Polskość na polu walki - rozmowa z Wandą Półtawską

Młodzi są dziś często bardziej patriotyczni i lepiej rozumieją, czym jest polskość, niż ich rodzice. Chcę zatem pokazać dzisiejszej młodzieży pokolenie Kolumbów, dla którego słowa „patriotyzm” i „Polska” nie były pustym hasłem, ale programem na życie

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Młodzi są dziś często bardziej patriotyczni i lepiej rozumieją, czym jest polskość, niż ich rodzice. Chcę zatem pokazać dzisiejszej młodzieży pokolenie Kolumbów, dla którego słowa „patriotyzm” i „Polska” nie były pustym hasłem, ale programem na życie. Niech zobaczą nas, swoich poprzedników w polskim losie, przejrzą się w nas jak w lustrze i dostrzegą dzięki temu lepiej siebie samych - mówi Wanda Półtawska w rozmowie z Arturem Dmochowskim.

Patrząc na Pani pokolenie, pokolenie AK i Żołnierzy Niezłomnych, które oddawało bez wahania życie za Polskę, rodzi się pytanie, co dzisiaj znaczy słowo „patriotyzm”. Szczególnie dla młodych Polaków, którzy żyją w Unii i w świecie globalnym. Czy patriotyzm staje się dziś przestarzały? Mamy np. premiera, który powiedział kiedyś, że dla niego „polskość to nienormalność”. Jak zatem polskość przetrwa?

Trzeba dzisiejszej młodzieży przypominać tamte czasy. Nic nie jest ważniejsze niż osobiste doświadczenie. Dlatego właśnie staram się jeździć po kraju i mówić o tamtych czasach. Cieszę się zwłaszcza, gdy trafiam na lokalne inicjatywy, które uczą młodzież, czym jest polskość. Trzeba wychowywać elity, działać często nie tylko bez pomocy, ale nawet wbrew politykom i mediom, aby wyrosło nowe pokolenie, które będzie świadome swojej tożsamości.

Zajmuję się młodzieżą jako psychiatra od 60 lat – także tą najtrudniejszą, w domach poprawczych. Używam wspomnień o bolesnych przeżyciach z okresu wojny, aby dotrzeć do młodych i uświadomić im ich miejsce w naszej historii, w tym łańcuchu patriotyzmu. Opowiadam więc im o naszym pokoleniu, które wtedy było przecież młode, a dla którego Bóg, Honor i Ojczyzna były święte, dla nich gotowi byli na tortury i nawet śmierć.

Jako harcerki złożyłyśmy już w listopadzie 1939 r. przyrzeczenie – patetyczne, ale prawdziwe – że jesteśmy gotowe umrzeć za ojczyznę. A potem w Ravensbrück, 18 kwietnia 1942 r., trzynaście dziewczyn szło przez plac apelowy na egzekucję, śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Chcę zatem pokazać dzisiejszej młodzieży pokolenie Kolumbów, dla którego słowa „patriotyzm” i „Polska” nie były pustym hasłem, ale programem na życie. Niech zobaczą nas, swoich poprzedników w polskim losie, przejrzą się w nas jak w lustrze i dostrzegą dzięki temu lepiej siebie samych.

Jaka jest ta młodzież, którą obserwuje Pani podczas swoich spotkań?

To właśnie jest ciekawe i zaskakujące, bo oni są często bardziej patriotyczni i lepiej rozumieją, czym jest polskość, niż ich rodzice. Poprzednie generacje to ludzie wychowani w komunizmie i w ateizmie, często zastraszeni i pozbawieni ideałów. Nawet więc jeśli nie do końca te ideologie przyjęli, to jednak wyrastali w warunkach, gdy one wszechwładnie panowały, i nimi przesiąkli. Rozmawiałam np. niedawno z 20-letnim chłopcem, którego rodzice nie chodzą do kościoła, nie wiedzą nawet, czy są ochrzczeni. A on jest w kościelnej grupie „Białych serc”.

Zatem nie jest tak, że młodzi są pozbawieni ideałów i dalecy od patriotyzmu. Natomiast oskarżam starsze pokolenia – ich rodziców i nauczycieli. Choć częściowo je rozumiem, bo przecież w PRL-u często się zdarzało, że dzieci byłych więźniów po traumatycznych przeżyciach w czasie II wojny i po niej, choć z różnych przyczyn, nie wiedziały wiele o losach swoich rodziców. Ludzie bowiem po tych straszliwych przejściach różnie reagowali, większość miała tendencję do unikania wspomnień. Natomiast wnuki często teraz dowiadują się od swoich dziadków więcej, niż wiedzieli rodzice. Znam malarkę, córkę oświęcimiaka, która tworzyła tragiczne, smutne obrazy-horrory. Opowiadała mi, że kiedy była mała, to ciągle bała się, że po tatusia przyjdą znowu jacyś panowie, o których słyszała straszne rzeczy, i do dziś się tego boi.

Moja książka „I boję się snów”, o obozie w Ravensbrück, jest relacją o tym, co można było zaobserwować w czasach, które były czasami sprawdzającymi ludzi. Bo przecież z jednej strony mieliśmy straszliwe zbrodnie, ale z drugiej bohaterstwo.

Czyli jest Pani optymistką – patriotyzm i polskość przetrwają?

Jestem realistką. Ludzie są, jacy są. Polacy nie są święci i błądzą, ale młodzież jest teraz wrażliwsza niż dorośli, więc jest nadzieja, że coś się w tej kwestii zmieni.

A jak zdefiniowałaby Pani patriotyzm dziś? Co odpowiedzieć tym, którzy mówią, że „polskość to nienormalność”?

Patriotyzm to przede wszystkim nasze korzenie. Człowiek rodzi się w określonym kraju, mówi pewnym językiem, należy do jakiejś grupy narodowej. To są jego korzenie, tożsamość i to, co go jednoznacznie określa. Kiedy się kogoś pyta, kim jest, to odpowiada, że jest mężczyzną lub kobietą, choć to obecnie też się rozmywa i kwestionuje. A kolejne określenie to, że jest Polakiem lub Polką. Tu się urodziłeś, zostałeś ochrzczony. To wszystko są punkty oparcia, które trzeba rozwijać. Nie jest prawdą, że człowiek jest nikim i przychodzi znikąd. To prawdziwa klęska człowieka, jeśli nie może odnaleźć samego siebie, kiedy nie ma ojczyzny. Kiedyś zapytałam młodego człowieka w Niemczech, który dobrze mówił po polsku, czy jest Polakiem. Odpowiedział mi, że nie wie, kim jest – matka była Polką, ojciec Niemcem, a on sam nie potrafił określić swojej tożsamości. To trudne nie wiedzieć, kim się jest. Jak mówił Jan Paweł II, „Ojczyzna to matka nasza”, więc gdy jej nie potrafimy odnaleźć, to jesteśmy po prostu osieroceni.

Jan Paweł II piękne określił nasze patriotyczne obowiązki w pamiętnej homilii do dwóch milionów obecnych na krakowskich Błoniach podczas pierwszej pielgrzymki do kraju. Prosił wtedy, „abyśmy przyjęli duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska”.

Jan Paweł II był wielkim patriotą. Ale nie jest tak, że ludzi podobnie czujących i myślących już niemal nie ma, jak czasem usiłuje się nas przekonać, że na patriotyzm we współczesnym świecie nie ma miejsca. To mniejszość próbuje nas przekonać, że z polskością jest coś nie w porządku. Niestety, ta mniejszość ma decydujący wpływ na środki przekazu, które są w rękach ludzi bezideowych. Na szczęście większość nie zatraciła poczucia polskości. Ojciec św. zresztą wielokrotnie podkreślał, że wierzy w ducha narodu i nawet jeśli chwilowo jest on osłabiony, to na pewno się odnajdzie.

Czym są korzenie polskości?

Przede wszystkim świadomością tego, kim jesteśmy. A jesteśmy dziełami Boga. Człowiek, mając tego świadomość, od razu odnajduje swoje właściwe miejsce w świecie i odpowiada sobie na pytanie, kim jest. Bo skoro jest dziełem samego Boga, to znaczy, że nie jest byle kim. Jest przez Boga wybrany i postawiony w konkretnym, a nie przypadkowym miejscu. Odnajduje w ten sposób samego siebie we właściwym otoczeniu. W ten sposób powstaje poczucie bezpieczeństwa, a – co wie każdy psycholog – człowiek bardzo go potrzebuje.

A jaka jest rola tradycji narodowej w tworzeniu poczucia patriotyzmu?

Oczywiście patriotyzm musi się opierać także na dziedzictwie. Napisałam kiedyś artykuł pt. „Patriotyzm Karola Wojtyły”. Według papieża trzeba najpierw poznać swoje miejsce na ziemi, wiedzieć, że jest taki kraj, Polska. Poznać tę ziemię, czyli nie jeździć na Wyspy Kanaryjskie, tylko odkrywać polskie góry, jeziora i wybrzeże. Trzeba też dbać o swój język i nie niszczyć go tak, jak teraz często ludzie to czynią. Przypomnijmy sobie, jakim pięknym, literackim językiem mówił Jan Paweł II. Nie musiał też dostosowywać się do młodzieżowego slangu, jak robią niektórzy. Zachowywał czystość mowy, a młodzi i tak go słuchali. Świadomość historii oczywiście również jest ważna. Ojciec św. wskazywał na to, zwiedzając miejsca święte – nie tylko sanktuaria religijne, ale także miejsca święte w historii Polski.

Jan Paweł II był na historię niezwykle uwrażliwiony. Przecież swoją prymicyjną mszę św. zdecydował się odprawić w Krypcie św. Leonarda, w podziemiach Wawelu, czyli w miejscu nasyconym wprost historią Polski, co było gestem niezwykłym.

Historię kształtują na nowo media. Powstają np. filmy, które zdejmują z Niemców odpowiedzialność za zbrodnie II wojny światowej, a obciążają nią Polaków. Jaki to będzie miało wpływ na sposób myślenia przyszłych pokoleń Polaków o nich samych?

To nic nowego. Tak dzieje się niestety od kilkudziesięciu lat. Nie pierwszy raz fałszuje się historię.

Czytaj cały wywiad w najnowszym numerze "Gazety Polskiej" 

 

Źródło: Gazeta Polska

Artur Dmochowski
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo