WHO walczy z branżą tytoniową wszędzie poza Chinami

Do niedawna „Made in China” brzmiało jak synonim tandety z Dalekiego Wschodu. Dziś brzmi raczej jak proroctwo dotyczące przyszłości globalnej gospodarki. Chiny przez lata rozpychały się w niej łokciami i umacniały swoją pozycję. Teraz dyktują warunki.

Zdjęcie ilustracyjne
pixabay.com/Free-Photos/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

Imperialne zakusy Pekinu są szczególnie widoczne w branży tytoniowej. Nic w tym dziwnego, ponieważ Chiny mają w tej kwestii wszystkie ekonomiczne asy w rękawie. W skali globu są największym producentem papierosów, największym i najszybciej rosnącym rynkiem papierosowym, krajem z największym areałem upraw tytoniu, państwem o największej liczbie palaczy i wreszcie – są właścicielem największego koncernu tytoniowego w skali globalnej, całkowicie kontrolowanego przez rząd.

Przemysł tytoniowy od lat jest oczkiem w głowie chińskiego reżimu. To rynek, który w całości kontroluje rząd. I jedno z najbardziej lukratywnych źródeł jego przychodów. Liczy się na nim tylko jeden gracz: Chińska Narodowa Korporacja Tytoniowa, czyli China National Tobacco Corporation (CNTC). Koncern jest monopolistą w Chinach, z udziałami sięgającymi 98 proc. rynku. To również największy koncern tytoniowy na świecie, z udziałami 43,6 proc. To więcej, niż łączne udziały wszystkich firm z tzw. Big Tobacco.

Chiny odpowiadają za około 40 proc. globalnej konsumpcji papierosów. Co roku na globalny rynek trafia ponad 5,6 biliona sztuk papierosów, z czego 2,4 biliona produkowanych jest właśnie w Chinach.

Spośród około miliarda palących na świecie, co trzeci mieszka w Chinach. Z ostatniego sprawozdania Chińskiego Centrum ds. Prewencji i Kontroli Chorób (CCDCP) dla Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika, że liczba palaczy w Państwie Środka sięga 307,6 milionów. To blisko 27 proc. społeczeństwa. Ponad połowę palaczy stanowią mężczyźni, wśród kobiet odsetek palących to zaledwie 2,1 proc.

Za paczkę papierosów w Chinach trzeba zapłacić średnio 10 juanów, czyli niespełna 6 zł. Co roku palenie papierosów przyczynia się do śmierci ponad 4 milionów palaczy w tym kraju. To połowa z globalnej liczby 8 mln zgonów przypisywanych paleniu.

Gdy w innych państwach rynek tytoniowy zazwyczaj się kurczy, w Chinach jest dokładnie odwrotnie: w latach 2016–2021 rynek tytoniowy według raportu „Cigarette Manufacturing in China industry trends” urośnie o 6,1 proc.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że od jakiegoś czasu pod urokiem chińskiej propagandy pozostaje WHO, zwłaszcza odkąd kieruje nią Tedros Ghebreyesus. Etiopczyk bynajmniej nie ukrywa swoich bliskich związków z Pekinem i przyjacielskich relacji z reżimem Xi Jinpinga.

WHO przymyka więc oko nie tylko na łamanie praw człowieka, lecz również na postępującą ekspansję Chin w produkcji papierosów, wykorzystywanie pracy dzieci i rosnące uzależnienia od palenia tytoniu w chińskim społeczeństwie. Chiny rewanżują się składkami: w latach 2020–2021 wpłaciły do budżetu WHO 184 mln dol., podwajając swoją składkę z poprzedniego dwulecia.

Choć na sztandarach organizacji widnieje walka z „papierosową epidemią”, to jak zawsze najciemniej jest pod latarnią. WHO walczy więc z branżą tytoniową i papierosami wszędzie, poza Chinami. Ostatnio ostrze jej krytyki skupia się głównie na wyrobach alternatywnych do papierosów, które uznaje się za mniej szkodliwe od palenia: systemach podgrzewania tytoniu, e-papierosach, snusie czy doustnych wyrobach z nikotyną.

Udziały rynkowe tych produktów w państwach o największym odsetku palaczy są jednak dziś albo marginalne, albo zerowe. Największym wyzwaniem zdrowotnym dla świata pozostaje więc niezmiennie palenie papierosów.

Bo pali je ponad miliard osób, podczas gdy z alternatywnych produktów z nikotyną korzysta według danych Global State of Tobacco Harm Reduction 98 mln ludzi. Skupienie się przez WHO na walce z produktami alternatywnymi to zatem nomen omen – zasłona dymna. Ma pokazać, że Organizacja walczy z uzależnieniem od nikotyny. Rzecz w tym, że pomija w tej walce główne źródło papierosowej epidemii – Chiny.

Kilka pytań pozostaje otwartych: czy skupianie się przez WHO na walce z produktami alternatywnymi do tradycyjnych papierosów jest grą na zwłokę i próbą odsunięcia w czasie o wiele bardziej poważnego problemu palenia papierosów? Czy ma to coś wspólnego z tym, że takie produkty są również nie w smak chińskiemu reżimowi, który broni pozycji papierosów i reklamuje je w przestrzeni publicznej? Czy wreszcie WHO, walcząc z produktami alternatywnymi, walczy z problemem, który sama wymyśliła albo który ktoś wymyślił za nią?

To pierwsza część cyklu artykułów o gospodarczych powiązaniach między Chinami a WHO

 

Źródło: niezalezna.pl

#świat

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo