Szpadzistki nie kryją rozczarowania

Miały być medale, skończyło się na szóstym miejscu. Polskie szpadzistki nie kryją rozczarowania występem w Tokio i przyznają, że ich cel był inny. - Zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że Estonia to najtrudniejszy przeciwnik. Zawodniczki z tego kraju są w bardzo dobrej formie. Walczyłyśmy naprawdę do ostatniego trafienia, do ostatniej sekundy - przyznała Ewa Trzebińska, jedna z zawodniczek.

pixabay.com/StockSnap

Kluczowa dla losu Polek, które były wymieniane jako kandydatki do medalu w olimpijskiej rywalizacji, okazała się ćwierćfinałowa porażka z niżej notowanymi Estonkami 26:29. Przegrały, choć przez siedem z dziewięciu rund nic nie wskazywało, że tak się stanie.

- Czy było dużo płaczu? Nie, ale teraz będzie. Przyjechałyśmy po coś innego tutaj. Teraz potrzeba przerwy, żeby odpocząć od tych emocji, od wysiłku, od odmawiania sobie wszystkiego. Trzeba się zregenerować i zastanowić, co dalej

 - zaznaczyła Trzebińska po zakończeniu występu przez biało-czerwone.

To ona wyszła do ostatniej walki w ćwierćfinale. Do odrobienia miała stratę jednego trafienia. Na początku zaś Julia Beljajeva powiększyła przewagę.

- Trochę wcześniej zdawałam sobie sprawę, że ten mecz zaczyna nam powoli uciekać. Była walka do samego końca. Udało mi się ją znowu dojść na to jedno trafienie, czas się kończył, wiec musiałam zaatakować. Zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że Estonia to najtrudniejszy przeciwnik. Zawodniczki z tego kraju są w bardzo dobrej formie. Walczyłyśmy naprawdę do ostatniego trafienia, do ostatniej sekundy - podkreśliła wicemistrzyni świata z 2017 roku.

Po stracie szansy na medal Polki, wiceliderki światowego rankingu, pokonały drużynę Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego (RKO) 31:25, a następnie przegrały z Amerykankami 26:33. Trzebińska przyznała, że wolałaby, aby na igrzyskach nie odbywały się walki o miejsca 5-8.

- To takie walki na dobicie. Wolałabym, by ustalano tu kolejność na podstawie rankingu, tak jak w innych sportach. Ciężko było się zmobilizować - stwierdziła.

"Podeszłyśmy do turnieju z chłodną głową"

Biało-czerwone cztery lata temu zdobyły brązowy medal MŚ w drużynie. Renata Knapik-Miazga nie kryła, że ich ambicje dotyczącego występu w Tokio były znacznie większe niż szósta lokata.

- Porażka z Estonią jest dla nas bardzo bolesna. Ale podeszłyśmy do tego turnieju z chłodną głową. Wiedziałyśmy, że faworytek jest wiele, my byłyśmy jednymi z nich. Natomiast wykonałyśmy olbrzymią pracę przez ostatnie lata i stworzyłyśmy świetną drużynę. Drużynę, która wygrywała turnieje Pucharu Świata, zdobyła medal Mś i dwa krążki mistrzostw Europy w ostatnich latach. I to jest nasz olbrzymi sukces. Myślę, ża każda z nas jest rozczarowana

- podsumowała.

Jak dodała, stawka ćwierćfinalistek była bardzo wyrównana i Polki wiedziały, że czeka je bardzo trudny pojedynek na tym etapie zmagań.

- Z Estonkami przez ostatnie lata toczyłyśmy równe mecze. Ten zapowiadał się bardzo dobrze. Wiedziałyśmy, że będziemy musiały walczyć do ostatniego trafienia, ale przez większość czasu układał się on po naszej myśli. Tam właściwie dwie przegrane walki zadecydowały. W ostatniej było już właściwie o włos od szczęścia. Ostatnio jak z nimi wygrałyśmy, to miałyśmy więcej przegranych pojedynczych walk. Wiele meczów w szpadzie rozstrzyga się właściwie w ostatniej walce. Bardzo rzadko ktoś "pęka". Teraz jest nam bardzo ciężko, bo wiemy wszystkie, co mogłyśmy zdziałać. Po prostu się nie udało. Jedyną satysfakcją z tego dnia jest to, że od początku do końca dałyśmy z siebie wszystko - oceniła.

Skład biało-czerwonych uzupełniła Aleksandra Jarecka, a rezerwową jest Magdalena Piekarska-Twardochel.

 

Źródło: niezalezna.pl, pap

md
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo