Dezinformacja zamiast dziennikarstwa

Ogromna część mediów działających w naszym kraju uczestniczy na przykład w zwalczaniu strategicznych inwestycji, które są konkurencyjne wobec aktywności naszych sąsiadów. Ale nie tylko. Od kilku lat mamy do czynienia z systematycznym i konsekwentnym niszczeniem zaufania do kluczowych instytucji państwa.

Część działających w Polsce mediów otwarcie prowadzi działalność dezinformacyjną. Kwestia manipulowania faktami czy zaangażowanie polityczne to przy tym mały problem, zresztą powiedzmy sobie szczerze – nie ma dziennikarzy zupełnie bezstronnych. Każdy ma swoje sympatie polityczne, ale chodzi o to, by media były uczciwe – rzetelnie informowały i nie ukrywały swoich poglądów. Gdy widz, czytelnik czy słuchacz wie, jakie poglądy polityczne reprezentuje dziennikarz, to może bez problemu oceniać jego komentarze. Kategoria bezstronnych mediów ma podobne znaczenie co „bezpartyjni fachowcy”, a w polskich realiach zawsze wywodzili się oni z jednego środowiska politycznego. Istnieje po to, by mydlić oczy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Problemem dziennikarstwa III RP jest jego udział w procesie okłamywania społeczeństwa.

Nie chodzi zatem o spór prawica–lewica, liberalni–konserwatywni, lecz o uczciwość i działanie w interesie państwa polskiego. Ogromna część mediów działających w naszym kraju uczestniczy na przykład w zwalczaniu strategicznych inwestycji, które są konkurencyjne wobec aktywności naszych sąsiadów. Ale nie tylko. Od kilku lat mamy do czynienia z systematycznym i konsekwentnym niszczeniem zaufania do kluczowych instytucji państwa. W ten sposób traktowany jest chociażby Trybunał Konstytucyjny, który w części mediów – w materiałach informacyjnych, a nie publicystycznych – określany jest mianem „Trybunału Przyłębskiej”. Można nie zgadzać się z rozstrzygnięciami jego sędziów, można nawet krytykować ich wybór, ale czym jak nie dezinformacją jest posługiwanie się takim określeniem choćby w serwisach informacyjnych? To samo można powiedzieć o „sędziach dublerach”. Nie ma żadnych dublerów. Są sędziowie. W obu tych sprawach media mówią jednym głosem z politykami totalnej opozycji. Używają ich języka jako języka informacji. I jeśli zarzucają choćby mediom publicznym służalczość wobec władzy, to naprawdę trudno o większą służalczość wobec polityków niż przejmowanie ich określeń z mównicy sejmowej do zastosowania w przestrzeni informacji. To po prostu czysta dezinformacja i nieuczciwość charakterystyczna dla warunków zniewolenia, a nie wolności słowa. Wiele emocji kilkanaście dni temu wzbudziły pytania, jakie reporter TVP Info starał się zadać nowemu-staremu przewodniczącemu Platformy. Oczywiście można powiedzieć, iż dziennikarz był bardzo zdecydowany i nieustępliwy, nie pozostawał dłużny, gdy był atakowany przez byłego premiera, ale przecież tematy, które poruszał, były całkowicie prawdziwe. Rozumiem, iż mogą znaleźć się ewentualnie krytycy formuły tej rozmowy, lecz naprawdę nie sposób odnaleźć w wypowiedzi reportera choćby cienia propagandy. Ale w tym wydarzeniu uczestniczył także przedstawiciel stacji TVN, który na co dzień posługuje się dezinformacją tworzoną przez polityków opozycji, którą on prezentuje swoim widzom jako fakty. Mało tego, podobnie jak jego polityczni idole, propaguje postulat likwidacji mediów publicznych i przedstawia go jako element walki o wolność słowa. Naprawdę trudno o większe zakłamanie. Zakłamanie, którego poziom jest już niebezpieczny dla demokracji, bo z jednej strony jego celem jest ograniczenie swobody debaty publicznej poprzez likwidację części mediów, a z drugiej – poprzez dezinformację – uderzenie w zaufanie do kluczowych instytucji państwa czy wręcz przekonywanie opinii publicznej, iż one w ogóle nie istnieją.
 

 

Źródło:

Katarzyna Gójska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo