Piątkowe nominacje

W piątek zakończyła się wielomiesięczna procedura wyboru nowego rzecznika praw obywatelskich. Przy drugiej próbie, tym razem również głosami posłów PiS, Sejm wybrał na RPO prof. Marcina Wiącka, a wybór ten został potwierdzony przez Senat. Zaskakująco łatwo – niektórzy dopatrują się w tym transakcji wiązanej, jaką Prawo i Sprawiedliwość przeprowadzić miało z PSL – udało się równocześnie wybrać nowego prezesa IPN. Uniknęliśmy spodziewanego sporu. Czy to kolejny „efekt Tuska”, idący w poprzek politycznego planu szefa PO?

Na temat wyboru prof. Marcina Wiącka pisałem już w kilku wcześniejszych tekstach, dlatego potraktuję ten wątek dość skrótowo. Ludowcom udało się zaproponować kandydaturę zaskakująco wręcz kompromisową funkcjonującego w sferze publicznej, lecz nie politycznej profesjonalnego prawnika, mającego od początku podstawy, by przekonać do siebie również stronę rządzącą. 

Wiącek – do dwóch razy sztuka

Na przeszkodzie pomyślnego załatwienia sprawy na samym początku stanęła moim zdaniem wyłącznie konfrontacyjna postawa polityków z otoczenia Jarosława Gowina, którzy zamiast przekonać do Wiącka resztę sejmowej większości, demonstracyjnie poparli go wbrew kolegom. I w kontrze do senator Lidii Staroń, którą wcześniej sam Gowin namawiał do startu na tę funkcję. Było to więc zachowanie mocno nielojalne zarówno wobec partnerów, jak i zgłoszonej ostatecznie przez PiS kontrkandydatki, która po upokarzającym przesłuchaniu w Senacie przegrała głosowanie w tej izbie parlamentu. 

Co zresztą ponownie otworzyło drogę prof. Wiąckowi, który podczas swojego pierwszego startu zdołał pokazać politykom prawicy, że – inaczej niż wcześniej Zuzanna Rudzińska-Bluszcz nie jest kandydatem nastawionym konfrontacyjnie, i tym samym zdobyć szersze zaufanie. 

Trzeba odnotować, że prof. Wiącek dość neutralnie komentował kwestię sporu między Trybunałem Konstytucyjnym a Trybunałem Sprawiedliwości UE, i choć jego wypowiedzi nie były bezkrytyczne wobec żadnej ze stron, naraził się nimi najmocniej zaangażowanym w politykę przedstawicielom środowisk prawniczych, czemu dali oni wyraz na Twitterze. „Kandydat na RPO jest zwolennikiem pozytywizmu prawniczego, kurczowego trzymania się litery prawa, niezależnie od tego, w jakich warunkach zostało ono uchwalone. Uznaje za legalnych dublerów w TK Przyłębskiej, a także uznaje za bezzasadne roszczenia przedsiębiorców, bo TK nie orzekł” – pisał adwokat Michał Wawrykiewicz, współzałożyciel inicjatywy „Wolne sądy”, a wtórowała mu Ewa Wrzosek, kierująca Stowarzyszeniem Prokuratorów „Lex super omnia”, która wytknęła brak zaangażowania Wiącka w działania sprzeciwiające się reformie sądownictwa. Z toczącej się pod wpisem Wawrykiewicza dyskusji wynika, że dla radykalnych sympatyków opozycji nowy RPO jest już właściwie stracony.

Decyzje ponadpartyjne 

O ile jednak wybór RPO był efektem szerokiego kompromisu, sprawa z IPN wygląda zupełnie inaczej. Platforma od bardzo dawna ma w swoich planach likwidację instytutu, dr Karol Nawrocki zaś jest przez nią szczególnie znienawidzony za reformę Muzeum II Wojny Światowej. Zmiany Nawrockiego w tej placówce były zaprzeczeniem polityki historycznej PO, dla której muzeum ze swoją poprawną politycznie opowieścią miało być tym, czym Muzeum Powstania Warszawskiego było kiedyś dla PiS. Obrona pierwotnej, wprowadzającej fałszywe symetrie i umniejszającej znaczenie polskiej martyrologii i poświęcenia ekspozycji w muzeum przypominała, z zachowaniem proporcji, spór o reformę sądownictwa. Próbowano bowiem pozbawić nowe władze realnego wpływu na zarządzanie placówką. 

Można zakładać, że również IPN pod kierunkiem drawrockiego będzie kontynuował pracę w oparciu o takie rozumienie powinności historyka, w którym dbałość o pamięć i prawdę nie musi składać hołdów politycznej poprawności i sympatiom części polityków.

Zarówno wybór prezesa IPN, jak i nowego rzecznika praw obywatelskich oprócz daty łączy jeszcze jeden element. Choć w przypadku przegłosowania kandydatury Karola Nawrockiego nie zaistniała (bo i zaistnieć nie mogła) tak szeroka koalicja, jak w sprawie Marcina Wiącka, w jednym i drugim przypadku nie była to decyzja jednej siły ani nawet jednego bloku politycznego. Za Wiąckiem był cały Senat, w Sejmie poza opozycją poparła go większość PiS (40 posłów wstrzymało się od głosu, jedna posłanka była przeciw), a Konfederacja nie miała jednolitego stanowiska. 

W Sejmie Nawrocki wybrany został przede wszystkim głosami PiS i Konfederacji (wszyscy obecni posłowie głosowali za), dodatkowo uzyskał wsparcie Kukiz’15 (poza wstrzymującym się Stanisławem Tyszką), części posłów niezależnych i jedynie trzech przedstawicieli konserwatywnej frakcji klubu PSL – Koalicji Polskiej: Marka Sawickiego, Jacka Tomczaka i Piotra Zgorzelskiego. O wygranej Nawrockiego w Senacie zdecydowało wsparcie dwóch przedstawicieli ludowców (Ryszarda Bobera i Jana Filipa Libickiego), niezależnej senator Lidii Staroń oraz, co może mieć pewne znaczenie polityczne, Antoniego Mężydły z Koalicji Obywatelskiej, który złamał tym samym dyscyplinę klubową. 

Pęknięcie w strategii Tuska 

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym wątku. Mężydło to zasłużony działacz podziemia solidarnościowego, mający na koncie m.in. bardzo dramatyczne przejścia z funkcjonariuszami SB. W 1984 r. działacz opozycji antykomunistycznej został porwany w Toruniu przez SB i wywieziony do lasu, w którym komunistyczni bandyci próbowali złamać swoją ofiarę psychicznie, stwarzając wrażenie przygotowywania jego egzekucji. 

Po latach Mężydło działał w Ruchu Odbudowy Polski, następnie w PiS, jednak w 2007 r. przeszedł do Platformy Obywatelskiej. W odróżnieniu od kolegów, zapewne zbyt dobrze pamiętając własne przejścia, nie popierał pomysłu likwidacji IPN, działa też w Społecznym Komitecie „Solidarni – Toruń pamięta”, utworzonym przez Jana Wyrowińskiego, innego działacza PO, który odszedł z partii w proteście przeciw planom likwidacji instytutu. 
Mężydło mówi, że jeszcze przed głosowaniem straszono go nawet usunięciem z partii, obecnie zaś ma się odbyć dyskusja nad mającymi go spotkać konsekwencjami. Ciekawe, jak potoczą się losy senatora, który w ostatnich dniach dał się poznać jako jawny krytyk zmian w partii i zwolennik przywództwa Rafała Trzaskowskiego. Czy głosowanie Mężydły zapowiada odejście z PO, czy też miało być demonstracją przekonań nie tylko w sprawie IPN, lecz także kierunku Platformy, pokażą zapewne kolejne dni. 

Jak widać, możliwa jest współpraca ponad kluczowym podziałem polskiej polityki, a to właśnie na tym podziale swój plan polityczny buduje w tej chwili Donald Tusk. Dlatego też czy to kompromisowa postawa prawicy w kwestii RPO, czy głosowanie trójki senatorów (a wcześniej również tyluż samo posłów) opozycji w sprawie dra Nawrockiego to duże pęknięcie w chodniku, jaki rozłożyli przed Tuskiem koledzy, by wrócił po władzę w Polsce – i również dlatego należy cieszyć się z piątkowych głosowań i nominacji, równocześnie dając obu nominowanym kredyt zaufania.

 

 

Źródło:

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo