Diss na półbogów w togach

„Najwyższe kwalifikacje” – ocenili Marka Safjana sędziowie z TSUE. „Wybitny prawnik o uznanej międzynarodowej renomie” – stwierdził dziekan z KUL. „Inspirowani od wielu lat jego poszukiwaniami dobra i piękna...” – napisali z kolei uczniowie Safjana (w liczbie dziewięciu). Aż się wzruszyłem.

Ale jako osobnik na piękno niewrażliwy, za to lubiący ludowe, mało wyrafinowane poczucie humoru, poczytałem sobie dowcipy o prawnikach. No i od razu ustępuje hipnoza. „Czemu adwokatów chowają cztery metry pod ziemią? Bo podobno w głębi to oni są dobrzy”. „Dlaczego gość wybrał do transplantacji serce prawnika, a nie kulturysty? To proste. Chciał mieć serce, które nie było używane”. I jeszcze jeden: „Biedna wdowa prosi prawnika o poradę. Po wizycie adwokat zażądał 100 zł. Drżącymi rękami wyjęła banknot. Po jej wyjściu zauważył, że pomyliła się, dając mu dwa sklejone banknoty. I wtedy stanął przed dylematem moralnym... Podzielić się ze wspólnikiem?”. „Najwyższe kwalifikacje” u prawników to po prostu umiejętność odwracania kota ogonem i takiego mataczenia, by „na moje wyszło”. Robota jak każda inna, etycznie poniżej średniej. Cała reszta to nieuprawnione lansowanie się na półbogów, prawnicza mowa trawa.

 

Źródło:

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo