powiadali również: „Dobrym szkodzi ktokolwiek złym przepuszcza karę”. Albo też można było słyszeć filozoficzne: „Gdzie wiele złych, wiele złego”. 

Już kilka wieków temu, zapewne słusznie, zwracano uwagę, że należy unikać złego towarzystwa: złych nie nawrócisz, a sam się możesz zepsuć. Mówiono zatem: „I najlepszy przy złym się zepsuje”. Inna odmiana tego powiedzenia brzmiała: „Przy złym i dobry się zepsuje”. Jeszcze inna wersja, choć o identycznej wymowie, brzmiała następująco: „I sam złym będziesz, jeśli ze złym towarzystwo weźmiesz”. 

Po raz pierwszy owo porzekadło uwieczniono w 1580 r.! Nieco ponad ćwierć wieku później, na początku XVII w., odnotowano jego nieco inną wersję, kończącą się takimi oto słowy: „…jeśli ze złym towarzystwo mieć będziesz”. Cóż, to polskie przysłowie sprzed co najmniej 414 lat (sic!) – odnotowano je po raz pierwszy w 1607 r. – brzmi jakże aktualnie.

Mówi się czasem współcześnie o czyjejś „wilczej naturze”, ale też o „wilczym prawie”. Co do owej natury wilka nasi przodkowie mieli już jasność kilka wieków temu, skoro mawiali: „Jak wilk na owce mrze, tak zły schnie, gdy nie czyni źle”. To powiedzenie miało też bliźniacze warianty. 

Były też inne, nieco filozoficznie podsumowujące naturę ludzi nikczemnych: „Jak w kałuży zdroju czystego, tak trudno od złego słowa dobrego”.

W I Rzeczypospolitej ludzie wierzyli – czyżby bardziej niż teraz? – w sprawiedliwość, w to, że za zły uczynek spotka kara. Wyrażało to przysłowie: „Każdy zły bywa karany”. Mój Boże, czy ktoś tak mówi dziś we współczesnej Polsce? A skąd! Chciałbym i ja tak mówić – i czasem nawet w to wierzę, że tak może kiedyś będzie – ale jak na razie tak na pewno nie jest.

Były też w dawnej Polsce przysłowia przestrogi. Choćby takie: „Jeden zły wielu dobrym zaszkodzi”. Przestrzegano więc przed siłą zła, które, choć w mniejszości, jest skuteczne. Nawiązywało do tego inne przysłowie tamtych czasów: „Jeden zły wielu dobrych zepsuje”. I bardzo podobne z końcówką: „…dobrych popsuje”. Albo też niemal identyczne: „Jeden zły wiele zepsuje”.

Przestrogą było również powiedzenie: „Kto złemu folguje, cięższe wnet poczuje”. Czyż nie było w tym wezwania do sprzeciwu wobec zła? I tego zewnętrznego, i tego w sobie, wyrażonego w różnych słabościach.

Inne, bardzo wówczas popularne, często cytowane w źródłach, mówiło: „Kto złym pobłaża, dobrych uraża”. Były też jego odmiany: „Kto folguje złym, barzo [!] źle czyni dobrym”. Albo też: „Kto złym folguje, tak i dobrym szkodzien”.

Niewiara w zwycięstwo nad złem?

Nasi przodkowie nie za bardzo wierzyli, prawdę mówiąc, w nawrócenie tych złych i ich cudowną przemianę w mężów świątobliwych. Stąd przysłowia: „Kto zły, zawżdy zły”. Albo inne, o tej samej wymowie: „Zły zawsze zły”.

W I Rzeczypospolitej dobrze radzono: „Lepiej złego w dom nie przyjmować, niż się z nim, wyganiając go, mordować”. Były też odmiany tego powiedzenia z tym samym sensem: „Lepiej złego w dom nie przyjmować, niż się z nim po tym pasować”. Albo też podobnie, choć z inną końcówką: „…albo li mu ustępować”.

Do zła nasi Sarmaci mieli, co charakterystyczne, stosunek fundamentalny, zasadniczy: „Lepiej się nigdy nie rodzić, niźli złym być”. Była też inna przypowieść, jakże w duchu chrześcijańska: „Lepiej złym dobrze czynić, niż dobrym uchybiać”.

Czasem z owych porzekadeł wynikała swoista bezsilność czy niewiara w zwycięstwo nad złem. Świadczyło o tym przysłowie: „Ze złym i sam bies nie poradzi”. Jak już podkreślałem wcześniej, nie za bardzo nasi przodkowie wierzyli w metamorfozy złych ludzi. Przykładem jest powiedzenie: „Rychlej da się dobry skazić, niźli zły naprawić”.

Sentencjonalnie brzmiało porzekadło zapisane po raz pierwszy pod koniec XVI w.: „Raz zły ucieka, choć go nikt nie goni” (1580 r.).

W przysłowiach widać charakter narodu

Bardzo współcześnie brzmi też przysłowie sprzed wieków: „Ze złym źle znaleść [pisownia oryginalna], źle zgubić”. Ciekawe były też powiedzenia mówiące o… złych kobietach. Ot, na przykład: „Zła jak suka” albo też, brzmiące jakże egzotycznie: „Zła jak tygrysica”. 

Nasi rodacy z XVI, XVII czy XVIII w. byli wobec możliwości nawrócenia złego zarówno pesymistyczni: „Złego i święte miejsce nie poprawi” albo „Złego i śmierć nie chce”, jak i wręcz przeciwnie, optymistycznie zakładali, iż: „Złego dobrocią naprawisz”.

Wszystkie te przysłowia i powiedzenia, jak również te: „Źli więcej mają, iż cudze łapają”, zaczerpnąłem z wydanego przed 127 laty, a dedykowanego pamięci człowieka, który poniósł wielkie zasługi dla kultury ojczystej, ratując od zapomnienia tysiące polskich przysłów – Oskara Kolberga – dzieła: „Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich”. Zebrał je i opracował Samuel Adalberg, a wydrukowano ją w Warszawie, w drukarni Emila Skiwskiego. Na karcie tytułowej podano, że „Księga przysłów…” była wydana w latach 1889–1894. 

Mottem są słowa Józefa Ignacego Kraszewskiego, skądinąd kiedyś redaktora „Gazety Polskiej”, ale zamieszczone w 1851 r. w „Gazecie Warszawskiej” (nr 257). Oto one: „Nie wiem, czy jaki pomnik może być równego znaczenia, większej wagi i płodniejszy we wnioski nad zbiór przysłów”. Mottem są również cytaty włoski i niemiecki, przy czym ten ostatni chyba słusznie podkreślał, iż w przysłowiach wyraża się „charakter narodu”.

Ponieważ dzieło Adalberga wydano w czasie zaboru rosyjskiego, nie zabrakło tradycyjnej formułki, że zostało ono „dozwoleno cenzoroju” (czyli zaakceptowane przez cenzurę), z datą 25 listopada 1894 r. Jako historyk z kronikarskiego obowiązku dodam, że owo opus magnum Adalberga miało też tytuł łaciński, który brzmiał następująco: „Liber Proverbiorum Polonicorum cum adagiis ac tritioribus dictis ad instar proverbiorum usitatis”. Dzieło zostało sfinansowane przez „Kasę Pomocy dla osób pracujących na polu naukowym imienia D-ra Józefa Mianowskiego”.

W rzeczy samej: „Przysłowia mądrością narodu”.
 

 

Źródło:

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo