Świeżo upieczony mistrz olimpijski dla Niezalezna.pl: Mieliśmy cichą nadzieję na medal, ale złoto?!

Występ na igrzyskach poprzedziliśmy zgrupowaniem na miejscu. Wszyscy od samego początku prezentowaliśmy wysoką formę, którą utrzymaliśmy do samej imprezy. Właśnie dlatego mogliśmy sobie pozwolić na wymianę składu. To były dwa porządne biegi, w eliminacjach i w samym finale. Różnica wynosiła pół sekundy. Dziś znów wyszliśmy na świeżo. Niewątpliwie przyczyniło się to do medalu - mówi nam złoty medalista igrzysk olimpijskich w Tokio Dariusz Kowaluk.

Facebook/Dariusz Kowaluk - Sportowiec od 400 boleści

Aleksander Mimier, Niezalezna.pl: Jak to jest być złotym medalistą olimpijskim?

Dariusz Kowaluk, mistrz olimpijski w sztafecie mieszanej 4x400m: To coś niezwykłego. Przyjeżdżając na igrzyska do Tokio nie sądziłem, że wrócę do Polski jako mistrz olimpijski. To dla mnie wielkie zaskoczenie, dalej nie potrafię dojść do siebie. Wszystko to do mnie nadal nie dociera. Pewnie dotrze dopiero za kilka dni.

Czuliście się pewni, lecąc do Tokio?

Oczywiście, że tak. W Japonii jesteśmy już od dwóch tygodni. Występ na igrzyskach poprzedziliśmy zgrupowaniem na miejscu. Wszyscy od samego początku prezentowaliśmy wysoką formę, którą utrzymaliśmy do samej imprezy. Właśnie dlatego mogliśmy sobie pozwolić na wymianę składu. To były dwa porządne biegi, w eliminacjach i w samym finale. Różnica wynosiła pół sekundy. Dziś znów wyszliśmy na świeżo. Niewątpliwie przyczyniło się to do medalu.

Roszady wynikały głównie z tego, że potrzebowaliście świeżej krwi?

Tak, taki zamiar przyświecał nam już od początku. Mieliśmy cichą nadzieję na medal, ale złoto?! Okazało się, że mistrzostwo jest w naszym zasięgu. Z drugiej strony… dzięki wprowadzonym zmianom mamy więcej olimpijczyków.

Jak biega się w sztafecie mieszanej? To duży przeskok z klasycznych sztafet?

Pewnie, różnica jest. Odczuwalne jest to przy zmianach, bo kobiety wolniej ruszają. Potrzebne jest wyczucie. O samym rozstawieniu w sztafecie decyduje już osobno każdy kraj. Wszystko zależy od taktyki, jaką przyjmie dane państwo. Jak wspominałem, ważne jest wyczucie, żeby nie wpaść w kobietę, by z sukcesem przekazać pałeczkę. Grunt, że idealnie trafiliśmy z formą na Tokio. W zestawie ze złotym medalem wyjedziemy stąd z rekordem Europy i rekordem olimpijskim!

Jakie plany na najbliższe dni?

Za tydzień mamy start męskiej sztafety. 6 sierpnia eliminacje, 7 sierpnia finały. Już 8 sierpnia wracamy do Polski. Dopiero wtedy ochłoniemy. Mam zamiar jeszcze w tym sezonie postartować, bo… czemu nie? Jestem zdrowy, nogi podają jak widać. Wczoraj pobiegłem rekord życiowy. Jak nie teraz to kiedy?!



Biało-czerwoni już w półfinale pokazali, że są niesamowicie mocni. Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik i Duszyński czasem 3.10,44 poprawili w piątek rekord Europy. Już wówczas mówili, że przetrwa on tylko 24 godziny, a w finale będzie "gruby medal". Jak powiedzieli, tak zrobili. Przed finałem sztab szkoleniowy reprezentacji Polski zdecydował się na pokerową zagrywkę i zmienił 3 z 4 zawodników w porównaniu do półfinału. Trener Aleksander Matusiński już wiele razy pokazał, że ma niezwykłego nosa ustalając składy w biegach rozstawnych. Tak było i tym razem.

Sztafeta mieszana 4x400 m debiutowała w Tokio w programie igrzysk. Polacy zostali więc pierwszymi mistrzami olimpijskimi w tej konkurencji.

Biało-czerwoni w finale poprawili rekord Europy czasem 3.09,87.

Polacy biegli w finale w składzie: Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński. Ich czas jest rekordem Starego Kontynentu, a także rekordem olimpijskim. 

Świetnie na ostatniej zmianie zaprezentował się Duszyński, który ruszał na ostatnie 400 m na trzeciej pozycji.

Dalsze zmagania Dariusza Kowaluka obserwować można na profilach społecznościowych sportowca. W sieci znaleźć go można jako "Sportowca od 400 boleści".

 

Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo