Kiełkująca nienawiść

Unię Europejską zwykło się w Polsce traktować jako wartość samą w sobie. Wiadomo. Brak granic. Przynależność strukturalna do Europy Zachodniej. Fundusze i programy unijne. Obecność we wspólnocie, która oddala nas od Moskwy i Rosji. Słowem, mamy za co lubić Brukselę.

Tymczasem widzę u siebie postępującą nienawiść wobec Unii, której hipokryzja coraz częściej bije po oczach. Przez sześć ostatnich lat brukselscy urzędnicy pokazali, że głęboko gardzą Polską oraz że dialog i wielkie hasła mają tylko na ustach. Ostatnie działania Niemiec w sprawie Nord Stream 2 pokazują dobitnie, że solidarność i demokracja są mniej ważne niż euro. Ci sami politycy, którzy w imię ochrony klimatu będą zamykać w Polsce kopalnie i elektrownie, rządzić się naszymi lasami oraz ingerować w nasze życie, zgadzają się na pakt z diabłem degradujący środowisko i uzależniający Europę od dostaw rosyjskiego gazu. Jak można z tej perspektywy traktować poważnie Zielony Ład i hasełka o redukcji CO₂? Wychodzi na to, że wystarczyłoby, żeby Niemiec od Rosjanina tanio sprowadzał węgiel i w ciągu krótkiej chwil czarne złoto zazieleniłoby się. W każdym razie nikt nie pyta o praworządność i sytuację mniejszości seksualnych, kiedy jest interes do zrobienia. Te argumenty są zastrzeżone dla Polaków, którym nie podobają się homomałżeństwa i adopcja przez nie dzieci, co stanowi doskonały pretekst do oszczędności i niewypłacania nam funduszy. Więc będą w nas ładować swoją tęczowo-zieloną ideologię, aż będziemy mieli jej powyżej dziurek w nosie. Będą jednocześnie wypychać wszystko, co konserwatyści w Polsce kochają, tak by kwitła w nas nienawiść do tej struktury. To zaczyna przypominać nie sojusz czy unię, lecz relacje w domu publicznym, gdzie do zmiany poglądów przymusza się gwałtem. W takiej sytuacji niby wygodnie powtarzać hasła za alfonsem i liczyć na jego łaskę, ale jakoś taka rola mi nie pasuje. 

 

Źródło:

Jacek Liziniewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo